Alicja w Krainie Snów

10.03.2012

 

"Alicja w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla to spektakl skierowany do każdego widza. Ze względu jednak na wiek oglądającego i możliwość zrozumienia konkretnych sytuacji, tutaj każda grupa widzów nieco inaczej odbiera tę historię. W spektaklu "Alicja w Krainie Czarów" Cezarego Domagały w innych momentach śmiali się dorośli, rozumiejący inne aluzje, w innych momentach śmiały się dzieci, choć były i takie chwile, w których cała widownia wybuchała śmiechem. To dowodzi uniwersalności tego tekstu i samego spektaklu.

Nasza wędrówka do świata czarów zaczyna się w momencie, kiedy Alicja zaczyna gonić „bardzo spóźnionego" Królika i wpada do Krainy Czarów przez króliczą norę. Od tego momentu znajdujemy się w krainie absurdu, bo tutaj żadne logiczne zasady nie obowiązują. Choć być może cały absurd sytuacji to tylko taki zabieg dla zmylenia widza. Podobno Lewis Carroll, wykładowca matematyki w Christ Church w Oksfordzie Charles Lutwidge Dodgsona, napisał „Alicję w Krainie Czarów" posługując się wzorami matematycznymi.

Ale siłą spektaklu Cezarego Domagały „Alicja w Krainie Czarów" są piosenki Tomasza Bajerskiego i wizualizacje, po raz pierwszy i z powodzeniem użyte przez reżysera. Słowa jednej z piosenek „Dziś gramy w krokieta, w krokieta, w krokieta", a jest ich około dwudziestu, chodziły za mną jeszcze parę dni po spektaklu i nuciłam je przy każdej okazji. Piosenki Tomasza Bajerskiego łatwo wpadają w ucho, bo są napisane współczesnym nam językiem. I tak naprawdę to one budują ramę spektaklu i oddzielają od siebie kolejne sceny. Akcja spektaklu jest szybka, a z każdą kolejną sceną czeka nas kolejna niespodzianka.

Chociaż, jak mówi Cezary Domagała, spektakl ten nie jest skierowany wyłącznie do widowni dziecięcej, to właśnie dzieci, siedzące na widowni radomskiego teatru w dniu premiery w momencie, w którym opadła kurtyna, wydały z siebie głośny okrzyk niezadowolenia, zupełnie, jakby odebrano im ulubioną zabawkę, czy cukierka. Ponowne podniesienie kurtyny wywołało radość i aplauz małej publiczności.

Inscenizacja Domagały, zupełnie jak opowieści Lewisa Carrolla, przyciągnęła i zainteresowała także dzieci. A przecież dziecko to widz najbardziej krytyczny, wychwyci każdą próbę fałszu na scenie i robienia czegokolwiek na siłę. Teatr radomski jest niezwykle wyczulony na widownię dziecięcą i dlatego przedstawienia dla dzieci robią tu furorę. Cezary Domagała daje nam spektakl, który zachwyca nie tylko kostiumami i scenografią, ale także użytymi po raz pierwszy efektami specjalnymi w postaci projekcji multimedialnych. Wszystko to pięknie współgra z ruchem scenicznym opracowanym przez Martę Domagałę.

W roli Alicji oglądaliśmy uroczą Natalię Rzeźniak. Jej Alicja mówi, to co myśli, bez względu na konsekwencje, jest spontaniczna, nie dba o konwenanse, czy ogólny strach przed Królową Kier (Iwona Pieniążek), która zawsze może „ściąć jej głowę". Aktorka z dziecięcą energią zaprasza widzów do świata, do którego dostała się, biegnąc za Królikiem. W tej roli występuje Wiktor Korzeniowski, a jego okrzyki spóźnionego wszędobylskiego gońca „o rany Julek!" elektryzowały widownię w pierwszej części spektaklu. Wspominając o Króliku trudno pominąć kwestię charakteryzacji, która ma tu niemałe znaczenie. Muszę przyznać, że nawet wiedząc, jak wygląda aktor, grający Królika, czy Króla Kier (Adam Majewski) trudno zdecydowanie wskazać, że jest to ta, czy inna osoba, taka wspaniale zadziałała charakteryzacja.

Również aktorzy mimo zmęczenia bawili się dobrze. Dla stworzenia odpowiedniego klimatu mamy tu piękne, bardzo złożone kostiumy, które wymagają od aktorów także fizycznej wytrzymałości.

Alicja w Krainie Czarów to spektakl, jak podkreślał Cezary Domagała, dla całej rodziny, mile spędzą na nim czas i dzieci, i rodzice. Interesujące są gagi podobne do tych z Monty Pythona, cechujące się atrakcyjnym absurdem. Użycie we właściwy sposób takich niejednoznacznych i absurdalnych skeczów dało spektaklowi niesztampowy wydźwięk i uczyniło go przez to jeszcze ciekawszym. Po spektaklu na dzieci czekały cukierki, które jak owe magiczne ciasteczka powiększające lub pomniejszające przeniosły je do realnego świata z krainy snu, do której nieco wcześniej zabrała nas ze sobą Alicja.

Dyrekcja Teatru Powszechnego, jak widać, dużą wagę przykłada do teatralnej edukacji młodych Radomian. Znakomicie funkcjonująca Scena Fraszka, oraz realizacje dla dzieci i młodzieży na Dużej Scenie wskazują na świadome i niezwykle potrzebne działania wychowawczo edukacyjne. Jednoczesna dbałość o wysoki poziom artystyczny spektakli, pod tym względem, stawia teatr w czołówce polskich instytucji teatralnych. To nieczęsty przypadek wśród teatrów dramatycznych, które zazwyczaj w swoich repertuarach nieco drugorzędnie traktują produkcję dla tej grupy widzów. Taka polityka repertuarowa, jaką w Radomiu prowadzi dyrektor Zbigniew Rybka już w niedalekiej przyszłości „odwdzięczy się" nowym pokoleniem teatralnie wyedukowanych i wysmakowanych widzów. Przy takim podejściu do roli teatru w kształtowaniu społecznych gustów zyskuje cała społeczność tej części Polski. Być może niebawem coraz częściej będą odwiedzać Radom teatromani z pobliskich miejscowości nie wyłączając coraz bliższej Warszawy.

Olga Paulina Zielińska
Dziennik Teatralny Radom
10 marca 2012