Pełen uroku spektakl-bibelocik

23.05.2015

 

"Niepodobnym obyczajem" na podstawie tekstów Jana Kochanowskiego to kolejna udana premiera Teatru Powszechnego, która odbyła się w piątek na scenie na scenie kameralnej teatru

 

- Mówiąc szczerze, z Kochanowskim jest jeden problem - powiada w przedpremierowych wywiadach reżyser, Andrzej Sadowski. - Jest dla dzisiejszych kompletnie niezrozumiały. W związku z tym trzeba szukać pomysłu, który pozwoli nam tę twórczość przybliżyć i zrozumieć.

Pomysł Sadowskiego jest taki: czwórka młodych, współcześnie żyjących ludzi najpierw buszuje w bibliotece, w której natyka się na utwory "jakiegoś Kochanowskiego", potem usiłuje je przeczytać i zrozumieć a potem zaprezentować widowni, czasem tłumacząc archaiczne słowa na polski.

Młodzi ludzie: Klaudia Kuchtyk, Milena Staszuk, Alan Bochnak i Wojciech Wachuda, realizują ten reżyserski pomysł doskonale. Recytują Kochanowskiego jak z nut, żartują z niego, kpią. (wspaniale komiczna scena z maską barana, która ma przerwać poważną tyradę ale nie przerywa), starają się, by jak najbardziej wiarygodnie przekazać jego poezję. W większości ją śpiewają, posługując się formą klasyczną i rockową.

Forma klasyczna dominuje i pozwala na odśpiewanie prawdziwych perełek. To zasługa kompozytora, Pawła Muzyki, który perły poezji pieczołowicie oprawił w perły wokalne. Każdy z aktorów ma swój song, który na długo pozostaje w pamięci. A dzięki Marcie Pietruszce, która przygotowała grupę choreograficznie, młodzi tańczą jak jeden mąż: lekko, zgrabnie, równiutko i zachwycająco.

Wizualna i muzyczna strona spektaklu jest zatem niezwykła. A co z meritum?

Obawiam się trochę, że meritum czyli teksty Jana pozostają jednak równie niezrozumiałe, jak były. Tym bardziej, że Sadowski oparł się głównie na utworach Jana szerzej nieznanych, jakim jest choćby "Satyr albo dziki mąż" czy "Zuzanna". Satyr namiętnie przemawia do widzów - Polaków, uświadamiając ich wady narodowe i popełniane błędy. Nadmierne polemiki religijne, osłabienie obronności kraju, zbytek i pieniactwo... Żle mówi? Żebyż tylko wyłapać to z oracji aktorów... Zuzanna, cnotliwa żona, jest podglądana w kąpieli przez dwóch lubieżnych mężczyzn, a następnie szantażowana: albo im się odda, albo ogłoszą, że dopuściła się cudzołóstwa z jakimś młodzieńcem. Porno? Naturalnie! Żebyż tylko wyłapać to porno z recytacji...

Może jednak niepotrzebnie obawiam się o percepcję widza. Może przecież z tych i innych jeszcze utworów wychwyci te janowe myśli i przesłania, tak do dziś aktualne. A nawet jeśli nie chwyci, niech się pozachwyca urodą spektaklu. I niech w pamięci pozostaną mu piękne songi, jak na przykład ten o Fortunie, toczącej się kołem. Bo ten pełen uroku spektakl-bibelocik jest naprawdę wart obejrzenia.

Podobnie jak piękny program przygotowany przez Annę Kulpę z fotografiami Mariana Strudzińskiego. Też niemal renesansowe cacko.

 

Barbara Koś
"Echo Dnia"
23.05.2015