Lekcja życia - prawda śmierci

07.05.2013



Rozstrzygnięcie tajemnicy śmierci, bez względu na usytuowanie w określonym czasie i przestrzeni, jest niemożliwe lub bliżej nieokreślone. Również w radomskim teatrze nie doszło do nadzwyczajnego wydarzenia, bo... tajemnicy nie wyjaśniono. Bez wątpienia jednak Janusz Wiśniewski zmierzył się z nieodkrytą dotąd prawdą o śmierci i w swoim autorskim spektaklu "7 lekcji dla Zmarłych" ukazał przekrój ludzkich tragedii od czasów antycznych, aż po współczesne. Punktem wyjścia dla Wiśniewskiego jest równość wszystkich ludzi wobec śmierci, a tym samym odwieczna wędrówka w jednym celu.

Korowód (wielokrotnie przechodzący przez scenę) jest makabryczny. Fizyczność aktorów jest trudna do zdefiniowania, a zachowanie - budzące niepokój i poczucie niepewności -niezwykle zastanawiające. Szybko można dostrzec pewną logikę działania, wynikającą z powtarzalności sceny. Wydaje się, że ta wędrówka nie ma końca, nie pozwala się bowiem podporządkować regułom racjonalnego postrzegania rzeczywistości, poza którą korowód po prostu wykracza.

Uczestnikami makabrycznej grupy są między innymi panny młode, które kojarzą się przede wszystkim ze szczęściem czy początkiem nowego życia, a które tym razem dają świadectwo tragicznych historii - ich konsekwencją może być tylko śmierć. Korowód prowadzi demoniczna postać z ironicznym uśmiechem (Adam Majewski), nad wyraz spokojna, coraz bardziej usatysfakcjonowana z powodu wzrastającej liczby uczestników - bez względu na wiek czy pochodzenie.

Demonicznego charakteru spektaklowi przydają eksperymenty z ogniem na zastawionym stole, usytuowanym w taki sposób, aby oglądający mieli wrażenie współudziału w przedstawieniu. Aktorzy utrzymują stały kontakt wzrokowy z publicznością. Po głębszej analizie widz uświadamia sobie, że nie chodzi wyłącznie o wspólne bycie „tu i teraz", ale o coś więcej... Przecież każdy człowiek jest wtajemniczony w odwieczną prawdę o śmierci.

Nieustającą wędrówkę podkreśla również hipnotyzująca muzyka, wywołująca efekt dźwiękowego trójwymiaru, który przenika widza. Aranżacja muzyczna Jerzego Satanowskiego wbrew pozorom nie jest przejmująca, ale na pewno wywołuje wyobrażenie przemijania i nietrwałości. W połączeniu z taneczną kompozycją obrazu tworzy określoną całość - niczym życie i śmierć jako holistyczne ujęcie ludzkiego istnienia.

Ujęcie tematu śmierci „oparte na słowie poety" odbywa się również, a może przede wszystkim, na płaszczyźnie choreograficznej (tu ukłon w stronę Emila Wesołowskiego). Charakterystyczne postawy - gwałtowne gesty czy przygnębiająca mimika - nie pozostawiają złudzeń, a moment śmierci, tak bardzo odmienny, wywołuje tożsame emocje: napięcie, strach i niepewność. Publiczność porywają nie tylko dźwięki muzyki, ale także to, co później okazuje się najważniejsze - poczucie świadomość celu wspólnej wędrówki...

 

Diana Tomaszewska
Teatralia Radom
numer 56/2013
24 kwietnia 2013