Kochanowski mniej znany

13.11.2015

 

Z postacią Jana Kochanowskiego nieodzownie wiąże się termin literacki „fraszka", czyli krótki utwór wierszowany, niekiedy zamknięty jedynie w dwóch wersach. Jest skondensowany formalnie, ale zawiera ważne przesłanie, określające ogólną kondycję człowieka. Dowcipny, czasami wręcz uszczypliwy, zgrabny klejnocik wśród wierszy. Taką fraszką jest też spektakl Niepodobnym obyczajem w reżyserii Andrzeja Sadowskiego, wystawiony na małej scenie radomskiego teatru z okazji 250-lecia teatru polskiego. Przedstawienie, które w bardzo wdzięczny sposób przybliża współczesnemu widzowi co prawda mniej znaną, ale na pewno wartą przypomnienia, twórczość Jana z Czarnolasu.

 

Cztery postacie czy, jak kto woli, cztery żywioły lub cztery chochliki, mają za zadanie zaznajomić publiczność z dorobkiem twórczym Kochanowskiego. Nie należy ono do łatwych, wszak forma mało współczesna, bo niewielu pisze dziś wierszem, a i język jakiś taki niedzisiejszy, zbyt archaiczny. Ale młodym aktorom radomskiej sceny: Alanowi Bochnakowi, Klaudii Kuchtyk, Milenie Staszuk oraz Wojciechowi Wachudzie udaje się to znakomicie. Choć XVI-wieczna twórczość mistrza z Czarnolasu bohaterów spektaklu nierzadko irytuje, to znajdują oni bardzo dobry sposób na zaprzyjaźnienie się z nią. Tańczą do renesansowych utworów, wyśpiewują je w najprzeróżniejszych konwencjach, tworzą z nich miniprzedstawienia, tłumaczą widzom co trudniejsze słowa, a wszystko to robią z humorem, niekiedy kpiną. Tym samym dodają tej twórczości wdzięku i lekkości, sprawiają, że staje się ona właśnie w takiej formie o wiele atrakcyjniejsza.

Do każdego z bohaterów kapitalnie dobrane są kostiumy. Czworo młodych, rozmaicie ubranych ludzi prezentuje zupełnie różne typy młodzieży, co świadczy o tym, że Kochanowski to poeta dla wszystkich: elegancko ubranego dandysa, hipstera w bordowych spodniach i żółtych butach, dla subtelnej dziewczyny w zwiewnej sukience, a także dla blondynki ubranej z pazurem w pilotkę i buty do jazdy konnej.

Spektakl ten to oko puszczone przede wszystkim do młodych widzów, ale nie tylko. To także wskazówka dla nauczycieli, jak umiejętnie i atrakcyjnie przekazywać dawne teksty, które dla uczniów są z zasady nudne i nieprzystępne. A tu się okazuje, że nawet staropolskim dziełom można nadać świeżość i po latach na nowo je ożywić. Bo przecież są skarbnicą ludzkich typów, zachowań, celnych myśli i spostrzeżeń. A człowiek jaki był wtedy, taki jest teraz.

Spośród prezentowanych utworów warto na pewno przywołać fantastycznie odegraną przez zespół antyczną historię nieszczęśliwej miłości Fedry do Hipolita, opisaną przez Jana Kochanowskiego w jednej z elegii. Raz, że aktorzy znakomicie pokazali na scenie ludzkie namiętności, dwa, że zrobili to bez odrobiny nudy, za to ze sporą dawką humoru.

Wspomnieć też należy doskonały, świetnie wyrecytowany monolog sceniczny Satyra (bohatera poematu Satyr albo Dziki mąż), który przedstawia narodowe wady Polaków, a jednocześnie wskazuje, gdzie tkwi siła rodaków . To tu po scenie przemyka wielka, rogata głowa satyra niczym ostrzeżenie albo fatum. Jest i śmiesznie, i strasznie zarazem.

Wspaniale też został zrealizowany przez obsadę lekko erotyczny poemat Zuzanna. To prawdziwa perełka tego przedstawienia. Bardzo efektowne połączenie słowa, muzyki, ruchu scenicznego z przesłaniem utworu. A Zuzanna to utwór o tym, jak dobro zwycięża nad złem i o tym, że opłaca się być dobrym (w przypadku Kochanowskiego cnotliwym) człowiekiem.

Cnota bowiem, pojęcie dziś mocno zdezawuowane, jest jednym z najważniejszych słów tego przedstawienia. Wciąż o niej wspomina poeta, ciągle ją przywołują aktorzy. Cnotliwy człowiek zawsze znajduje się na wygranej pozycji, nawet gdy nie sprzyja mu tocząca się kołem fortuna, o której niestałości na scenie też często mówiono i śpiewano (na pewno trzeba tu wspomnieć pięknie wykonaną Pieśń III z Ksiąg wtórych zaczynającą się od słów „Nie wierz Fortunie, co siedzisz wysoko").

Duże wrażenie robi zarówno przygotowana przez Pawła Muzykę oprawa muzyczna spektaklu (melodie są zróżnicowane i świetnie dopasowane do poszczególnych utworów), jak i choreografia, nad którą pieczę sprawowała Marta Pietruszka - widać, że ruch sceniczny jest dopracowany w najmniejszym szczególe, a układy taneczne zrealizowane z pomysłem.

Okazuje się, że z twórczością Jana Kochanowskiego można się zaprzyjaźnić, da się ją polubić, trzeba jedynie znaleźć klucz do jej poznania. Nie ma się też co użalać, że archaiczna polszczyzna nieco utrudnia nam recepcję tych dzieł, trzeba zauważyć, że w dużej mierze jest to jednak język zbliżony do współczesnego, należy się w niego wczytać, oswoić z nim. Wszak jako Polacy mamy dużo szczęścia. Niemcy, Anglicy czy Francuzi nie zawsze są bowiem w stanie zrozumieć dawne teksty, bo ich języki ewoluowały szybciej i zapisane w ich starszych odmianach utwory stały się niezrozumiałe w o wiele większym stopniu niż te zapisane w staropolskiej polszczyźnie.

Nie jest istotne, czy wszystko w trakcie przedstawienia zrozumieliśmy, bo aktorzy za szybko mówili, bo zastanawialiśmy się nad znaczeniem jakiegoś wyrazu i zgubiliśmy wątek. Ważne, że twórcy teatralnej perełki, jaką jest spektakl Niepodobnym obyczajem, podpowiedzieli nam, w jaki sposób radzić sobie z poezją renesansową, wskazali kierunek, w którym mogłaby pójść edukacja polonistyczna w naszych szkołach. Zrealizowali naprawdę świetne widowisko, wpuścili trochę świeżego powietrza do dawnej literatury i pokazali, że nawet z tego, co wydaje się nudne i zasadniczo trąci myszką można zrobić kapitalną inscenizację na miarę współczesnych czasów.


Michał Kański
Teatralia Radom
Internetowy Magazyn Teatralny, numer 150 /2015 (13.11.2015)