Dziś zobaczymy wszystko

27.01.2012

 

"Czego nie widać" Michaela Frayna jest na pozór spektaklem lekkim, łatwym i przyjemnym, ale co ważne nie przekracza granicy kabaretu. Dobrze się go ogląda, ale widz nie wyjdzie z niego bez refleksji. Na scenie rozgrywa się przed nami teatr w teatrze, a że ludzka natura uwielbia podglądać, szczególnie tych sławnych i znanych, czekamy z niecierpliwością na każdy następny akt, jak na kolejne wpisy na facebooku, czy wiadomości na pudelku.

Nie zdradzę nic ponadto, co możemy przeczytać w opisie spektaklu na stronie internetowej Teatru Powszechnego im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, jeśli napiszę, że obejrzymy fragment życia aktorów na scenie i ich życia prywatnego. Spektakl ujawnia nam to, co zwykle dostępne jest tylko dla niewielu osób związanych z danym teatrem. Jesteśmy świadkami próby teatralnej spektaklu, następnie tego, tego, co kusi najbardziej, czyli wszystkiego co dzieje się za kulisami, a w ostatnim akcie dostajemy efekt finalny, czyli spektakl. Oglądamy nie tylko przedstawienie, wystawiane dla nas, ale podpatrujemy też mechanizmy działające w teatrze w czasie prób i przedstawień, a także relacje pomiędzy aktorami, ich namiętności i zwady, a tutaj, jak to w życiu, wrze najbardziej.

Postacie są charakterystyczne i wyraziste. Należy to poczytać za duży plus reżyserowi Tomaszowi Dudkiewiczowi. Aktorzy zostali trafnie obsadzeni. Zachwyca swoją grą szczególnie Natalia Rzeźniak, która perfekcyjnie odgrywa role Vicky i Brooke Ashton, grając często na granicy absurdu, tak dobiera środki sceniczne, że ani przez chwilę nie sprawia, że postać ta jest groteskowa, czy śmieszna, chociaż jej reakcje i działania niewątpliwie śmieszą. Na oklaski zasługuje również Wojciech Wachuda, grający postać reżysera Llyoda Dallasa, za niezwykłą energię i dramatyzm, jaki wnosi do spektaklu. On jedyny nie został do końca wciągnięty przez spektakl, przez światek grających w spektaklu „Co widać" aktorów i pracowników technicznych i ich perypetie. Trzyma dystans, ale też tylko do czasu.

Reżyser to osoba trzymająca pieczę nad spektaklem i czuwająca nad każdym najdrobniejszym aspektem związanym z inscenizacją. Jednakże, w takim chaosie, jaki tworzy się na scenie, kiedy do głosu dochodzą, profesjonalnie trzymane wcześniej na wodzy, emocje bohaterów, cały spektakl po obu stronach dekoracji, zmienia się w istny dramat. Nawet na scenie aktorzy nie tylko grają, ale też dają upust swoim własnym emocjom. Dzięki temu udaje się im trzymać widza w napięciu i zaskakiwać dość nieoczekiwanymi zwrotami akcji. I ten właśnie pozorny chaos, zaprezentowany na scenie, świadczy o kunszcie aktorskim grających rzeczywistych aktorów. To, co bowiem wydaje się widzowi wielkim bałaganem, jest w istocie niezwykle sprawnie zagranym, wymagającym niesamowitej precyzji przedstawieniem. W momencie, kiedy aktorzy nie grają już przypisanych im ról, a wszystko wydaje się jedną wielką improwizacją, jedyną osobą, która stara się jakoś uratować grane przedstawienie jest Brooke, która po prostu nie wychodzi z roli i ma nadzieję, że może wypowiadane zgodnie ze scenariuszem kwestie zdyscyplinują pozostałych do zgodnej gry. Jednakże i tutaj daje to komiczny efekt, kiedy aktorka wskazuje na coś, czego nie powinno być w danym miejscu, a przedmiot trwa tam, nieusunięty przez innego aktora w ferworze wydarzeń.

Ciekawostką może być to, że to nie tylko widzowie komentują zachowania aktorów, ale również aktorzy komentują widownię. I tutaj role się odwracają i to widownia, przychodząca na przedstawienie, jest obserwowana i co gorsza oceniana.

Trudno jest uwierzyć, że takie perturbacje towarzyszą każdemu wystawianemu spektaklowi, ale też wyostrzenie ich dało szansę na stworzenie ciekawej farsy. Trochę psują rytm sztuki ograne gagi i to że spektakl dosyć powoli się rozkręca. Cały pierwszy akt nie jest na tyle śmieszny, żeby można było uznać go za farsę, tak naprawdę dopiero w II akcie zyskujemy powody do śmiechu z tego, co dzieje się na scenie. Ciekawym rozwiązaniem było natomiast umieszczenie reżysera na widowni, tak jak to ma zazwyczaj miejsce w trakcie prób. Dawało to widzom wrażanie współuczestniczenia w spektaklu i próby zyskania sobie cieplejszych uczyć widzów w zamian za udostępnienie im tego, co zwykle niedostępne, wstępu na próbę.

Olga Paulina Zielińska
Dziennik Teatralny Radom
23 stycznia 2012


"Czego nie widać", Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, reżyseria: Tomasz Dutkiewicz
rkl