Majakowski bez granic

05.06.2013

 

Rzecz dzieje się tu i teraz, w czasach, w których spełniają się najskrytsze, najbardziej dorzeczne i niedorzeczne, najgorętsze i wykalkulowane marzenia wizjonerów początku dwudziestego wieku. W setną rocznicę urodzin Włodzimierza Majakowskiego grupa jego przyjaciół wykrada zamrożony mózg poety. Wybudzają go ze śpiączki śpiewając jeden z jego tekstów...

Kolorowe czapeczki, trąbki urodzinowe, alkohol i gry karciane oraz - najważniejsze - trwające na scenie rozmowy na temat spełnionych bądź nie spełnionych pragnień z lat młodości. Zadawanie sobie pytań dotyczących zasadniczych życiowych decyzji oraz o sens zaistniałych sytuacji. Przyjaciele pomagają Majakowskiemu odnaleźć się w nowej dla niego, bogatej w cyfrowe wynalazki teraźniejszości. Nieprawdopodobny, trwający sto lat, rozwój nauki, techniki i nauk humanistycznych. Całkowicie inny świat digitalizacja, rozwój technik fotograficznych, który szczególnie cieszy Aleksandra Rodczenkę. Wszystkie dyscypliny uległy wielkiemu postępowi i niewyobrażalnie daleko wyprzedziły wyobrażenia futurystów. Dzięki pracy reżysera i aktorów razem z bohaterami możemy babrać się w tej rzeczywistości. Lila Brik, Nora Połońska, Osip Brik i Aleksander Rodczenko razem z Majakowskim piją alkohol, tańczą, bawią się i rozmawiają przy wielkim stole na środku sceny. Przyjaciele relacjonują mu bieg historii: II wojnę światową i pierestrojkę, wyjaśniają procesy przekształceń systemu komunistycznego i zmiany jakie zaszły w ZSRR. Trudno i łatwo poczuć się współuczestnikiem tej brutalnej i intensywnej imprezy urodzinowej.

Autor i reżyser spektaklu - Andrzej Sadowski pozostawia samego Majakowskiego-rewolucjonistę na marginesie. Chętniej przedstawia twórczość rosyjskiego poety ale przez pryzmat warunków, które ją kształtowały. Niczym Dawid Burluk, mentor i przyjaciel poety, koncentruje się na jego osobowości, czasach i środowisku w którym żył. Opowiada o inspirującej sile miłości i o znaczeniu zabawy, i seksu dla istoty jego osobowości. Prezentuje obsesje Majakowskiego i niejasności towarzyszące jego śmierci oraz skłania do podjęcia refleksji nad skutkami tak intensywnie realizujących swoje poglądy artystów. Jest to spektakl, w którym rockowa muzyka napisana przez Małgorzatę Tekiel niczym wiatr zdmuchuje kurz z tomików rosyjskiego artysty i sprawia, że stają się one łatwiejsze w odbiorze dla mniej doświadczonego widza. Przedstawienie posługując się czasami znacznymi skrótami, stara się jednak obrazowo i dość jednoznacznie obnażać szczególność artystycznych i etycznych problemów środowiska rosyjskiej bohemy. Uzmysławia też jak silne żądze mogą kierować postępowaniem młodych ludzi.

W wymagającą znacznych nakładów energii rolę Majakowskiego wcielił się Marek Braun, ciekawie zapowiadający się aktor młodego pokolenia. Mądrze, z pomysłem i z pasją oddał emocje, które mogły towarzyszyć zagubionemu w swoich poglądach i realiach poecie. Majakowski wściekły na profanowanie jego utworu, Majakowski, który pragnie usłyszeć, że jego wiersze przetrwały próbę czasu, Majakowski w trakcie miłosnych uniesień, czy goniący wokół stołu za młodą kochanką. Aktor, wcielając się w tę rolę sprawdził się w kilku, nieraz skrajnie, odmiennych stanach emocjonalnych dał z siebie wiele i wyszło ciekawie.
Karolina Łękawa zagrała Lilę Brik, postać damy środowiska rosyjskich kręgów artystycznych. To właśnie dla niej powstała większość utworów. Aktorka śpiewając udowodniła, że w jej żyłach płynie iście rockendrolowa krew. Emanowała energią podobną do tej, którą znamy z występów popularnych gwiazd polskiej sceny muzycznej. Podobnie jak w „Klejnotach" pokazała, że świetnie sprawdza się w rolach przebojowych kochanek destabilizujących równotakty męskich serc.
Weronika (Nora) Połonska, aktorka moskiewskiego MChat-u, ostatnia miłość poety zagrana przez Klaudię Kuchtyk, to młoda dziewczyna wpatrzona w Majakowskiego. Ładnie poradziła sobie z rolą pragnącej prawdziwej i intensywnej miłości, zagubionej w środowisku artystki.
Osip Brik czyli ten, który dzielił żonę ze swoim przyjacielem. Michał Górski. Znający swoje rzemiosło, najbardziej doświadczony z całej piątki. W „Majakowskim..." użył swoich aktorskich walorów do opowieści o kochającym swoją kobietę i swojego przyjaciela konformiście, który co prawda z żalem, ale jednocześnie życzliwie pozwala na nieco instrumentalne traktowanie siebie.
I jeszcze Adam Majewski. Zagrał barwną postać Aleksandra Rodczenko. Malarza, rzeźbiarza, projektanta, scenografa i utalentowanego fotografa. To on pomaga zrozumieć Majakowskiemu, że to w czym biorą udział to gra w rękach niewiadomego sprawcy. To właśnie on najbardziej zachwyca się rozwojem techniki i z zapałem wciąż zachęca przyjaciół do wypróbowania nowinek. To także porządna, solidna aktorska robota.

Intensywny, naładowany emocjami tekst, ostra rockowa muzyka oraz nabuzowani młodością i aktorską energią wykonawcy w zestawieniu z oryginalnym klimatem nowo oddanej do użytku sceny Kotłownia zabudowanej surowymi, chłodnymi elementami scenografii, to kolejna nowa jakość radomskiego teatru. Zbigniew Rybka zrealizował kolejny pomysł na teatr. Teatr, który z uwagi na swoją teatralną samotność w mieście, realizuje ambicje przyciągnięcia do siebie kolejnej grupy widzów potrzebującej, jak inne, indywidualnej, charakterystycznej dla swoich energetyczno-kulturowych upodobań, propozycji repertuarowej.

Myślę, że zarówno zaproszeni do wspólnego projektu realizatorzy, a także aktorska młodzież tego teatru udowodnili sobie, widzom i władzom, że teatr bez granic może się zdarzyć także z dala od wielkich ośrodków kulturalnych. Także w Radomiu.

Aleksandra Osiak
Dziennik Teatralny
4 czerwca 2013