Spektakl na czasie?

o "Łowcy" pisze Barbara Koś w "Echu Dnia"



Pokazany w sobotę „Łowca" angielskiej autorki, Dawn King, w reżyserii i scenografii Waldemara Zawodzińskiego, to kolejna ciekawa premiera w Teatrze Powszechnym.


W zgrzebnej kuchni upadającej farmy (scenografia i kostiumy Maria Balcerek) siedzi małżeństwo: Judyta i Samuel. Czekają na kogoś, kto ma wyzwolić ich z pasma nieszczęść: śmierci małego synka, nieurodzaju na polach, chorób i depresji oraz plagi lisów. Krąży fama, że wszystkim nieszczęściom winne są lisy. Zapowiedziany łowca ma przede wszystkim pomóc w walce z drapieżnikami.
- Skąd o nas wie? Dlaczego ma akurat nasz adres - denerwuje się Judyta. Nie wiadomo. Pukanie w drzwi. Wchodzi młody człowiek. Ma pomóc lecz od razu zachowuje się jak agent NKWD. Nazwiska? Kto jest waszym sąsiadem? Skąd się wziął nieurodzaj? A, umarło dziecko. Dlaczego od razu o tym nie mówicie?... Pomału, pomału, sztuka zaczyna przypominać horror.

A kiedy już w trakcie wydarzeń mężczyźni zaczną mazać twarze wilczą krwią, to w tle pojawi się nie pani King ale Stephen King i cały jego drapieżny sztafaż. Jeśli już wcześniej na scenie panował świat Orwella, to teraz wieje prawdziwą grozą.

Tą grozą Waldemar Zawodziński wiernie oddaje przesłanie sztuki. Autorka umieszcza akcję w świecie dyktatury i terroru. Kto rządzi? Kto zniewolił? Kto sterroryzował tę społeczność? Czy to ważne. Ważny jest łowca, symbol zniewolenia. I nawet jeśli łowca zostanie unicestwiony, Judyta i Samuel będą w finale czekać na następnego. Bo terror, zniewolenie, ogłupianie ludzi są wieczne. Podobnie jak łowcy.

Kolejne już przedstawienie dowodzi, że mamy doskonałą aktorską młodzież. Karol Puciaty jako łowca świetnie pokazuje drogę swego bohatera od hodowanego od dziecka oprawcy po moment, kiedy z oczu spada mu zasłona i wszystko pada jak domek z kart. Bo tu dramatowi zgnębionych towarzyszy dramat ich oprawcy. Żebyż tak zawsze.

Prowadzona ręką mistrza Zawodzińskiego pozostała trójka bohaterów: Joanna Zagórska - Judyta, Łukasz Stawowczyk - Samuel i Aleksandra Bogulewska - sąsiadka Sara, gra równo i zdecydowanie. To postaci pokaleczone życiem, można by zatem pokazać niezłą histerię. Tymczasem aktorzy nie nadużywają środków aktorskich ani ekspresji tam, gdzie nie potrzeba. Tam, gdzie elementy te są niezbędne, widać nie wrzask, tylko prawdziwie ludzką krzywdę i opętanie.

Pokazana na scenie kameralnej sztuka, zdawałoby się, dość abstrakcyjna, niesie ważne przesłania. Dlatego widzowie oklaskali ją na stojąco. Spektakl na czasie?


Barbara Koś
"Echo Dnia"
15.01.2017

 

 
statystyka