Bez prawa do słabości

08.12.2011

 

Eldorado jest poszukiwaniem pozornego szczęścia, które zabija to co pewnie istotniejsze, więzi międzyludzkie. W finale jedna z bohaterek mówi: "Stracimy wszystko ale nie siebie". To mocny tekst, podsumowujący całe dotychczasowe życie.

 

Krzysztof Aplik: Janusz Łagodziński właściwie jest przede wszystkim aktorem i nie ma na swoim koncie zbyt wielu prac reżyserskich (ostatnie to: „Poobiednie igraszki" Romy Mahieu i Davida Drábka „Pływanie synchroniczne"). Czy decyzja wyreżyserowania „Eldorado" to bardziej chęć zmierzenia się z konkretnym materiałem, czy też potrzeba nabrania intelektualnego oddechu i zmiany w zawodowym życiorysie?

Janusz Łagodziński: Od kiedy go przeczytałem, chcę ten tekst wyreżyserować. Poczułem, że mówi o rzeczach ważnych, że jest w nim jakaś tajemnica między słowami. Żadna potrzeba intelektualnego oddechu. Od wielu lat równolegle reżyseruję, edukuję i gram. Tak właściwie to od początku mojego zawodowego życia, czyli od 35 lat. Nie robię zapewne rzeczy spektakularnych, często współpracowałem z teatrami offowymi, ale dla mnie to ważny element mojej działalności artystycznej. Myślę, że rozwijający.

Marius von Mayenburg, to dramaturg znany nie tylko na świecie, ale coraz bardziej także i w Polsce. O charakterze jego narracji można powiedzieć, że sięga dość głęboko i jednocześnie w trudne rejony ludzkich doznań i emocji. Nie traktuje jednak o tym wprost, pozostawiając istotne problemy swoich bohaterów jakby nieco na uboczu jednocześnie nie pozwalając nawet na chwilę o nich zapomnieć. Czy w „Eldorado" jest podobnie, a jeśli tak, to czy będzie się Pan starał zachować ten „styl" także w swojej inscenizacji?

Mnie w „Eldorado" fascynuje syntetyczny model świata, skróty myślowe, metafory i jak mówiłem to co pozawerbalne. Wciągające jest penetrowanie podwodnej części góry lodowej. Nieoczywistość ludzkich zachowań. Chcę wraz z aktorami zrozumieć te postawy.

W wyniku zdarzeń losy ukazanych przez Pana postaci nie będą należały do bajkowych. Czym zatem będzie tytułowe Eldorado? Poszukiwaniami nieistniejącego szczęścia, czy konsekwencjami tych poszukiwań?

Eldorado jest poszukiwaniem pozornego szczęścia, które zabija to co pewnie istotniejsze, więzi międzyludzkie. W finale jedna z bohaterek mówi: „Stracimy wszystko ale nie siebie". To mocny tekst, podsumowujący całe dotychczasowe życie.

Profesor Zygmunt Bauman pisze o świecie, w którym każda kolejna chwila naciera z tak wielką siłą, że ciężko jest trwać, w tej, która trwa obecnie. Jest to, w pewnej mierze, także opis świata Pańskich bohaterów, niemal pozbawiającego ich możliwości głębszego namysłu nad nim. Czy reżyserowany przez Pana spektakl złamie w jakiś sposób tę tezę i skłoni do innych refleksji?

Tak, refleksja która nawiedza Teklę przychodzi za późno dla Antona. Ale sądzę, że dla niej jest początkiem wyzwolenia. Wróci do Sztuki.

Czy sytuacja głównego bohatera i jego kłopoty odwołują się do losów jednostki, czy jest to raczej sytuacja ogólna, ukazująca problemy "gatunku"?

Wydaje mi się, że w teatrze losy każdej jednostki, przedstawiają problemy większej populacji. Przynajmniej w teatrze , który lubię. Od szczegółu do ogółu.

Zdaje się, że portret upadającego mężczyzny będzie, (o ile już nie jest) dosyć często wykorzystywanym w kulturze motywem. Czy nie sądzi Pan, że temat ten, z naszej - męskiej - perspektywy lepiej byłoby przemilczeć?

Wprost przeciwnie. Całe nieszczęście bierze się z tego przemilczania. Tak zostaliśmy wychowani takie jest oczekiwanie społeczne, taki w końcu jest nasz nawyk. Mężczyzna musi być twardy, dać sobie radę w każdej sytuacji, nie ma prawa do słabości. Tylko, że żyjemy statystycznie 10 lat krócej a samobójstwa popełniamy 5-6 razy częściej niż kobiety.

Sądzę, że Pański Anton nie będzie bohaterem ani jednoznacznie pozytywnym czy też całkiem niegodnym naśladowania. Bardzo mnie ciekawi, w którą stronę przechyli Pan propozycję jego oceny?

Nie wiem skąd taka pana intuicja, ale tak. Anton nie jest postacią kryształową, jednak żyje w ciągłym przymusie, tak przynajmniej mu się wydaje. Ciągle wybiera mniejsze zło. Jest człowiekiem umęczonym własnym, narzuconym mu wizerunkiem męskości. Wcale nie czuje się dobrze w tym wcieleniu. Budzi moją litość. Podobnie jest z Teklą, znerwicowaną, egocentryczną pianistką. Występuje w roli, narzuconej przez wychowanie. Tę kalkę odciska również na swojej uczennicy. Wydaje jej się (posługując się metaforą Mayenburga), że nie ma nóg. Nadopiekuńczość Antona nie daje jej dojrzeć.
Wracając do pytania, oceniać może widz, ja chcę zrozumieć.

Do jakiej grupy widzów adresuje Pan swój spektakl?

Czekamy na widzów szukających refleksji, którym nie wystarcza banalne opowiadanie historii. Choć fabułę „Eldorado" można by pewnie przedstawić jak kryminał. Jestem pewny, że nie wszyscy ludzie są nastawieni konsumpcyjnie, niektórzy potrzebują obcować sztuką. Bo Sztuka, to kolejne przesłanie Mayenburga, może być antidotum na codzienny udział w wyścigu.

Trzymam kciuki za spektakl, za widzów i bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Krzysztof Aplik
Dziennik Teatralny
08 grudnia 2011


"Eldorado", Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, reżyseria: Janusz Łagodziński
rkl