Dzieje Hioba trwają do dziś

09.10.2009

 

W tradycji chrześcijańskiej od średniowiecza teatr przekazywał ważne treści religijne ludowi bożemu, a skupiony był głównie na dwóch wątkach ewangelicznych - narodzinach i śmierci Jezusa; zaś starotestamentowe historie takich postaci jak Józef, Hiob czy Mojżesz pozostały w pamięci jako niosące naukę dobrego życia.

Na 650. rocznicę powstania radomskiej fary postanowiono wystawić sztukę opartą na tekście Księgi Hioba, jednej z najważniejszych ksiąg Biblii w tłumaczeniu Czesława Miłosza. Do stworzenia przedstawienia zaproszono wytrawnego reżysera, specjalistę od dramatów metafizycznych, Krzysztofa Babickiego. I trzeba podkreślić, że był to błogosławiony zamysł osób pragnących godnie uczcić wielką rocznicę radomskiego kościoła. To uczyniło z tych obchodów święto wszystkich, którzy traktują chrześcijaństwo jako zadanie i lekcję niełatwą w życiu człowieka wierzącego. Hiob stał się patronem tych ludzi.

Jak ważna to postać dla współczesnych, przekonujemy się w trakcie przedstawienia. Szczęśliwie reżyser zdecydował się na radykalne skróty tekstu, wyławiając co ważniejsze kwestie dla zrozumienia dramatu bohatera. Konsekwentnie w sztuce są stosowane dwa rodzaje kostiumu - archaizujący i aktualizujący, tak jakby dzieje Hioba trwały od czasów biblijnych do dziś. Daje to odbiorcy wyraźny sygnał, aby odczytywał tragedię w kontekście własnego życia. Tak naprawdę to reżyser prowokuje nas do myślenia o bohaterach jako o postaciach uniwersalnych i współczesnych.

Rozpoznajemy w adwersarzach Hioba ludzi nam znanych chociażby z popularnych filmów czy seriali, postaci o określonych gustach, nawykach i systemach wartości, cieszących się powodzeniem i dobrobytem, czyli przyziemnym szczęściem. Jakże brutalnie rozbrzmiewa "Przeklnij Boga i umrzyj!" wypowiedziane przez żonę Hioba. To ona za pomocą prostych zabiegów i czerwonych pantofelków przeistacza się na naszych oczach w wyuzdaną, dyskotekową Salome, życzącą śmierci mężowi z ziemi Uz. Na tę kreację pragnę zwrócić uwagę, bo Honorata Witańska jako żona Hioba staje się dla widza uosobieniem współczesnej kobiety pragnącej nie tyle życia, co użycia na tym świecie. Urok Szatana (Jarosław Rabenda) działa zdecydowanie kusząco na jej duszę.

Jak przystało na wielki dramat religijny, wszystko dzieje się na różnych płaszczyznach, tak właśnie zbudowana jest scena (wg projektu Marka Brauna), z której na najwyższym poziomie przemawia Pan Bóg, a Szatan krąży po ziemi wśród ludzi. Rzadka to okazja zobaczyć i usłyszeć tego rodzaju postaci w teatrze. Właściwie to tylko w romantycznym dramacie twórcy mieli odwagę w ten sposób uzmysłowić widzom ich metafizyczną kondycję. Babicki ma duże doświadczenie wyniesione z realizacji tego rodzaju tekstów, a w swoim (powtórnym) scenicznym podejściu do Hioba postanowił wzbogacić nas o postać dziwnego z wyglądu anioła odzywającego się językiem psalmów. To jakby Anioł Stróż Hioba, ale wyraźnie kulejący (po upadku?) i wyglądający niczym postacie z "Repliki" Józefa Szajny. Te skojarzenia jeszcze bardziej skłaniają nas do myślenia w kategoriach współczesnego dramatu.

Tak oto realizuje się piękny sojusz ludzi sztuki ze społecznością lokalnego kościoła radomskiego. Owoce tego związku zawsze były słodkie i służyły ludziom przez pokolenia. Obyśmy byli tego świadkami częściej, nie tylko od święta!

 

Zbigniew Wieczorek

"Dzieje Hioba trwają do dziś"

Gazeta Wyborcza - Radom

9.10.2009 r.

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X