Polski Tarantino

30.04.2010

 

"Królowe Brytanii" - nowa sztuka Przemysława Wojcieszka - to rzecz żywa, zwarta, wypełniona szczerymi emocjami. Kawałek życia złapany w reporterskim skrócie. Dla radomskiego Teatru Powszechnego natomiast spektakl ten ma szczególne znaczenie.

Przemysław Wojcieszek chodzi własnymi drogami. Zaczynał od kina, osadzonymi gdzieś na Dolnym Śląsku niewielkimi filmami wytyczył własny reżyserski styl. Potem odcisnął swoje piętno na nowym teatrze, od tytułu jego debiutanckiej sztuki "Made in Poland" wzięła tytuł głośna antologia polskiej współczesnej dramaturgii. Wojcieszek pracował najchętniej w Legnicy (tam powstało jego najlepsze, oprócz "Made in Poland" przedstawienie "Osobisty Jezus") i w Wałbrzychu. Nic w tym dziwnego, bo na Dolnym Śląsku odnalazł bliski sobie mentalny klimat, idealną scenerię dla własnej dramaturgii swej małej ojczyzny. Zabrakło jej, gdy po Wojcieszka sięgnął warszawski Teatr Polonia Krystyny Jandy oraz TR. Reżyser dał się namówić do pracy nad cudzymi tekstami ("Darkroom" Jeger, "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" Masłowskiej), jego "Miłość ci wszystko wybaczy" raziło tanim melodramatyzmem. Po tym doświadczeniu Wojcieszek przygotował jeszcze przedstawienie w Wałbrzychu, a potem wrócił na chwilę do kina, by zekranizować "Made in Poland". Być może ów powrót na stare śmieci był mu potrzebny, bo "Królowe Brytanii" to utwór w klimacie dawnego Wojcieszka. Dramat wściekły i pulsujący tęsknotą. Obraz Polski B, która na jakiś czas przeniosła się nad Tamizę.

Elżbieta (Aleksandra Bednarz) przyjeżdża na kilka dni z Anglii, by wyrównać dawne rachunki. Jej dawny narzeczony, wioząc kompletnie naćpaną dziewczynę i ich małą córeczkę, rozbił samochód. Dziecko zginęło na miejscu. Teraz Elżbieta staje się Panią Zemstą, chociaż i o wydarzeniach sprzed trzech lat nie chce mówić. Może było całkiem inaczej? "Królowe Brytanii" to spektakl bardzo filmowy. Scena, gdy gangster Marcin (Krzysztof Czeczot) tańczy przed przywiązaną do Krzesła Anną (Małgorzata Zawadzka) w rytm "Nowych sytuacji" Republiki jest jawnym cytatem ze "Wściekłych psów". W stylu Quentina Tarantino są też absurdalne dygresje słowne, z moją ulubioną, w której ugodzony nożem bandzior Robert (Piotr Kondrat) nie może pogodzić się z faktem, że kona w rytm nowej piosenki Agnieszki Chylińskiej. Ogląda się to znakomicie, tym bardziej że wszyscy aktorzy świetnie odnajdują się w realistycznej konwencji opowiadania. Chwilami zdaje się wręcz, jakby chropawy, pełen wulgaryzmów język Wojcieszka był ich naturalną mową. To prawdziwe osiągnięcie radomskiego zespołu. Gorzej wypada on tylko w scenach symbolicznych, bo te już Wojcieszkowi dramatopisarzowi mniej się udały. W obecnym kształcie wydają się jedynie kwiatkiem do kożucha.

Nic to jednak, bo największe wrażenie robi Aleksandra Bednarz w roli głównej. Młodą aktorkę chwaliłem już po radomsko-warszawskim "2084", jej Małgorzata w poznańskiej adaptacji arcydzieła Bułhakowa z winy reżysera została potraktowana dekoracyjnie. "Królowe Brytanii" to najtrudniejsza i najciekawsza z prac aktorki. Jej Elżbieta, gdy trzeba jest mocna, za chwilę zagubiona łaknie zainteresowania matki. Kibicowanie Aleksandrze Bednarz to dziś pewna inwestycja.

Przedstawienie Wojcieszka jest, co się zowie, odważne. Sprawdza się strategia dyrektora Zbigniewa Rybki, który zamiast efemerycznego Radomia Odważnego wstawia do stałego repertuaru skończone, a prowokacyjne widowisko. Nie wiem, czy radomska publiczność jest już gotowa na "Królowe Brytanii". Mam nadzieję, że tak.

 

Jacek Wakar

"Dziennik Gazeta Prawna" - dodatek Kultura

30.04.2010 r.

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X