Matematyk może mieć bujną fantazję

04.03.2012


"Staram się zrobić za sprawą moich współrealizatorów, osób, które współtworzą ten spektakl, rzeczywiście dużą inscenizację, na dużej scenie, jak najbardziej barwną, jak najbardziej widowiskową, myślę że będzie ona też cieszyła się dużą popularnością, czy aprobatą widzów, którzy będą chętnie oglądać ten spektakl i wchodzić w tę konwencję zabawy, którą proponuję" - mówi Cezary Domagała, reżyser spektaklu "Alicja w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, którego premiera już dziś

Olga Zielińska: Podjął się Pan reżyserii „Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla. To kolejny uniwersalny i nośny spektakl wyreżyserowany przez Pana w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. Pozornie ten i wcześniejsze spektakle skierowane są wyłącznie do dzieci. Do kogo jeszcze Pan adresuje „Alicję w Krainie Czarów"?

Cezary Domagała: Tutaj bym się nie zgodził, że te spektakle są adresowane tylko do dzieci. Wszystkie moje spektakle są spektaklami adresowanymi do całej rodziny. One są w takim stopniu adresowane do dzieci, jak i do dorosłych. Oczywiście jedni i drudzy odbierają nie wszystkie elementy spektaklu, ale z dorosłymi jest tak, że celowo wpisuję pewne podteksty, które mam nadzieję, dorośli odczytają, bo są z myślą o nich, poza tym też z racji wieku, każdy ma inny sposób postrzegania pewnych rzeczy, tego, co się dzieje na scenie, nawet wśród tej młodej widowni, w zależności od wieku tego młodego widza, też każdy z nich będzie dostrzegał, czy zwracał uwagę na inne elementy spektaklu. Zależy mi na tym, aby dotrzeć do jak najszerszego kręgu odbiorców tym bardziej, że pozycje literackie, po które sięgam to są pozycje, które my dorośli pamiętamy z dzieciństwa, często do nich wracamy, często je wspominamy, czy próbujemy czytać i przeżywać na nowo, już z pewnego dystansu.

Jakie jest przesłanie tego spektaklu? Co chciał Pan wyrazić realizując tę właśnie pozycję?

Przede wszystkim dla mnie istotnym elementem tego spektaklu jest zabawa absurdem, zabawa światem wyobraźni, światem fantazji, bo przede wszystkim do tego skłania książka Lewisa Carrolla. Tutaj odnoszę się też do wątków biograficznych, bo wiadomo, że Lewis Carroll to jest pseudonim Pana Dodgsona, który był matematykiem i tu znajduję pewne pokrewieństwo, ponieważ kończyłem w liceum klasę matematyczno-fizyczną, a później skończyłem studia humanistyczne, ale ta matematyka również oddziałuje na moją wyobraźnię, podobnie jak to było w przypadku Pana Dodgsona, a jednocześnie pomaga mi w realizacji, gdzie matematycznie pewne rzeczy są wyliczalne i czasami realizując spektakl trzeba podchodzić do niego właśnie matematycznie. Jak pokazuje „Alicja w Krainie Czarów" matematyk może mieć bujną fantazję, bujną wyobraźnię i oczywiście można by się zastanawiać nad faktem, że ta fantazja Lewisa Carrolla, jego wyobraźnia była wspomagana niekonwencjonalnym zachowaniem Alicji Liddell, czyli jednej z trzech córek pana dziekana uniwersytetu oksfordzkiego i ta Alicja, która wyłamywała się z kanonu dziewiętnastowiecznych zachowań, wyłamywała się z pewnego gorsetu etycznego i jednocześnie gorsetu, który stanowił część jej ubioru, zachowując się nietypowo, ale reagując spontanicznie na otaczający świat, co jednocześnie nie pozostaje bez wpływu na moją inscenizację, na zachowanie Alicji, która oczywiście zachowuje pewne maniery, ale też nie do końca, jest otwarta na świat, w którym się porusza, z którym się zderza. Podejrzewam, że to zestawienie zwierząt, które pojawia się w książce też nie jest przypadkowe, to że te zwierzęta mówią, to nie jest tylko konwencja pewnego rodzaju wyobraźni, że uczłowieczamy czy upostaciawiamy zwierzęta na scenie. Podejrzewam, że ta jedenastoletnia Alicja rzeczywiście w oryginale widziała ten świat troszeczkę inaczej, dla niej te zwierzaki, które dostrzegała, były dla niej autentyczne, bo podejrzewam, że to jest tak, jak z dziećmi, które bawią się zabawkami i dialogują z tymi zabawkami, te zabawki stają się dla nich autentyczną postacią, ale to jest właśnie ten świat fantazji, świat wyobraźni. Jeżeli chodzi o jakieś jedno wyraźne przesłanie, to ja bym tutaj się nie doszukiwał takiego przesłania i ja sam się nie doszukuję, ponieważ Alicja nie jest formą książki, literaturą nafaszerowaną dydaktyzmem, czy sprawami moralizatorskimi, natomiast jest świetnym pretekstem do pewnej zabawy, zabawy absurdem, zabawy wyobraźnią.

W 2010 roku film „Alicja w Krainie Czarów" zrealizował Tim Burton. Czy oglądał Pan ten film i czy przy realizacji tego spektaklu inspirował się Pan tym obrazem?

Oglądałem ten film stosunkowo niedawno będąc już w trakcie prób, natomiast sam materiał, kiedy adaptowałem go z myślą o scenie, zrobiłem kilka lat temu, czyli nawet nie miałem okazji, czy sposobności wtedy obejrzenia filmu, który powstał pięć lat później po napisaniu przeze mnie tej adaptacji. Natomiast z przyjemnością obejrzałem ten film patrząc, jak Burton interpretuje po swojemu wiele postaci, czy wiele sytuacji, gdzie odchodzi również od wieku, jeśli chodzi o Alicję, bo w oryginale jest to jedenastoletnia dziewczynka, tam jest to dziewiętnastoletnia panienka, która jak gdyby powraca do swojego świata z białym królikiem. Natomiast, ja też z zasady, nawet jeśli oglądam inne inscenizacje filmowe, czy inne interpretacje teatralne, nie próbuje ich naśladować, ponieważ kieruję się własną intuicją, własną wyobraźnią i własnym myśleniem na dany temat i jeżeli coś mi się podoba, to chętnie to oglądam i jestem pełen podziwu dla twórców, którzy mają swoją interpretację, ale to jest jednocześnie prawo każdego twórcy, że widzi to po swojemu, czuje to po swojemu, na ile jest to zbieżne z autorem, na ile jest to zbieżne z odczuciami widzów, którzy również mają takie odczucia, to pokazuje później zderzenie premierowe z widownią i ilość zagranych spektakli w teatrze.

Czy realizacja teatralna, spektakl będzie również zrobiony z takim rozmachem, jak film, jeśli chodzi o scenografię, kostiumy?

Powiem od razu, że moja realizacja w teatrze nie ma w najmniejszym stopniu takiej możliwości, żeby się zmierzyć z inscenizacją filmową, ponieważ środki finansowe, zespół ludzki, możliwości techniczne są nieporównywalne, jeśli chodzi zwłaszcza o tę produkcję disney'owską. Natomiast my poruszamy się w innej rzeczywistości, na tyle, na ile ta rzeczywistość, również finansowa, nam pozwala, staram się zrobić za sprawą moich współrealizatorów, osób, które współtworzą ten spektakl, rzeczywiście dużą inscenizację, na dużej scenie, jak najbardziej barwną, jak najbardziej widowiskową, myślę że będzie ona też cieszyła się dużą popularnością, czy aprobatą widzów, którzy będą chętnie oglądać ten spektakl i wchodzić w tę konwencję zabawy, którą proponuję. Natomiast, myślę, że w przypadku mojego spektaklu, bardzo istotnym elementem są piosenki, a jest ich dwadzieścia w przedstawieniu, są bardzo różnorodne, od bardzo smutnej piosenki, do której mam duży sentyment, do piosenek bardzo zabawnych i wesołych. Uważam jednak, że ze wszystkich piosenek, które napisałem z Tomkiem Bajerskim, a jest ich kilkaset, najpiękniejsze są te najsmutniejsze, tak jest z piosenką, która ma już swoją historię, którą napisałem do musicalu „Pinokio" i mówię o piosence drewnianych lalek, podobnie jest z tą piosenką Alicji „Samotność w samotności", bardzo intymną piosenką, bardzo osobistą piosenką. Powiem szczerze, wiele osób słuchając tej piosenki będzie uruchamiało swój film w głowie, odnoszący się do naszych osobistych przeżyć. Są też piosenki bardzo zabawne, bardzo wesołe, jak chociażby piosenka Kota, który postrzega świat słowami, że „w zasadzie wszyscy są stuknięci".

Czy możemy się na scenie spodziewać magii i czarów?

Tak, na ile pozwalają nam środki, staram się tworzyć tu pewną tajemnicę, sam fakt powiększania i zmniejszania Alicji jest już pewnego rodzaju magią, wpisaną w książkę i nie sposób uniknąć tego zabiegu, czy nie pokazać tego zabiegu na scenie, oczywiście operuję różnymi środkami, żeby pokazać to przeskalowanie i za sprawą scenografii, za sprawą elementów, jak choćby powieszonej ręki Alicji, wychodzącej z domku królika, ale również za sprawą multimediów, które pojawią się w tym spektaklu. Na razie to jest jeszcze ostatni element, który nie zaistniał w moim przedstawieniu od strony technicznej, mam nadzieję, że jutro już te animacje, te obrazki, te nasze projekcje, pojawią się, żeby zamknąć formę techniczną spektaklu. Przed nami do premiery, co prawda dni niewiele, a bardzo długa droga, żeby wszyscy nauczyli się tego spektaklu właśnie od strony technicznej, ponieważ nie ukrywam, jest to spektakl skomplikowany, jest trochę zmian, te zmiany muszą mieć swój rytm, odbywają się często na dźwiękach piosenek, na motywach muzyki, więc muszą się mieścić w określonych przedziałach czasowych, co jest bardzo istotne. Duża ilość kostiumów, barwnych kostiumów, dopełnia często te elementy scenograficzne, wyczarowujemy świat, w zasadzie z talii kart. Tutaj Jurek Rudzki, który jest autorem scenografii i kostiumów, kierował się właśnie tym odniesieniem książki, związanym z królową kier i z talią karcianą, więc te karty zaczynają nam funkcjonować, od początku całego przedstawienia, najpierw jako czarno-białe tyły kart, będące elementem scenografii, później z elementami czerwieni już w drugiej części, kiedy pokazujemy ogród królowej kier i zaczynamy go grą w krokieta flamingami.

Powierzył Pan rolę Alicji Natalii Rzeźniak, młodej aktorce, stawiającej pierwsze kroki na scenie Teatru Powszechnego w Radomiu. Jej dotychczasowe kreacje dają nadzieję na świetne role w przyszłości i wskazują na talent. Czy ta rola, tytułowa, będzie większym krokiem, istotną rolą w Jej karierze? Jak aktorka radzi sobie z rolą musicalową?

Jak sobie aktorka radzi zobaczymy na premierze, i tę ocenę pozostawiam widowni i krytykom. W moim przekonaniu, Natalia jest najmłodszą aktorką, to jest jej pierwszy sezon na scenie teatru radomskiego, więc przede wszystkim emanuje młodzieńczą energią, ma warunki, które predestynują ją do roli Alicji. Nie ukrywam, że jestem zadowolony na tym etapie z efektów jej pracy, ponieważ realizuje wszystkie zadania, które miała określone, próbuje wypełniać tę postać swoją osobowością. Oczywiście, jak dla każdego aktora, każda rola, każda realizacja jest jakąś nauką, z której trzeba wyciągać wnioski. Aktor uczy się przez całe życie. Ja to już wiem, po trzydziestu latach pracy artystycznej i to na różnych płaszczyznach, i jako aktor, i jako reżyser, i jako adaptator, autor scenariuszy, tworząc te scenariusze też przepuszczam je przez siebie i tworzę od razu sytuacje sceniczne, co nie każdy reżyser ma. Dlatego też, często pełnię przy moich realizacjach po części rolę profesora, ucząc, czy zwracając uwagę na rzeczy, których sam uczyłem się w szkole, a o których młodzi aktorzy często zapominają, np. że duża scena rządzi się innymi prawami, mała troszeczkę innymi. Co uchodzi na małej, może zginąć na dużej, także w sposobie mówienia, artykułowania, akcentowania. O tych rzeczach trzeba ciągle przypominać. Tak samo, jak o geście, w zależności od kostiumu, inscenizacji, czasami niektórych ciągnie sposób grania filmowego, ale to, co jest wskazane przed kamerą, niestety nie jest dobre w teatrze i o tym trzeba pamiętać.

Czy przygotowanie aktorskie pomaga Panu w pracy reżyserskiej? Czy czuje się Pan lepiej jako aktor, czy jako reżyser?

Na pewno mi pomaga i te dwie role, i rola aktora, i reżysera uzupełniają się w moim życiu wzajemnie, ponieważ wykorzystuję doświadczenia i z jednej i z drugiej strony. Natomiast ilość inscenizacji, które robię w ciągu sezonu niestety doprowadziła do tego, że jako aktor grywam dużo mniej niż kiedyś, ale nie powiem, żebym ubolewał nad tym, że nie mam takiej możliwości grania, oczywiście czasami jest takie pragnienie, że chciałoby się zagrać jakąś fajną rolę, ale to jest zawsze coś za coś. Jeżdżąc po Polsce, robiąc spektakle w różnych teatrach nie mogę związać się etatowo z żadnym teatrem, byłoby to poważne utrudnienie. Dlatego nie zerwałem kontaktu ze sceną, nie zerwałem kontaktu z zawodem aktora, ale jest on rzeczywiście dużo mniejszy, niż to miało miejsce na początku, kiedy zaraz po ukończeniu łódzkiej szkoły filmowej stawiałem pierwsze kroki na scenach teatrów warszawskich.

Czy na najbliższe lata jest Pan zaangażowany w większym stopniu jako reżyser, czy jako aktor?

Już od wielu lat jak gdyby numerem jeden jest dla mnie reżyseria. W ciągu sezonu robię około 5-6 realizacji, a to jest sporo, jak na jeden sezon teatralny i praktycznie kończę jedną, zaczynam drugą, a jeszcze po drodze gdzieś muszę pisać nowe adaptacje, pracuję nad realizacjami, które będę robił w przyszłości, a muszę je napisać, muszę je przygotować. To rzeczywiście jest absorbujące i pochłania cały mój czas. Często bywa tak, że przychodzą takie momenty, gdzie dwa i pół miesiąca, czy trzy miesiące potrafię pracować dzień w dzień po dwadzieścia dwie godziny na dobę. Tak było w przypadku „Romea i Julii", gdzie gonił mnie termin, z którego musiałem się wywiązać tworząc, pisząc nowe tłumaczenie, pisząc nową inscenizację, piosenki, tworząc rodzaj spektaklu muzycznego. Niestety, ale nie było innej szansy, jak tylko spać po dwie godziny na dobę, co oczywiście odbija się na zdrowiu i myślę, że wcześniej, czy później da o sobie znać. Żyjemy w takich czasach, w świecie, w którym tempo jest szalone, stąd też nie ukrywam, że lubię odnosić się, czy uciekać w świat baśni, bo to jest inna rzeczywistość, niż ta która mnie otacza na co dzień.

Cezary Domagała - polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, reżyser teatralny oraz autor tekstów piosenek i spektakli muzycznych. Ukończył Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi. Związany był z teatrami: Lubuskim w Zielonej Górze, Na Targówku, Rampa, Rozmaitości, Syrena, Adekwatnym, Staromiejskim iBuffo w Warszawie. Jako aktor występował, m.in. w musicalu Metro i programach TV, zagrał kilkadziesiąt ról filmowych. Członek ZASP, ZAiKS, ASSiTEJ (Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów dla Dzieci i Młodzieży). W 1999 roku zdobył Atest ASSITEJ za przedstawienie „Pinokio, czyli muzyczna opowieść o dobrym wychowaniu" według Carla Collodiego w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. W 2005 roku został uhonorowany nagrodą za reżyserię przedstawienia Cafe Sax w Teatrze Dramatycznym w Elblągu na XIV Konkursie Teatrów Ogródkowych w Warszawie.

Rozmawiała Olga Paulina Zielińska
Dziennik Teatralny Radom
03 marca 2012