"Iwona" Szekspirem podszyta

25.10.2010

 

Trzeba zacząć od pochwały muzyki, koncepcji scenograficznej i choreografii przedstawienia. W kapitalnym skrócie scenicznym mamy jednocześnie labirynt pałacowych wnętrz, plac dziecięcych zabaw i musicalową scenę obrotową, przypominającą karuzelę i szopkę zarazem


To funkcjonalne rozwiązanie György Csika zasługuje na szczególne wyróżnienie. Już w tej scenografii kryje się umowność historii Iwony. Dla reżysera całkowicie naturalne jest umieszczenie akcji w naszych czasach, przecież współcześni królowie też posługują się komórkami i czytają Gazetę. Poza tym wszystko jest jak zawsze, władza nigdy nie znosiła milczącego sprzeciwu, brzydoty i odmienności. Jeżeli dobrze zauważyłem, to zamontowane na jarmarcznej karuzeli lustra są dwojakiego rodzaju - jedno wykrzywia odbitą rzeczywistość, drugie daje tylko odwrócony obraz. Ale prawdziwie istotnym zwierciadłem na dworze króla Ignacego i dla nas - widzów - jest właśnie Iwona - Cimcirymci. To iście szekspirowska pułapka na myszy, która wywlecze na światło dzienne wszystkie nasze słabości, grzechy i kompleksy. "Iwona" Gombrowicza tym żywym lustrem wyraża cel sztuki , "tak u początków teatru, jak i dzisiaj" ("Hamlet").

Reżyser Mate Szabó dokładnie czyta Gombrowicza, nawet stosuje jego metody, co doskonale widać w radomskiej "Iwonie ". Nie tylko zapewne dla węgierskiego artysty jest to pierwsze zetknięcie się z dramaturgią polskiego twórcy. Nie dziwię się więc, że Szabó precyzyjnie rozgrywa niektóre sceny, w istocie jest w nich wiele dramaturgicznych smaczków i możliwości aktorskich kreacji. Z pieczołowitością dobrany został zespół aktorów, od pary królewskiej zaczynając (kapitalni Danuta Dolecka i Janusz Łagodziński) na Walentym kończąc. Z radością muszę podkreślić, że nie ma w spektaklu ról słabych, będzie to znakomity towar eksportowy radomskiej sceny. Kreacje Małgorzaty, Ignacego oraz Filipa (Krzysztof Chudzicki) zasługują na wyróżnienie i zapewne przejdą do festiwalowej historii interpretacji "Iwony". Miejsce tam też ma zagwarantowane Walenty Wojciecha Wachudy, dla wielu w tym wydaniu to prototyp Pijaka ze "Ślubu". Iwona w wykonaniu Karoliny Michalik to istota przysparzająca ciągłych zmartwień rodzinie, zamknięta w sobie dziewczęca natura, która prowokuje, i skazana jest przez to na udrękę ze strony świata.

Mam wrażenie, że wieloletni kontakt z twórczością Gombrowicza na naszej scenie zaowocował bardzo głębokim i wysmakowanym artystycznie przedstawieniem "Iwony, księżniczki Burgunda". Wróżę: "Godziny od 7-ej do 9 wieczór przynoszą wielką ekspansję sił żywotnych ( ) Są to godziny sprzyjające śmiałym planom, wielkim przedsięwzięciom " radomskiego teatru.

 

Zbigniew Wieczorek
"Gazeta Wyborcza" - Radom, 17.10.2010

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X