Ostatnia noc Sokratesa - pierwsza premiera 2010 r.

14.01.2010

W pierwszej w tym roku premierze Teatru Powszechnego triumfuje profesjonalizm i aktorski warsztat

Oglądamy małą galerię wspaniałych postaci, Joanna Jędrejek - Ksantypa, Jarosław Rabenda - Strażnik i Włodzimierz Mancewicz - Sokrates.

"Ostatnia noc Sokratesa" Stefana Canewa pokazana w niedzielę w Teatrze Powszechnym to mistrzowski pojedynek Włodzimierza Mancewicza i Jarosława Rabendy, weteranów radomskiej sceny. I jest remis. Jeśli dodać, że weteran Rabenda debiutuje także jako reżyser, remis jest tym bardziej chwalebny.

Wybierając tę właśnie kameralną sztukę reżyser Rabenda trafił w dziesiątkę. Zwarty, pełen zaskakujących zwrotów akcji tekst, łączący elementy tragiczne i śmieszne, stanowi doskonały materiał dla aktorów. Nic dziwnego, że do aktorskiego pojedynku Rabenda - reżyser wybrał jako Sokratesa Włodzimierza Mancewicza. Sam zagrał rolę Strażnika.

TRUCIZNA

Pojedynek rozpoczyna Strażnik, który budzi Sokratesa. W ateńskim lochu jest jeszcze noc, więc siwy, rozczochrany mędrzec śpiący za kratą jest zły. - Czy to świt? - irytuje się. Przecież dopiero o świcie, gdy zapieje trzeci kur, ma wypić truciznę.Strażnik nie ustępuje. Wali butami pod kratą, hałasuje. Stoi przed wielką szansą chwalenia się potem opowieścią o ostatniej nocy Sokratesa. A zostało tylko kilka godzin. Dopina swego. Sokrates zrywa się z więziennej pryczy.

Pewny siebie Strażnik maleje przy greckim mędrcu, który po radosnej opowieści o sutkach kochanki przechodzi do sentencji na temat demokracji, monarchii, wolności. Mancewicz wygłasza je tak sugestywnie, że zapiera dech.

AKCJA NABIERA TEMPA

Ale Strażnik to nie zwyczajny więzienny klawisz. To spiskowiec z Jonii, skazany na śmierć. Dano mu wybór: kielich trucizny albo status kata. Wybrał. Podaje truciznę tysiącom ludzi, Niektórym musi przemocą otwierać usta. Tak jak małemu synkowi Peryklesa.

Pomiędzy mężczyzn wpada Ksantypa. Joanna Jędrejek doskonale dostosowuje się do partnerów: swą rolę wyposaża w cechy prawdziwie dramatycznie. Chce ratować swego męża, Sokratesa. Uciekać z nim do Jonii.

Przekupiony Strażnik jest "za". Sokrates nie zgadza się. Uciekając potwierdziłby, że skazano go sprawiedliwie, a uciekając do Jonii, naraziłby na szwank dobre imię swoje i Aten. Ulega jednak presji żony i zakłada pelerynę Strażnika. Jemu oddaje mu swój chiton.

CZYJA ŻONA?

Strażnik jest Sokratesem, Sokrates Strażnikiem. Trwa bitwa na słowa, nasze oczy biegają od jednego do drugiego. Sokrates chodzi wzdłuż kraty, Strażnik zajmuje pryczę. Gwałci Ksantypę. Tak kiedyś uczyniono z jego żoną. Bezsilny mędrzec miota się po drugiej stronie kraty. Kogut pieje po raz trzeci; Sokrates i Strażnik wspólnie wypijają truciznę.

Czy tak wyglądała ostatnia noc Sokratesa? Nie wiadomo. Wiadomo, że reżyser Rabenda zrobił dobrą rzecz. Dał aktorom szansę pokazania swoich możliwości i nie zwiódł się.

Barbara Koś

"Echo Dnia"

4.01.2010 r.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X