"Anna Karenina" oczarowała radomian

30.09.2013


Porywająca namiętność i paraliżujące rozdarcie. Uskrzydlająca moc miłości i palący wstyd upokorzenia - to wszystko znajdziecie Państwo w niezwykle udanym spektaklu „Anna Karenina". Przedstawienie na podstawie powieści Lwa Tołstoja, w adaptacji i reżyserii Grigorija Lifanova to Wydarzenie przez duże W.

Spektakl przenosi widzów w świat XIX-wiecznej Rosji. Według słów reżysera, spektakl miał ukazać różne oblicza miłości. To udało się spełnić w stu procentach. Oczywiści z konieczności w wersji scenicznej zostały wprowadzone pewne skróty i uproszczenia. Jednak z ułamków akcja przedstawionych na początku widz sprawnie składa fabularną całość. Obraz staje się klarowny, a na pierwszy plan wybija się historia miłosna: Anny i Wrońskiego. Tłem są losy związku Lewina i Kitty. Kolejnym jest wątek skomplikowanych relacji Stiepana, brata Anny i Dolly.

W telegraficznym skrócie: tytułowa Karenina jest młodą, śliczną żoną dużo starszego męża, poważanego w Petersburgu urzędnika. Ośmioletni synek jest dla niej całym światem. Wiedzie życie stabilne, dostatnie, spokojne. Do czasu poznania hrabiego Wrońskiego. Przystojny oficer armii rosyjskiej, wprowadza zamęt w stateczne życie bohaterki i nieodwracalnie zmienia jej losy... Wybucha miłość, przed którą żadne z nich nie będzie w stanie się obronić, a jej konsekwencje okażą się opłakane w skutkach.

Osią spektaklu jest więc trójkąt miłosny tworzony przez Annę, Karenina i Wrońskiego. Ale nie sposób mówić o ich związku nie wspominając o świecie rosyjskich salonów, które pętają bohaterów w bezlitosne więzy konwenansów. Bohaterem przedstawienia staje się więc również arystokracja rosyjska, której obraz nakreślony jest z nie lada kunsztem i precyzją. Licząca siedem osób grupa przywodzi na myśl grecki chór z klasycznej tragedii, który komentuje wydarzenia, jak również ingeruje w akcję.

Śpiew rosyjskich romansów, uzupełnia sceny, nawet jeśli dla większości pozostaje niezrozumiały, to jednak dookreśla rosyjski charakter i klimat całości. Wyśpiewane pieśni są również tłem dla miłości - ubarwiają spektakl, dodając mu uroku.

Nie sposób pisząc o spektaklu nie wspomnieć o grze aktorskiej. Młodziutka Katarzyna Dorosińska, która wcieliła się w postać tytułowej bohaterki, jest niezwykle przekonywująca. Wydobyła ona psychologiczną głębię Kareniny i używa tak wysublimowanych środków wyrazu, że widz zostaje oczarowany od pierwszych minut przedstawienia. Scena choroby podczas porodu czy później spotkania z synem Sieriożą mają niezwykły ładunek emocjonalny. Jarosław Rabenda w roli Karenina, zdradzonego męża i nieszczęśliwego ojca, jest bardzo czytelny. Z kolei Marekowi Braunowi jako Aleksiemu Wrońskiemu brak nieco charyzmy i wyrazistości, choć scena próby samobójczej byłą w jego wykonaniu bardzo udana.

Przewodnim motywem muzycznym jest walc "Maskarada" Chaczaturiana. Wykorzystany w spektaklu taniec nabiera symbolicznego znaczenia w świetle przesłania całości. To nie tylko ekspresja czy żywioł, ale metafora nieco absurdalnego, zrytmizowanego tańca marionetek w teatrze życia.

Na uwagę zasługują przepiękne kostiumy, będące dziełem Zofii de Ines-Lewczuk. Całość uzupełnia też przemyślana scenografia, która świetnie sprawdza się przy różnym oświetleniu budując nastrój adekwatny do scen. Akcję scalają również wizualizacje, które dopowiadają i uzupełniają treści.

Choreografię do spektaklu przygotował Tomasz Tworkowski, opracowaniem muzycznym rosyjskich romansów zajął się Grzegorz Jabłoński.

Alicja Gryz
www.radomnews.pl
29.09.2013