"A przecież w życiu też przekraczamy różne granice"

14.05.2012

 

W Teatrze Powszechnym pełną parą trwają przygotowania do premiery „Moralności pani Dulskiej". Pierwsze przedstawienie już w najbliższą sobotę o godz. 19.00. O ostatnich próbach, reżyserowaniu spektaklu, a także współpracy z aktorami z radomskiego teatru opowiada Bogusław Semotiuk, reżyser przedstawienia.

 

- Jak idą przygotowania do premiery?
- Planowo. Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony, że aktorzy są w odpowiednim momencie rozwoju. We wtorek pierwszy raz na roboczo weszliśmy na dużą scenę. Dla wszystkich była to nowa sytuacja, ale damy radę. Musieliśmy się oswoić z nową przestrzenią. Na sali prób musiałem siedzieć z podkurczonymi nogami, żeby zrobić miejsce aktorom, a na dużej scenie mają mnóstwo miejsca do ćwiczenia.

- Zajmuje się Pan także scenografią. Zdradzi Pan jak będzie wyglądać?
- To będzie ciekawe i współczesne wnętrze domu. Realia sztuki będą uwspółcześnione. Staramy się, żeby to było coś, w czym widz będzie mógł się przejrzeć, odnaleźć.

- Uwspółcześnione realia pozwolą młodzieży lepiej odnaleźć się w spektaklu?
- Myślę, że tak. Działając skrótami, odpowiednio manewrując tekstem choć nie zmieniając go, odrzucając tę całą narzutę, która jest przypisana okresowi minionemu, łatwiej trafić do młodzieży. Chodzi o to, żeby słowo nie przeszkadzało im w kojarzeniu, odbieraniu spektaklu.

- „Moralność pani Dulskiej" jest przede wszystkim spektaklem adresowanym do młodzieży. Czy inaczej się realizuje takie spektakle niż te dla dorosłych?
- Nie, bo tak naprawdę wszyscy mają te same problemy, tylko inaczej do nich podchodzą. Wiek młodzieńczy daje przywilej buntu natychmiastowego, reakcji tu i teraz. Natomiast w wieku późniejszym ludzie starają się bardziej tonować emocje, przyglądają się sytuacji. A Zapolska to świetnie pokazała. Najpierw przedstawia coś w rodzaju obyczajówki, sprawa toczy się powoli i nagle pojawia się problem w postaci ciąży, który trzeba jakoś rozwiązać. Jak? Młodzież, która czytała „Moralność pani Dulskiej" wie, a która nie czytała to będzie ciekawa i dowie się na spektaklu. To ciekawe bo my, ludzie teatru, czasem chodzimy na przedstawienia po to, żeby zobaczyć nie czy Hamlet lub inna postać zginie, ale JAK zginie.

- Ale dorośli chyba też będą mogli, niestety, odnaleźć się w „Moralności".
- No tak, bo to właśnie jest nałożony przez nich klosz. W większości nie chcemy się przyznać do czegoś złego, wolimy powiedzieć, że to nie my, ale czasami łatwiej znajdujemy u kogoś źdźbło trawy aniżeli belkę we własnym oku.

- Obecnie realizuje Pan dwie „Moralności"...
- Tak. I każda jest inna. Jedną robimy tu w teatrze, a drugą realizuję ze swoimi drugorocznymi studentami z uczelni, na której wykładam. Jeszcze przed rozpoczęciem pracy w Radomiu sami zaproponowali, żebyśmy zrobili „Moralność pani Dulskiej".

- Czym różnią się te dwie realizacje?
- Tu mam wspaniałych aktorów. Już od wielu lat u każdego szukam takich cech, które mogę wykorzystać w danej postaci po to, żeby była pełniejsza przez jego własną osobowość. Na przykład Dulską gra wspaniała, piękna i doświadczona aktorka, Izabela Brejtkop, która posiada już umiejętności. Natomiast u studentów jest inna analiza tekstu. Tam Dulską grają dwie studentki, które muszę nasączyć tymi problemami. Student musi przejść w szybkim czasie jakby drogę edukacyjną nasączenia życiem. Czasami studenci pytają: „To aż tak mam to zagrać?" „Tak i jeszcze więcej" odpowiadam. A aktorzy już to wszystko wiedzą.

- Czy to nie jest tak, że aktor ma już jakiś swój styl grania i przez to jest bardziej zamknięty na propozycje od Pana?
- Nie spotkałem się z czymś takim. Staram się tak działać i wprowadzać taka atmosferę, żebyśmy byli współtwórcami, a nie sobie przeszkadzali.

- Czyli dobrze pracuje się Panu z radomskimi aktorami?
- Bardzo dobrze. Cieszy mnie zrozumienie i atmosfera w tym zespole, czuję, że się lubimy. I to jest najważniejsze, żeby przychodzić do pracy jak na spotkanie i mieć świadomość, że jest się wśród przyjaciół. Czasem przyjdzie mi do głowy jakiś głupi pomysł, ale po pewnym czasie coś się zaczyna z niego wykluwać. A jak jeszcze aktor to wesprze i uwiarygodni, to okazuje się, że niby głupio, ale może być (śmiech). A przecież w życiu też przekraczamy różne granice.

- Jak Pana nastrój przed premierą?
- Zawsze jak z czymś jest się spóźnionym, coś jest na wczoraj, to jest nerwówa. Ale tutaj nie tyle że jestem spokojny, ale nie mam takiego napięcia. Wiem, że jest jeszcze coś do załatwienia, ale jest na to czas. Taki zdrowy i mobilizujący stres.


autor: Klaudia Kornacka
www.radom24.pl
14.05.2012