Plakaty radomskiego teatru wśród najlepszych na świecie

29.12.2013

 

 

Lech Majewski z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Radomiu współpracuje od 2008 r. Zaprojektował plakaty m.in. do trzech kolejnych Międzynarodowych Festiwali Gombrowiczowskich oraz do ponad dwudziestu spektakli, m.in. do "Ferdydurke", "Skrzypka na dachu", "Królowych Brytanii", "Siostruń" czy "Jednorękiego ze Spokane". Niektóre z nich pokazywano na prestiżowych imprezach w Chinach, Finlandii, Wielkiej Brytanii, USA, Bułgarii czy Iranie. Majewski także wymyślił sympatyczne krzesełko, które figuruje w nazwie teatru i wszystkich materiałach promocyjnych teatru. Artysta ukończył Wydział Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Obecnie jest kierownikiem Katedry Projektowania Grafiki Wydawniczej tej samej uczelni. Jest także przewodniczącym Międzynarodowego Biennale Plakatu w Warszawie. Działa w dziedzinie plakatu, książki, grafiki, rysunku.

 

Karolina Stasiak: Gratuluję ostatniej nagrody zdobytej w Boliwii. Jak jury uzasadniło swój wybór?

Prof. Lech Majewski: Dziękuję bardzo. Z tego, co wiem, to pomijając to, że jury plakat się podobał, podkreślali jego nowoczesny charakter, ciekawe, niespotykane dotąd rozwiązania typograficzne. Cieszę się, że to doceniono, gdyż takie miałem zamiary, realizując ten plakat.

Jak projektuje pan plakaty do radomskich spektakli? Bierze czasem udział w próbach czy wystarczy sam tekst sztuki?

- Zanim zacznę realizować plakat, najpierw czytam tekst sztuki, następnie rozmawiam z dyrektorem teatru Zbigniewem Rybką, z którym współpracuję wiele lat, i wiemy, jakie plakaty chcemy realizować, aby reklamowały spektakle i cieszyły oko oraz ulice Radomia. Następnie rozmawiam z reżyserem, scenografem. Każdy spektakl jest inny, można na wiele sposobów realizować tę samą sztukę, więc liczy się dokładnie ten spektakl.

Co jest najtrudniejsze przy tworzeniu plakatu do sztuki teatralnej?

- Trudno powiedzieć, co jest trudne. Myślę, że najtrudniejsze jest uchwycenie istoty przedstawienia i znalezienie odpowiedzi na nią, czyli pomysłu.

Czy są wytyczne, na podstawie których można stworzyć plakat idealny?

- Nie. Każdy ma swój język wizualny i nim się posługuje. Chodzi o to, aby on był zrozumiały dla odbiorców.

Nie trzeba szukać podpisu, aby rozpoznać plakaty pańskie plakaty, każdy grafik powinien do tego dążyć?

- Myślę, tak jak przed chwilą powiedziałem, że poszukiwanie swojego języka wyrazu w sztuce jest najważniejsze.

Jak rozpoczęła się pana współpraca z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Radomiu?

- Współpracowaliśmy z dyrektorem wcześniej, w innym teatrze, szło nam bardzo dobrze, więc chyba nie było powodu do burzenia dobrej współpracy.

Odwiedza pan czasem Radom i zna chociaż trochę nasze miasto?

- Tak, odwiedzam Radom. Zanim rozpocząłem współpracę z teatrem, współpracowałem z wybitnym dyrektorem Muzeum im. Malczewskiego w Radomiu Januszem Pulnarem. Zrobiliśmy parę wspaniałych książek, za które otrzymaliśmy także bardzo prestiżowe nagrody. Szkoda, że go już nie ma wśród nas. Ale pochwalę się, że jestem w Radzie Programowej tego muzeum, co poczytuję sobie za duży honor. Lubię Radom i jest mi miło, iż mogę trochę zaśmiecać swoimi plakatami to sympatyczne miasto, będące, jeśli się nie mylę, środkiem Polski.

Czy jest plakat stworzony dla radomskiego teatru, który lub pan najbardziej?

- Moje plakaty są jak moje dzieci. Różnie sobie radzą, jedne lepiej, drugie gorzej, ale wszystkie je lubię. To są także dzieci teatru i Radomia. Musimy z nimi żyć. Mam nadzieję, że się zachowują dobrze.


Rozmawiała Karolina Stasiak
"Gazeta Wyborcza"
22.12.2013