Publiczność akceptuje naszą pracę

09.08.2011

 


Marta Odziomek: Jak ocenia Pan mijający sezon w Teatrze Powszechnym?

Zbigniew Rybka: Trudno jest oceniać własną pracę. Jej miernikiem jest dla nas przede wszystkim opinia odbiorców. Reakcja widzów mówi o tym, czy sezon był OK, czy też niekoniecznie.
Myślę, że po okresie poświęconym na intensywną budowę repertuaru i nowego wizerunku Teatru, przyszedł moment stabilizacji. Moment, bo - jak sądzę - nie ma w naszej pracy nic gorszego niż właśnie stabilizacja. Jest ona oczywiście potrzebna, ale tylko jako punkt startu do nowego. Nadszedł czas na spokojniejsze modelowanie repertuaru. To przed nami. A co w mijającym sezonie?
Sądzę, że należy zwrócić uwagę na dobrą kondycję Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego, który po latach wraca na pozycję poważnego, atrakcyjnego artystycznie międzynarodowego konkursu teatralnego. Dla naszego Teatru Festiwal jest istotnym narzędziem promocji, budującym jego markę w środowisku, pozycjonującym go wśród partnerów i organizatorów podobnych wydarzeń. Myślę też, że warto powiedzieć o kilku naszych ostatnich realizacjach. Dużym wyzwaniem dla zespołu (zakończonym bardzo interesującym rezultatem, ze świetną kreacją Janusza Łagodzińskiego) była premiera „Brata naszego Boga" Karola Wojtyły w reżyserii Andrzeja Rozhina, przedsięwzięciem równie godnym uwagi, choć zupełnie odmiennym artystycznie, są „Siostrunie" Dana Goggina w reżyserii Macieja Korwina. Jesteśmy bardzo dumni z polskiej prapremiery „Jednorękiego ze Spokane" Martina McDonagha w reżyserii Katarzyny Deszcz oraz ze spektaklu „Uliczna ballada" przygotowanego przez Andrzeja Sadowskiego na podstawie scenariusza radomianki Teresy Opoki.

No właśnie, na zakończenie sezonu Teatr przygotował spektakl o wydarzeniach radomskich. Jak odebrała tę inicjatywę publiczność? Czy spektakl został przyjęty z zainteresowaniem?

Przyznam, że już od pewnego czasu rosło we mnie zainteresowanie tym tematem. Radom ma bogatą historyczną przeszłość - również tę nieodległą. Jest jednym z tych miast, gdzie rozpoczęła się zwycięska walka o wolność, z której dzisiaj wszyscy się cieszymy. To fakt. Z drugiej strony, ten fakt - odnoszę czasem takie wrażenie - nie jest Radomiowi z wdzięcznością pamiętany w Polsce. Trochę więc dla przypomnienia, trochę z fascynacji samym tematem powstawania, tworzenia się ruchów zmieniających rzeczywistość postanowiliśmy przygotować „Uliczną balladę". Chcieliśmy przyjrzeć się bliżej, jakie były motywy postępowania poszczególnych osób, tłumu. Jaka jest „prawda" o zdarzeniu? Czy jest? Jak rozumieć historię dzisiaj? Czy istnieją jakieś mechanizmy, prawidłowości, które stają się siłą sprawczą zmian?
Materiał, który otrzymałem od pani Teresy Opoki, stał się pretekstem do stworzenia tego spektaklu. Reżyser dodał do scenariusza drugi, równoległy nurt dokumentalny. Złożony z materiałów archiwalnych, zarówno pisanych, jak i zarejestrowanych na taśmie filmowej czy dźwiękowej. Powstał utwór rozgrywający się na dwóch płaszczyznach czasowych: wątek pani Lodzi dzieje się „tu i teraz", równolegle z nim biegnie wątek dokumentalny, komentarz, refleksja na temat wydarzeń z przeszłości, które wpłynęły na ten „dzień dzisiejszy". Spektakl nie jest zatem utworem dokumentalnym. Jest rodzajem impresji na temat. Bardziej odwołujemy się w nim do emocji niż historycznych faktów, choć te przecież bardzo wyraźnie są w nim obecne.

Spoglądając na repertuar Teatru Powszechnego z pewnością można stwierdzić, że jest on bardzo zróżnicowany: wypełniają go sztuki dramatyczne, musicale, formy kabaretowe, bajki. Czym kieruje się Pan układając repertuar?

Taki właśnie sposób myślenia o repertuarze wymuszają okoliczności, w jakich teatr pracuje. W prawie ćwierćmilionowym mieście działa jeden tylko teatr, który - wydaje się to oczywiste - musi odpowiadać na wielorakie zainteresowania różnorodnej publiczności. Żeby nasza oferta w sposób bardziej kompletny odpowiadała oczekiwaniom widzów, m.in. otworzyliśmy scenę lalkową dla dzieci. Z tego też powodu czynimy starania, aby uruchomić jeszcze jedną scenę dla dorosłych, co pozwoli nam na większe zróżnicowanie repertuaru i skupienie większej uwagi na repertuarze, powiedzmy, bardziej współczesnym, nowoczesnym. (Pomijam fakt, że dodatkowa scena umożliwi nam lepszą organizację pracy).

Co mówią statystki? Czy mieszkańcy Radomia chętnie kupują bilety na spektakle?

Rocznie sprzedajemy około siedemdziesięciu tysięcy biletów, co wydaje się być zupełnie dobrym wynikiem świadczącym o tym, że publiczność akceptuje naszą pracę.

Przypomnijmy, że jedną z najważniejszych inicjatyw było otwarcie Sceny Fraszka, która niedawno obchodziła rocznicę. Jak wygląda jej funkcjonowanie?

Fraszka radzi sobie bardzo dobrze. Ma wysoką frekwencję, ogromne zainteresowanie publiczności i bardzo dobrą opinię. Ze sceną współpracują świetni reżyserzy, tacy jak Petr Nosalek czy Krystian Kobyłka. Wkrótce do tego grona dołączą kolejne bardzo dobre reżyserskie nazwiska: Marian Pecko, Ewa Piotrowska... Po pierwszym roku pracy wydaje się, że jest całkiem dobrze, a i przyszłość wygląda optymistycznie, bez większych zagrożeń.

Czy kryzys w Teatrze dał się odczuć?

Pytanie o kryzys w teatrze... Myślę, że to pytanie jest zadawane nieprzerwanie, od chwili powstania teatru instytucjonalnego i w dużej mierze powodowane jest nie do końca precyzyjnymi zasadami organizacji samej instytucji. W czasach, gdy sztuce przydawano dodatkowych znaczeń, gdy ważna była „ideologiczna" nadbudowa mówiąca o nadzwyczajności zjawiska, wiele spraw załatwiało to właśnie przeświadczenie: o inności teatru, ważności sztuki i artystów. Dzisiaj, gdy świat i nasze życie stały się bardziej „mierzalne", konkretne, dosłowne, teatr (jak inne instytucje) powinien być urządzony tak, aby mógł spełniać powierzane mu zadania. Jeżeli, na przykład podatnicy miasta X chcą teatru i mają mniej więcej pogląd na to, jaki ten teatr ma być, to my, zarządzający, powinniśmy umieć i móc taki teatr stworzyć. Nasze umiejętności są łatwe do zweryfikowania, ale żeby teatr mógł podołać oczekiwaniom, należy wyposażyć nas we właściwe narzędzia. Słowem, trzeba stworzyć mechanizm, który umożliwi osiąganie założonego celu. To nieprawda, że nie można wyliczyć się z efektów pracy (osiągniętych celów) w teatrze. Można. Jest wiele wskaźników, które stosunkowo dokładnie opisują kondycję i możliwości teatru. Postawienie spraw na nogach, wyposażenie całości w głowę do myślenia i ręce do roboty przyniesie oczekiwane rezultaty i w tak urządzonym teatrze, gdy będziemy mówili o kryzysie, będziemy mówili o zupełnie innych sprawach (dużo bardziej konkretnych i naprawialnych - w sytuacji, gdy dziś często trudno jest zdefiniować problem). Dzisiaj ciągle nie możemy się zdecydować na to, jaką instytucją jest teatr. Czym się zajmuje. Co ma w naszym życiu „załatwiać". Trwamy w takim dziwnym pomieszaniu. Teatr jako "firma", usytuowana gdzieś pomiędzy fabryką gwoździ (obowiązujący kodeks pracy, brak branżowych przepisów prawa „teatralnego") a eteryczną krainą ducha, jest mało sterownym statkiem, który bez przerwy znajduje się - z powodu własnej tak szczególnej konstrukcji - w stanie kryzysu. Może też być polem interpretacyjnych nadużyć, większych i mniejszych kłamstewek, przebarwień, iluzji i wykwitów pospolitej głupoty. Jak wyleczyć się z tej przypadłości? Umówić się na coś konkretnego. Jeśli nie mamy własnego pomysłu, to zawsze można przyjrzeć się rozwiązaniom przyjętym przez innych i wziąć coś z tego (może trochę przerobić?). Źle jest nic nie robić, źle jest robić coś pozornie, źle jest robić coś tylko w imieniu interesów jednej grupy zawodowej kosztem innych i kosztem interesu nadrzędnego, jakim jest TEATR. Gdy umówimy się na coś, wtedy kryzys minie, nasze sprawy staną się prostsze, sytuacje bardziej przewidywalne, a my wszyscy, znając obowiązujące reguły gry, nie będziemy musieli uciekać się do „sposobów" (bardzo różnych, jak wiemy), żeby przeżyć... a potem, jak dotąd, mówić o Sztuce i trwać w rozkroku.
Zamiast zastanowić się wspólnie, odbyć uczciwą środowiskową debatę nad stworzeniem możliwie najlepszego, zrównoważonego, ustroju teatru i walczyć o nią do skutku, walczymy o swój tylko interes i z ustami pełnymi frazesów o Sztuce i Artyście, często kłamiąc i fałszując rzeczywistość, zachowując jednak - co najważniejsze - pozory troski o Teatr, topimy tę swoją łajbę. I nadal będziemy mogli narzekać.
Co zmieni w omawianej sprawie nowa, poprawiona ustawa?

Jak postępują prace przy kontynuacji remontu teatru?

Jak dotąd trwają prace przygotowujące sam remont: przetargi, itd. Mam nadzieję, że do końca przyszłego roku uporamy się ze wszystkim.

Z jakich inicjatyw, premier, wydarzeń jest Pan najbardziej zadowolony?

W minionym sezonie - mówiłem już o tym - zwracam szczególną uwagę na dwa prapremierowe spektakle „Uliczną balladę" T. Opoki oraz "Jednorękiego ze Spokane" M. McDonagha. A o jakich chcę mówić inicjatywach? Przez kilka lat usiłowaliśmy przekonać naszych widzów do uczestnictwa w czytaniu poezji i dramatów. Początki były bardzo trudne, dzisiaj jesteśmy spokojni i usatysfakcjonowani, bo obydwie te formy mają swoją widownię, bardzo interesującą, wymagającą i... wierną. Ogromną popularnością, szczególnie wśród młodych widzów, cieszą się warsztaty teatralne. O „Bajkowych niedzielach", czyli czytaniach bajek dla dzieci, nie muszę już nawet wspominać, bo co miesiąc chętnych jest tak wiele, że musimy z wyprzedzeniem prowadzić zapisy.

Gdyby Pan mógł cofnąć czas i coś poprawić albo czegoś zaniechać w mijającym sezonie... Co by to było?

Nigdy nie myślę w takich kategoriach. Moja praca polega na podejmowaniu decyzji, które mogą być dobre lub złe, a właściwie: skuteczne lub nie. Jakie są te decyzje, to widać od razu: spektakl sprzedaje się lub nie, jest zapraszany na festiwale lub nie jest itd. Od tej sytuacji nie ma ucieczki, ale też ta właściwość pracy powoduje, że jest ona tak fascynująca.

Jeżeli byłoby trzeba wytypować wizytówkę teatru ostatniego sezonu, które z wydarzeń ocenia Pan najwyżej?

Wydaje mi się, że takim wydarzeniem był IX Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski, odświeżony, konkursowy, w naprawdę międzynarodowej obsadzie. W życiu Teatru i Miasta ma pozycję nie do przecenienia.

Czy może Pan uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić co Teatr szykuje na nadchodzący sezon?

Po wakacjach rozpoczniemy od realizacji jednego z moich ukochanych tekstów, „Zemsty" Aleksandra Fredry. Premiera spektaklu inaugurującego nowy sezon odbędzie się 17 września. Spektakl reżyseruje Krzysztof Babicki, który znaczną część pracy nad tym przedstawieniem ma już za sobą (próby odbywały się od maja). Po nim na dużej scenie zagości prześmieszna sztuka „Czego nie widać" Michaela Frayna w reżyserii Tomasza Dutkiewicza. Rzecz o tym, co dzieje się za teatralnymi kulisami. A dzieje się wiele, więc zapowiada się przednia zabawa!
Rok zakończy sylwestrowa premiera „Szalonych nożyczek" Paula Pörtnera w reżyserii Jerzy Bończak (kolejna solidna porcja humoru, jak na karnawał przystało!), a zaraz po nim Czarek Domagała przygotuje muzyczny spektakl dla młodzieży.
To wszystko w najbliższych miesiącach czeka nas na dużej scenie, scenę kameralną zdominują zaś teksty nowe, prapremierowe i spektakle autorskie. Późną jesienią Janusz Łagodziński rozpocznie próby do polskiej prapremiery „Eldorado" niemieckiego dramaturga Mariusa von Mayenburga. W styczniu na scenie kameralnej pojawi się rosyjski reżyser Grigorij Lifanov, który wyreżseruje Dostojewskiego, natomiast na wiosnę do Radomia powróci (ku naszej radości) Przemysław Wojcieszek. Podobnie jak w przypadku „Królowych Brytanii" Wojcieszek przygotuje tekst własnego autorstwa „Miss Kalashnikov". Po nim na scenie kameralnej gościć będziemy kolejnego świetnego reżysera Janusza Wiśniewskiego.
Pracowicie będzie też na naszej młodziutkiej lalkowej Scenie Fraszka, gdzie sezon zainaugurujemy prapremierą uroczej, dowcipnej bajki „Nieznośka i Kmieć" w reżyserii niezwykle cenionego i lubianego Petra Nosalka. Po Nowym Roku pracować z nami będzie znakomity twórca, Marian Pecko, z którym wstępnie rozmawiamy o tekście, dotyczącego legendarnych dziejów Radomia (na nasze zamówienie Marta Guśniowska pisze „Baśń o Radomirze" - roboczy tytuł), którego prapremiera odbędzie się prawdopodobnie na przełomie lutego i marca. Na wiosnę zaś ponownie współpracować będziemy z Krystianem Kobyłką.
Zatem, jak widać, czeka nas wiele pracy i bardzo różnorodne spektakle, które - mamy nadzieję - zostaną pozytywnie przyjęte przez naszych widzów. Będziemy się bardzo starać, żeby tak właśnie było. Zapału i pasji nam z pewnością nie zabraknie!

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
09 sierpnia 2011

rkl