Aktorstwo podnosi wartość przedstawienia

06.09.2011

 

Tej premiery byłam naprawdę ciekawa. Zapowiadana na zakończenie sezonu „Uliczna ballada", oparta na tekście radomianki Teresy Opoki, dotyczyła przecież najtrudniejszych chwil z historii Radomia, nawet dziś wywołujących różne emocje.
Po premierze starsi, pamiętający czerwiec 1976, nie kryli oczywistego smutku. Kiedy na ekranie Edward Gierek zachęca do ekonomicznego zniszczenia miasta, choć „tych radomiaków mam w d...e", przypomina się zdumiewająca konsekwencja w realizacji odegrania się za „warcholstwo". W miastach podobnej wielkości gospodarczej transformacji nie przetrwało 20 proc. zakładów, u nas nie ocalono nawet 20 firm. Taką przepaść trudno zasypać. Młodzi widzowie (poza garstką oswojonych z historią) byli zdumieni, że tak być mogło. I choć dorastające pokolenie nie lubi oglądać się za siebie (i nie robi tego), raczej prze do przodu, warto przypominać polską historię. Takie zadanie postawił sobie Andrzej Sadowski, inscenizator przedstawienia: przywołać rok 1976 i pokazać młodym trudne i beznadziejne lata.
Akcja spektaklu rozgrywa się w kilku planach. Najważniejszy to dokumentalny film z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej (miejsca kolejnych wydarzeń pokazywane są obok, na aktualnej mapie miasta). W historyczną osnowę wpleciono losy czwórki bohaterów, mieszkańców kamienicy przy ul. Piłsudskiego (dawnej Nowotki). Kiedy któryś z nich opowiada cząstkę swojej historii, pozostali zastygają nieruchomo w świetle reflektorów lub rozmazują się w półcieniach sceny. Ekran filmowy staje się dla Kasi (Karolina Łękawa) „papeterią", na której pisze listy do nieżyjącego ojca Andrzeja (Wiktor Korzeniowski). To on opowiada, co się działo w trakcie rozruchów, co potem. Proscenium należy do pani Lodzi (Danuta Dolecka), emerytowanej cywilnej pracownicy służb bezpieczeństwa, wdowy po oficerze SB, oraz jej sąsiadki Anny (Joanna Jędrejek), która stara się umilać starszej pani chwile samotności.
Tym razem aktorstwo skutecznie podnosi wartość przedstawienia. Z wyjątkiem roli Wiktora Korzeniowskiego. Młody człowiek, o ile wiem, tuż po dyplomie, wkłada w postać (przypadkowy świadek wydarzeń, zaszczuty na śmierć przez milicję) tyle emocji, że opowieść ducha staje się mało wiarygodna. Karolina Łękawa stworzyła przejmującą postać młodej kobiety, na życiu której brak ojca odcisnął ponure piętno. Aktorka ma też dobry głos, ale muzyka nie zdołała „podbić" wymowy tekstu. Podobała mi się również Joanna Jędrejek. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego z uporem obniża wartość swoich ról. Jest taki moment, w którym narrator opowiada o zgwałceniu Anny. Dzięki wyważonym gestom, wyrazistej, ale umiejętnie dozowanej mimice to znakomita scena. Cóż tego, kiedy w innej, podczas „rozmowy" z psem aktorski infantylizm Jędrejek wprost poraża. No i wreszcie Danuta Dolecka, świetna pani Lodzia. Niegdyś wyniosła żona ważnego urzędnika, dziś zgorzkniała starsza pani szykuje się do wyjazdu „na wczasy". Chętnie ucieka we wspomnienia, by za nic nie dopuścić myśli, że najbliższa rodzina umieściła ją w domu pomocy społecznej. Tak uparcie nie słucha prawdziwych komentarzy Anny i Kasi, że zamiast współczucia skutecznie budzi jedynie niechęć.
Danuta Dolecka posługuje się co najmniej oszczędnymi środkami wyrazu, a ponieważ znakomicie zna aktorski warsztat, więc „Uliczna ballada" wywołuje nostalgię za czasami, kiedy mogła swoje umiejętności wykorzystać. (...)

Krystyna Kasińska
Więcej przeczytasz w papierowym wydaniu "Miesięcznika Prowincjonalnego" 2011/4 (127)