Lekcje dla zmarłych i żywych

21.02.2013

 

Najnowszy spektakl Janusza Wiśniewskiego wystawiany w radomskim Teatrze Powszechnym trwa raptem godzinę i nosi tajemniczy tytuł „7 lekcji dla Zmarłych". Ale grane lekcje dotyczą również żywych, bo szybko okazuje się, że adresowane są do całej publiczności. Spektakl Wiśniewskiego istnieje na granicy dwóch światów: krainy zmarłych i żywych.
Już samo przekroczenie progu sceny kameralnej (na której grane jest przedstawienie) ma w sobie coś z przejścia granicy życia i śmierci. Krzesła widzów ustawione są dookoła sceny, a na jej środku kilka ław i stołów z jadłem (chleb, mięso, zioła, alkohol). Część stołów przykryto białymi obrusami, na których widnieją napisy, cytaty. Na stołach stoją świeczniki, w których znienacka zapłonie ogień. Tajemniczość tego miejsca będzie się pogłębiać z minuty na minutę. Tej dziwacznej przestrzeni trudno nadać jakiś status. Czy to izba mieszkalna? Gospoda przypominająca szynk? Czy może Hades - mityczna kraina umarłych?
Postacie poruszać się będą na scenie w osobliwym korowodzie. W takt psychodelicznej muzyki i z zachowaniem dziwacznego rytmu będą nieustannie okrążać scenę. Są tu Cień, Jego Pan, Wdowiec, Odys, Ktoś taki jak Abraham z małym Izaakiem, Okrutny Maj, Duch pięknego żołnierza oraz Panny Młode z towarzyszącymi im Pannami Hals... Ten ekscentryczny pochód składa się z żywych i martwych, z manekinów i cieni, zjaw i duchów. Każdy niesie ze sobą historię swojego życia, każdy ma w zanadrzu niecodzienną opowieść, niezwykłe słowa, które pozwalają mu choć na chwilę zaistnieć. Ale w tym spektaklu nie ma miejsca na jednostkową, indywidualną opowieść - wszystkie postacie opowiadają bowiem jedną historię. Historię ludzkiego cierpienia, przemijania i nieuchronnej śmierci. Nawet opowieści Panien Młodych są przepełnione smutkiem, bezgraniczną samotnością i cierpieniem trudnym do zniesienia. Również imiona panien jasno określają ich kondycje: "Biegnąca przez las", "Zostanę sama", "Życie moje nie ma sensu", „Wszystko stracone"... Trudno patrzeć na te panny z uśmiechem i nadzieją, że ich nowe życia będą piękne, radosne, uczciwe; przyniosą jedynie ból, poniewierkę i lęk. Nie pomoże ani rokrocznie nadchodząca wiosna (drzewa nie zakwitną kwieciem), ani woda mająca obmyć kobiecą głowę i serce (ta woda sprowadzi tylko kolejne kłopoty). To sceny, które autor inscenizacji zamknął w piękne teatralne obrazy.
Jednak największe wrażenie robi scena finałowa spektaklu, gdzie Panny Młode zrzucają swoje białe welony, wykrzykują prawdę o swoim nieszczęściu, poddają się szaleńczemu biegowi życia, aż - po przekroczeniu wyznaczonej granicy (życia?) - padają nieruchomo na ziemię. Ich trudne egzystencje dopełniły się, ale każda z nich pozostawiła coś po sobie - przestrogę dla innych. Ta końcowa scena jest niezwykle przejmująca - niesie ze sobą przeraźliwą rozpacz połączoną z subtelną, prawie niewyczuwalną nadzieją.
Janusz Wiśniewski opowiedział swoje autorskie przedstawienie "słowami Audena, Eliota, Owidiusza, Cwietajewej, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Rilkego i innych".
Mamy tu do czynienia z porywającymi, w niezwyklej redakcji starożytnych, pytaniami o bios i status istnienia po śmierci (jeśli dalej jest istnienie) i upragnioną niezniszczalność tego, co powstaje po śmierci, co jest lub nie jest już człowiekiem, a tylko cieniem, widmem pomieszkującym Hades lub Szeol, być może bardziej bytem, być może bardziej niebytem tego, kto jest człowiekiem. Pytania te wyrażają intuicję starożytności "istnienia definitywnego", zmartwychwstałego, przemienionego i zanurzonego w Miłości, co rewolucyjnie wyraziło dopiero chrześcijaństwo - mówił reżyser jeszcze przed premierą. Z radomskimi aktorami Wiśniewski stworzył własną, niepowtarzalną opowieść o "powrocie do Itaki". Razem z nimi stał się niejako Odysem, dla którego Itaka nie jest już tylko ojczyzną, a wędrówka zwykłą wędrówką po świecie, ale również podróżą, aktem, najwyższą, miłosną relacją z Nieśmiertelnością.
W „7 lekcjach dla Zmarłych" udało się Wiśniewskiemu w poetycki i niezwykle dojmujący sposób sformułować pytania, które od zarania dziejów nurtują ludzkość, na które człowiek nieustannie szuka odpowiedzi. Co jest istotą naszego życia na ziemi? Jaki jest sens ziemskiego cierpienia? Co nas czeka po śmierci?
Tym pytaniom, tym słowom towarzyszy wyjątkowy obraz - plastyczna wizja stykających się światów, którym towarzyszy przerażająca (może nawet apokaliptyczna?) muzyka Jerzego Satanowskiego. W takt tej muzyki poruszają się bohaterowie teatralnej opowieści (wyborna choreografia Emila Wesołowskiego) - rytmicznie i miarowo podążają za Cieniem - by w błędnym kole udręki niestrudzenie prowadzić swoje lekcje dla zmarłych. I żywych.

Paulina Borek-Ofiara
"Przegląd powszechny"
listopad 2012 nr 11 (1095)