Piaf nie chodziła na kompromisy

17.02.2012

 

Kiedy już zgasły światła, magicznym zrządzeniem losu przenieśliśmy się w lata trzydzieste do przedwojennego Paryża. Obserwowaliśmy spacerujących przechodniów i śpiewającą dziewczynę, stojącą boso na paryskim bruku. Ale jak śpiewającą! Przed chwilą zauroczeni tą nagłą zmianą czasoprzestrzeni, teraz jeszcze bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że nie jesteśmy już w teatrze, a na paryskiej ulicy wieczorową porą. To dzięki głosowi, który płynie do nas melodyjnie, czasem nieco chrapliwie ze sceny i któremu nie można się oprzeć

Wszyscy wiedzą mniej więcej, czego mogą się spodziewać wybierając się na spektakl o Edith Piaf. Sztuką było zrobienie spektaklu, który wciągnie widza swoją wartką akcją i który przedstawi ten znany temat w nowy sposób, który czymś się wyróżni. I to się w Radomiu wspaniale udało. Tą szczególną wartością jest głos Katarzyny Jamróz, która nie tylko gra rolę Edith Piaf, ale przede wszystkim wyśpiewuje nam jej historię. Czujemy się czasem nie jak na spektaklu, ale jak na koncercie. (...) Perfekcyjnie zaśpiewane piosenki i równie dobre aktorstwo są siłą napędową tego spektaklu. Co szczególnie zwraca uwagę, Katarzyna Jamróz śpiewa piosenki Edith Piaf z taką samą charakterystyczną „chrypką", a przy tym czystym, pięknym głosem. (...) Piaf Katarzyny Jamróz jest jednocześnie odpychająca i pociągająca, czaruje swoim głosem i denerwuje zachowaniem. Jak wiemy, Piaf nie chodziła na kompromisy, była absolutną artystką. Jak żadna inna oddawała emocje - miłość, rozpacz, smutek, czy samotność. Życie Piaf obfitowało w dramaty. Ciężko znosiła rozstania z kolejnymi partnerami.

Reżyser, Tomasz Dutkiewicz, w „Piaf", zrealizowanej na podstawie sztuki Pam Gems, poza głównymi bohaterami obsadza aktorów w paru rolach, a mimo to zespół liczy sobie blisko trzydziestu aktorów. Takie nagromadzenie osób na scenie jest często trudne do opanowania, jednak dzięki świetnemu zgraniu aktorów, trudno jest wychwycić choćby najdrobniejszą pomyłkę. Wśród aktorów tego spektaklu przychylność i uwielbienie widowni zdobyła sobie Honorata Witańska, grająca Toine. To rola bardzo charakterystyczna i łatwo było ją przerysować, czego aktorka nie zrobiła. Również mająca swoje przysłowiowe „pięć minut" na scenie Natalia Rzeźniak w roli Madeline skupiała zainteresowanie widzów swoją ekspresyjną grą aktorską. (...) Na scenie króluje rozmach, także w scenografii (Wojciech Stefaniak) i kostiumach (Zofia de Ines-Lewczuk).

Obserwujemy koleje losu Edith Piaf, która z dosyć drapieżnej i wulgarnej dziewczyny, która na początku spektaklu zachowuje się prostacko i prymitywnie, staje się wielką śpiewaczką, artystką pewną swojego kunsztu. Jednak nie pozostaje wolna od ciemnych stron i problemów, które niesie ze sobą sława.

Warto także wspomnieć o kwestii, którą często się pomija, a mianowicie o technicznej stronie przedstawienia. Tym razem to światła pełnią istotną rolę w spektaklu (...).

Zastanawiałam się, czy sprostamy wyzwaniu i będziemy klaskać przez piętnaście minut na stojąco, jak to miało miejsce po jednym z występów Edith Piaf w Carnegie Hall w Nowym Jorku. Chyba nie zdołaliśmy, ale myślę, że dzieliły nas od pobicia tego rekordu ułamki sekund.

 

Olga Paulina Zielińska
Dziennik Teatralny Radom
17 lutego 2012