Namalować Miłość

02.04.2011

 

Niemal widzę tę scenę: do Teatru Powszechnego w Radomiu wszedł, nie dostrzeżony przez nikogo, młody dramatopisarz o łagodnie uśmiechniętej twarzy i jasnych włosach. Usiadł w pierwszym rzędzie i spokojnie czekał na rozpoczęcie swojej sztuki. Z okazji 50. Międzynarodowego Dnia Teatru, na scenie Powszechnego odbyła się uroczysta premiera dramatu "Brat naszego Boga" w reżyserii Andrzeja Rozhina, obchodzącego właśnie jubileusz 50. lat pracy artystycznej

Noc. Krakowska ulica. Przed bramą jednej z kamienic zatrzymuje się rozbawione, eleganckie towarzystwo, wracające z teatru. Wychwalają kreację Ofelii, którą stworzyła piękna pani Helena. Zaczyna padać deszcz. Rozmówcy biegną w kierunku kamienicy, aby się w niej ukryć. Otwierając drzwi, zastygają zaskoczeni.

Zaglądamy do jej wnętrza, zobaczyć co tak zaskoczyło rozbawione towarzystwo. W sieni znajdują się śpiący, zmarznięci biedacy. Obraz ten głęboko zapada w duszy jednego z mężczyzn, którym jest Adam Chmielowski, bohater sztuki.

Scena, której był świadkiem staje się dla niego powodem do głębokiej refleksji nad swoim dotychczasowym światopoglądem. Wskutek tego wydarzenia bohater odrzuca „święty bunt" sztuki, odczuwa duchową pustkę wytykając ją również innym.

Adam Chmielowski porzuca swoje dawne życie i staje się bratem Albertem dobroczyńcą żebraków. Zapewnia im schronienie, pożywienie i przyodziewek. Mimo tych dobroczynnych gestów ciągle żąda od siebie i innych więcej poświęcenia w stosunku do najbiedniejszych. W swych podopiecznych widzi odbicie cierpiącego Chrystusa. Rozbity wewnętrznie, prowadzi w duchu niekończące się dialogi. W przypływie bezsilnej złości niszczy swoje obrazy. Największym jego dziełem staje się „Ecce Homo" - portret Chrystusa o smutnym, pełnym miłości, obliczu.

Chmielowski, chcąc trwale wspomagać środowisko biedoty, wstępuje do klasztoru. Następnie formuje wokół siebie grupę mężczyzn, zafascynowanych jego misją. Nie każdy jednak może iść śladem brata Alberta, który stawia przed zwolennikami swoich idei niezwykle wysokie wymagania etyczne - np. pragnący wstąpić w szeregi zgromadzenia młodzieniec zostaje odprawiony, gdyż jest zbyt bogaty, by zrozumieć potrzeby żebraków.

„Brat naszego Boga", dramat autorstwa Karola Wojtyły, zwraca uwagę na konieczność uwrażliwienia się na potrzeby innych. Brat Albert poświęcił swemu posłannictwu swój malarski talent. Jego czyny i dokonania świadczą, że jego życie upodobniło się do życia Chrystusa. Tekst jest odzwierciedleniem fascynacji postawą Alberta Chmielowskiego. Ukazuje Brata Alberta jako patrona naszych czasów, w których wiele osób nie potrafi odnaleźć godnego miejsca. Jest to także opowieść o odrzuceniu, osamotnieniu i o braku sensu życia. Poprzez postawę Chmielowskiego pomaga uczyć pokory i przypomina o potrzebie miłosierdzia wobec cierpiących.
Sztuka Karola Wojtyły powoduje, że aktorzy nie mieli łatwego zadania do wykonania, jednak w spektaklu Andrzeja Rozhina wywiązali się z niego bardzo dobrze. Szczególnie Janusz Łagodziński w roli brata Alberta wykreował znaczącą dla siebie i dla spektaklu rolę. Poprzez zrozumienie charakteru postaci i nienaganny warsztat aktorski udowodnił, że i tego rodzaju trudne do zagrania aktorskie przedsięwzięcia można umiejętnie poprowadzić tak, żeby widz odniósł wrażenie, iż obcuje z prawdziwą postacią, a nie z postacią teatralnej rzeczywistości. Myślę, że to się Łagodzińskiemu udało i zupełnie zasłużenie, po spektaklu, odbierał szczere gratulacje.

Wewnętrzna walka rozgrywająca się w umyśle Adama-Alberta, została interesująco przedstawiona także w projekcji pomysłu Pawła Weremiuka, przedstawiającej wiele różnych twarzy Chmielowskiego, w tym tę z obrazu. Należy wspomnieć o niezwykle ważnym elemencie jakim jest dla tego przedstawienia muzyka. Jej twórca, Andrzej Zarycki, doskonale wyważył wszelkie proporcje podkreślając jej brzmieniem charakter i klimat przedstawienia. Podobnie współgrająca jest scenografia Ryszarda Melliwy, wykorzystująca naturalne warunki teatru, czyli m.in. scenę obrotową. Przytulisko, pracownia Adama Chmielowskiego, sala klasztorna i ulica, utrzymane w łagodnych, neutralnych barwach, zostały umiejętnie wplecione w akcję.

Andrzej Rozhin, który odświeżył dramat Karola Wojtyły (...) to twórca wymagający i trudny, ale niezmiennie gwarantujący realizacje z najwyższej półki. (...)

Dyrekcja Teatru Powszechnego w Radomiu do repertuaru włącza również pozycje ważne i, jak się wydaje, potrzebne radomskiemu widzowi. Skupienie widowni i jej reakcja na to co dzieje się na scenie świadczą o potrzebie uczestniczenia w ważnych wydarzeniach, a także o coraz większym przekonaniu, że teatr ma nie tylko bawić i uczyć, ale powinien proponować przeżywanie chwil, które pozostają w duszy długo jeszcze po zapadnięciu kurtyny.

Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny
1 kwietnia 2011