Diamenty najlepszym przyjecialem kobiety?

11.03.2013


Marylin Monroe mawiała, że najlepszym przyjacielem kobiety są diamenty. Przekonaliśmy się o tym podczas premierowego spektaklu Teatru Powszechnego w Radomiu, o wymownym tytule "Klejnoty". W tej farsie dwóch właścicieli salonu jubilerskiego uwikłanych zostało w napady rabunkowe. Pieprzu tej historii dodały dwie uwodzicielskie kobiety i oczywiście - w roli głównej diamenty oraz... niepozorny piekarnik.


Śmiech rozbrzmiewał na całej sali, gdy aktorzy z chirurgiczną precyzją odgrywali komiczne sceny, co podkreślał dopracowany każdy gest, ruch czy mimika. Okazji ku temu było bardzo wiele, bo ten spektakl naszpikowany jest elementami humorystycznymi, jak przystało na dobrze wyreżyserowaną farsę.

Młode pokolenie aktorów radomskiego teatru pokazało na co je stać. Piątka bohaterów wywoływała salwy śmiechu. W poukładane życie współwłaściciela salonu jubilerskiego Rogera Fogga (Marek Braun) wkrada się afera kryminalna, romanse i cały ciąg nieprzywdzianych sytuacji. A zaczyna się od drobnego kłamstwa. Fogg, który jak przystało na statecznego kawalera, wstrzymuje się od uciech cielesnych, alkoholu i wszystkich szemranych interesów, staje się w jednej chwili bigamistą i włamywaczem. Ale czy na pewno? Kłopotów przysparza mu także jego przyjaciel, z którym prowadzi salon jubilerski - Eddie Reaper (Wojciech Wachuda), którego uwielbienie kobiecego piękna nakręca kryminalną intrygę. W tej historii pojawia się nadużywający alkoholu inspektor Ruff (Adam Majewski), którego śledcze metody dają wiele do życzenia. Na tle męskiej obsady, jak diamenty błyszczały roznegliżowane bohaterki przedstawienia, Diana Reaper (Katarzyna Dorosińska) modelka z rozbieranych sesji, żona jubilera oraz jego rozkoszna kochanka Diana Szczekalska (Karolina Łękawa).

Podczas tej sztuki nikt nie odczuje upływu czasu, zwłaszcza że akcja rozgrywa się w szybkim tempie, wątek kryminalny zagęszcza się z minuty na minutę i symultanicznie odgrywane sytuacje nie pozwolą oderwać oczu od tego, co się dzieje na scenie. A błyskotliwe gagi towarzyszą aktorom nieustannie: "Duma prowadzi do upadku" - "A alkoholizm do rowu", "- Nie dotykam alkoholu" - Może byłbyś bardziej normalny, gdybyś pił".

Uznanie należy się również autorowi scenografii, dzięki której aktorzy nie są ograniczeni przestrzenią, mimo że na deskach teatru powstało wielopokojowe mieszkanie. Wojciech Stefaniak zadbał o to, żeby aktorzy mogli się w tym obiekcie poruszać swobodnie. Przy czym to właśnie element scenografii - kuchenny piekarnik - odgrywał jedną z głównych ról w tym przedstawieniu. Nie zdradzamy w jaki sposób, żeby nie psuć zabawy...


Dorota Trojanowska
www.cozadzien.pl
9.03.2013