Przebojowe siostrunie, czyli "habit i... wszystko gra"

18.01.2011

Akcja "Siostruń" toczy się w klasztorze, w Zakonie Sióstr Małych, a opowiadana historia od samego początku brzmi dość... makabrycznie. Okazuje się bowiem, że przygotowana przez jedną z sióstr zupa grzybowa powoduje tragiczną śmierć 52 zakonnic z konwentu. Ocalałym udaje się zorganizować większość pogrzebów, ale z braku środków finansowych cztery siostry nie zostają pochowane, lecz... czekają w lodówce. Jedyną szansą na dokończenie ostatnich posług jest wystawienie show, w którym w rolach głównych wystąpią same zakonnice i w ten sposób zbiorą potrzebne fundusze. Teatralny pomysł wydaje się wprawdzie nonsensowny i niemożliwy do zrealizowania, ale Siostrunie - przyparte do muru - w mgnieniu oka wcielają go w życie. Na dodatek z radością i niebywałym talentem.

Na scenie doskonale prezentuje się cała piątka zakonnic. Siostra Przełożona, Mary Regina (rozdarta osobowościowo Izabela Brejtkop-Frączek), która twardą i surową ręką próbuje trzymać konwent, ale w gruncie rzeczy ma słabość do nowinek technologicznych (wydaje sporą sumę pieniędzy na zakup sprzętu DVD) oraz środków halucynogennych. Współpracująca z nią siostra Mary Hubert (wyborna Iwona Pieniążek), będąca ciepłą kobietą (zacną mistrzynią nowicjatu), której największą bolączką jest dzień jej święceń zakonnych, podczas którego dostała od biskupa męskie imię. Siostra Mary Roberta Ann (doskonale śpiewająca Patrycja Zywert) - niepokorna, wygadana, z trudnymi doświadczeniami z dzieciństwa, która za wszelką cenę chce zabłysnąć w zakonie i mieć swoje pięć minut - marzy o występie w zakonnym show. Nowicjuszka Mary Leo (subtelna i niezwykle dziewczęca Magdalena Pawelec), wciąż będąca idealistką, która znalazła się w klasztorze po to, by tańcem wyrażać swoje zakonne powołanie. Jej taniec w puentach do muzyki Czajkowskiego będzie jedną z najlepszych etiud w wystawianym przez siostry przedstawieniu. Jednak największym zaskoczeniem konwentu okaże się być siostra Mary Amnesia (obdarzona wyśmienitymi możliwościami wokalnymi Ewa Gierlińska), której tymczasowa utrata pamięci przyniesie kilka komiczno-tragicznych sytuacji i pozwoli w pełni podziwiać jej talent wokalny oraz niezwykłe umiejętności aktorskie.

Wszystkie aktorki, wcielające się w role zakonnic, grają na bardzo dobrym, równym poziomie. Świetnie poruszają się po scenie, doskonale tańczą i śpiewają, wybornie radzą sobie w scenach zespołowych (bardzo dobrze wymyślona choreografia Joanny Semeńczuk) i są naprawdę przekonywające w partiach solowych. Zachwycają szalonymi pomysłami i niebanalnym podejściem do rzeczywistości. Potrafią być jednocześnie zazdrosne i skromne, interesowne i wielkoduszne, przekonane o swojej wyjątkowości i ujmująco posłuszne. To po prostu zakonnice, które są zwykłymi kobietami - z całym wachlarzem niecodziennych zalet i paletą najróżniejszych wad.

Mocnym punktem radomskiego spektaklu - oprócz wyśmienitego aktorstwa i doborowej obsady - jest umiejętne wykorzystanie muzyki na żywo. Czteroosobowy zespół muzyczny pod kierownictwem Jerzego Kluzowicza wniósł do przedstawienia nie tylko nową jakość, lecz także ewidentnie podniósł jego artystyczną wartość. Atrakcyjność granych na scenie utworów muzycznych i ich rozpiętość gatunkowa (od znanych musicalowych hitów, poprzez słynne operowe arie, aż po kawałki w stylu gospel, gangsta rapu czy country) przysparza zgromadzonej publiczności dużo radości i niezwykłych wrażeń.

Maciej Korwin wystawił na radomskiej scenie sztukę, która już w ponad kilkudziesięciu krajach odniosła niebywały sukces frekwencyjny. Bo "Siostrunie" to sceniczny samograj, który raczej nie może liczyć na nieprzychylność publiczności. Wygląda na to, że radomska publika również dołączy do tego grona, a lekka forma, przebojowa muzyka i świetne aktorstwo przynoszą jej prawie dwie godziny dobrej zabawy. Zabawy z wyjątkowymi zakonnicami, które subtelnie przypominają o tym, że w życiu warto zabiegać o dobro, uśmiech i wzajemną życzliwość, że prawdziwą wartością jest życie w zgodzie ze swoim powołaniem. Dokładnie tak jak śpiewają urocze Siostrunie: "Habit i... wszystko gra".

Paulina Borek-Ofiara
Teatralia Radom
18 stycznia 2011

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X