Czy można z pana żoną...?

24.05.2011

 

Powyższe pytanie doskonale oddaje charakter nowego "przedsięwzięcia" radomskiego teatru w ramach Kabaretu - bądź co bądź - Wziętego. Temat wszystkim (w mniejszym lub większym stopniu) bliski - zasługuje na uwagę z jednego chociażby względu, jakim jest konieczność przymrużenia oka na kwestie zdrady i związanych z nią relacji międzyludzkich.

Wydaje się, że nasza szara codzienność może jedynie budzić współczucie, bo czym różni się jeden dzień od drugiego, czym żona (mąż) może nas jeszcze zaskoczyć. Okazuje się (przynajmniej z kabaretowego punktu widzenia), że tak naprawdę życie, nawet to najbardziej zwyczajne, skrywa mnóstwo niespodzianek (chociaż nie jestem pewna, czy to najlepsze określenie na coś, czego wolelibyśmy raczej unikać).

Przedstawienie "Pro publico betono" według pomysłu i reżyserii Jarosława Rabendy zaskakuje dynamiką obrazu, wielością punktów widzenia, ale przede wszystkim specyficznym poczuciem humoru - co więcej: humoru dotyczącego naszego podwórka.

Początkowo mogła zniechęcać późna godzina "emisji", ale najbardziej zainteresowani, a tym samym wytrwali, stawili się dzielnie na godzinę 22.00 w teatrze. Pora wydawała się przynajmniej zastanawiająca... Po kilku minutach przedstawienia wszystko stało się jasne - po prostu w ramach przyzwoitości nie wypadało pokazać tego przed 22.00. Krew, seks, przemoc stały się pretekstem do czegoś na kształt parodii naszej codzienności, co gorsza pewnej obojętności na to, co powinno budzić w nas sprzeciw. Zabrzmiało groźnie? A to tylko życie w krzywym zwierciadle, bo czasem pozostaje nam już tylko pośmiać się nie tylko z sąsiada, ale może przede wszystkim z samych siebie.

Program został zaplanowany w taki sposób, aby przy dźwiękach muzyki, łatwiej nam było znieść gorzką prawdę na swój temat, bo chyba nikt nie lubi, jak się mu "przyprawia rogi", albo - jakby nigdy nic - manipuluje za pośrednictwem reklam (a swoją drogą - jak tabletka może "postawić głowę na nogi"?). Artystyczne urozmaicenie wykonania poszczególnych skeczy ma zapewne ocalać od pewnej monotonii i tak już nudnego życia. Tak więc poszczególne sceny możemy oglądać w formie krótkiego filmu na "dużym ekranie", inscenizacji, parodii popularnych programów telewizyjnych, bądź wykonań wokalnych przy akompaniamencie najweselszej grupy muzycznej pod przewodnictwem Grzegorza Molendy. Słowem: twórcy kabaretu nieźle "zatelepali" sceną!

W związku z powyższym, jeżeli ktoś chciałby sprawdzić, czy jego życie ma coś wspólnego z powyższym punktem widzenia, najlepiej byłoby udać się do budynku przy Placu Jagiellońskim (i nie mam tu na myśli niedawno otwartej galerii!), by przekonać się "na własnej skórze" jak smakuje życie. Bo gdzie, jak nie w teatrze, można przejrzeć się w krzywym zwierciadle i jeszcze się z tego pośmiać albo - jak kto woli - wyciągnąć jakieś wnioski? Kabarecie Wzięty! Czekamy na jeszcze! Czekamy na więcej!

Diana Tomaszewska
Teatralia Radom
18 maja 2011