Nadzieja na niecodzienność

05.05.2010

 

 

Niemal po dwuletniej przerwie Przemysław Wojcieszek wraca do reżyserowania. Jego najnowszy, dziesiąty w teatralnym dorobku spektakl pt.: "Królowe Brytanii" można oglądać na deskach Teatru Powszechnego w Radomiu

 

Jest to powrót w stylu dobrze nam znanym. Reżyser pokazał kolejną sztukę z serii realistyczno-brutalistycznych, dodając jednocześnie dramatowi odrobinę świeżości w postaci kilku udanych, humorystycznych i zatopionych w absurdzie scenek przełamujących powagę całego spektaklu. Sztuka skupia się na historii młodej buntowniczki Eli, matki narkomanki i alkoholiczki, która wraca z Anglii do Polski po „sprawiedliwość". Okazuje się bowiem, że Ela straciła w wypadku samochodowym swoje dziecko. Teraz chce zemścić się na domniemanym sprawcy wypadku Robercie, swoim „byłym" mężczyźnie.

Prostą w zasadzie opowieść komplikuje kilka pomysłowych zabiegów: Po pierwsze: historia dochodzenia do prawdy odbywa się na naszych oczach. Zostajemy wrzuceni w pewien obcy nam świat, w którym stało się wiele złych rzeczy. Kto je popełnił i dlaczego - dowiadujemy się na końcu. To, co tkwi w głowie Eli, tylko po części pokrywa się z rzeczywistością, a odkrycie całej prawdy o wypadku dokonuje się w trakcie przebiegu akcji. Zabieg taki pozwala na stałe zainteresowanie się widza opowieścią. Po drugie: opowiadana historia poprzetykana jest różnorodnymi pod względem stylistycznym scenkami o dwojakim charakterze. Część z nich należy do sfery wspomnień Eli, kiedy skulona w nikłym świetle mijających ją samochodów przeżywa na nowo moment tragicznej kraksy. Druga część to „przebitki" nie mające nic wspólnego z dziejącą się historią. Ich bohaterkami są tytułowe „Królowe Brytanii" - młode matki-mężatki, które, wyemigrowawszy na Wyspy nie potrafiły poradzić sobie z otaczającą je brutalną rzeczywistością i w rezultacie targnęły się na swoje życie.

Przedstawienie to, jak większość w dorobku Wojcieszka, powstało na podstawie tekstu jego autorstwa. Treść sztuki zapewne ewoluowała podczas prób z aktorami, dojrzewała zarówno w ich głowach jak i na scenie. Dlatego też reżyser tak dobrze obsadził poszczególnych aktorów, odnalazł odpowiednie dla nich płaszczyzny, po których mogli poruszać się bez strachu, za to z wielkim pożytkiem dla inscenizacji. Każdy z wykonawców wyśmienicie poradził sobie z oddaniem emocjonalności swojego bohatera. Najbardziej udane kreacje stworzyli Aleksandra Bednarz jako Ela, główna bohaterka oraz Krzysztof Czeczot jako Marcin, przyrodni brat Eli. Do ciekawych scen należą również te z udziałem Małgorzaty Zawadzkiej jako Anny, matki Eli oraz sceny z Januszem Łagodzińskim jako Rafałem, jej kochankiem. Znamienne, że cały zespół aktorski potrafił wydobyć właściwą dla inscenizacji ekspresję, w pełni zaangażować się w opowiadane postaci, wejść w nie i precyzyjnie odegrać na scenie.

Spektakl czerpie garściami z tradycji teatru realistycznego - wiele scen jest bardzo emocjonalnych, dosadnych, wręcz wyjętych z życia Polski „kategorii B". Bohaterowie posługują się językiem jaki słyszymy na ulicy. Co więcej w swoich monologach odwołują się do rzeczywistości bardzo dobrze nam znanej, do najnowszych - funkcjonujących na współczesnym rynku - gadżetów, nazwisk prawdziwych piosenkarzy, środowiska internetowego etc. Z drugiej strony reżyser nieustannie gra ową konwencją, wprowadzając elementy pastiszu i groteski - co zresztą sam zapowiadał w wywiadach przedpremierowych, kiedy mówił o nowym spektaklu powstającym w duchu kina Quentina Tarantino. Są więc  w spektaklu sceny zarówno bardzo przejmujące dla widza (rozmowy bohaterki z matką, wspomnienia o dziecku) jak i te, podczas których wybucha się głośnym rozluźniającym śmiechem. Kilka scen skrzy bowiem od iście „tarantinowskiego" poczucia humoru (m.in. scena z oderwanym palcem Roberta, rozmowy o stanie polskiej muzyki, naśmiewanie się z nowej Agnieszki Chylińskiej). Mimo tego wymieszania stylów, spektakl tworzy spójną całość, co jest dowodem na sprawność dramaturgiczną Wojcieszka i pokazuje, że autor-reżyser potrafi zgrabnie żonglować całą paletą emocji nie przesadzając jednocześnie ani w jedną ani w drugą stronę.

„Królowe Brytanii" to spektakl bliski uprawianemu przez Przemysława Wojcieszka teatrowi. Widzowie obeznani z jego wcześniejszymi dokonaniami na teatralnej niwie łatwo zauważą, że autor korzysta z wypróbowanych już wcześniej rozwiązań reżyserskich. Spektakl, jak większość sztuk Wojcieszka, odbywa się w kameralnej przestrzeni, która wypełniona została jedynie niezbędnymi, bardzo funkcjonalnymi rekwizytami: kilkoma krzesłami, stolikiem, drabiną, metalową konstrukcją oddającą klimat małomiasteczkowej meliny. Scenografię do spektaklu stworzyła Małgorzata Bulanda, z którą Wojcieszek pracował już podczas swojego pierwszego spektaklu - „Made in Poland" w Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy oraz w trakcie kolejnych inscenizacji.

Znamienne jest również posługiwanie się elementami języka filmu: spektakl poszatkowany został na kilkadziesiąt „ujęć" - każde kończy się krótkim wyciemnieniem, w trakcie którego zmienia się czy to nastrój, czy też konfiguracja bohaterów, a wraz z zapaleniem kolejnego światła rozpoczyna się kolejne „ujęcie". Do wyznaczników „wojcieszkowego" teatru należy również dodać sposób komponowania ścieżki dźwiękowej. Otóż autor często zaprasza do udziału w swoich spektaklach zespoły muzyczne - znany jest ze współpracy z warszawskimi Pustkami czy z Contemporary Noise Quintet. Do współpracy nad muzyką do „Królowych Brytanii" Wojcieszek zaprosił zespół Indigo Tree, który tworzy wrocławska para muzyków, znana z akustycznych, nastrojowych kompozycji świetnie wpasowujących się w klimat tej poruszającej opowieści.

Również w warstwie dramaturgicznej Wojcieszek nie odbiega od swoich wcześniejszych upodobań. Główna bohaterka Ela to typ buntowniczki, typ ulubionego przez autora bohatera. Jest także postać księdza, którą Wojcieszek lubi wykorzystywać w swoich opowieściach. Są lokalni, wulgarni cwaniaczkowie, przeklinający i bijący się raz po raz. Jest wreszcie zdegradowana matka, która nie potrafiła poradzić sobie z wychowaniem własnego dziecka.

Spektakl „Królowe Brytanii" Przemysława Wojcieszka to spektakl o współczesnej Polsce, powstały z inspiracji otoczeniem, któremu twórca bacznie się przygląda. Nie jest jednak płaskim odwzorowaniem rzeczywistości, ale jej interesującym przetworzeniem. Powstało ciekawe widowisko teatralne naszpikowane odwołaniami do współczesnej popkultury.

Można mieć nadzieję, że sztuka przypadnie do gustu widzom Teatru Powszechnego, ponieważ z całą pewnością na to zasługuje. Poza dramaturgiczną warstwą jej najważniejszą zaletą jest bardzo dobre aktorstwo oraz niepokojący klimat. Cenna jest także jego odmienność od dotychczasowych propozycji repertuarowych. Jest to wynik staranności w układaniu repertuaru. Dyrektor Zbigniew Rybka jak widać dba nie tylko o wysoką jakość propozycji składanych radomskim teatromanom ale ma także na uwadze różnorodność i chęć stworzenia artystycznego „fermentu" wokół teatralnego życia w tym mieście. Na kontynuację, a być może i na zwiększenie jego intensywności pojawiły się całkiem realne szanse, bowiem po spektaklu premierowym w rozmowie dyrektora Teatru z reżyserem padły słowa o kontynuacji współpracy. To bardzo znacząca deklaracja mogąca świadczyć o tym, że trzeba będzie coraz uważniej spoglądać w stronę teatralnego Radomia i w nadziei na ową niecodzienność coraz częściej Teatr Powszechny odwiedzać.

 

Marta Odziomek

Dziennik Teatralny

05 maja 2010

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X