"Królowe Brytanii" Przemysława Wojcieszka - zapraszamy już w piątek

20.04.2010

 

Już w najbliższy piątek zapraszamy Państwa na kolejną premierę - "Królowe Brytanii" Przemysława Wojcieszka w reżyserii Autora.

Sztuka napisana została dla Teatru Powszechnego w Radomiu. Oto, co o spektaklu mówi sam Wojcieszek:

„Królowe Brytanii" to opowieść o dziewczynie, która wraca z Wysp i chce wyrównać stare rachunki. Częścią jej planu jest zabójstwo byłego kochanka. Historia trochę tarantinowska, próbująca jednocześnie opisać współczesny świat - nieuchwytny, chaotyczny, podlegający nieustannej zmianie, za którym bezskutecznie gonimy i który ciągle nam umyka. Za pomocą wytartych filmowych klisz próbuję opowiedzieć współczesną, a zarazem bardzo uniwersalną historię. O zemście, miłości, ofierze i o tym, że warto żyć. Bo warto.

 

PRAPREMIERA: piątek 23 kwietnia 2010 r. godz. 18.00 - scena kameralna

premiera studencka: niedziela 25 kwietnia 2010 r. godz. 18.00

 

Serdecznie zapraszamy!

 

Przemysław Wojcieszek to jeden z najzdolniejszych i najbardziej utytułowanych polskich twórców filmowych i teatralnych młodego pokolenia. 

 

Tak o Wojcieszku pisał kilka lat temu Grzegorz Sobaszek w miesięczniku "Foyer":

"Wojcieszek się nie certoli. Wali od razu fangę między oczy. To nie jest facet, który lubi przydługie wstępy, próżne gadki i kombinowanie: "a może tak, a może owak, a może jeszcze srak". Wojcieszek błyskawicznie przechodzi do rzeczy. W jednej chwili wciąga w sam środek wykreowanej przez siebie rzeczywistości, nieustannego scenicznego dziania się.

(...) Wojcieszek jest wreszcie facetem tajemniczym. Nie lubi mówić o sobie. A oto co pisze o nim prasa:

Jest outsiderem kultury masowej, chociaż zaprzecza temu wizerunkowi: "Nigdy nie uważałem się za buntownika. Może gdybym był przystojniejszy..." - mówi. Kocha to, co robi - inaczej nie rzuciłby dziennikarstwa dla posady w wypożyczalni kaset wideo.

Swój pierwszy film "Zabij ich wszystkich" zrobił, by - jak sam mówi - dać wyraz drzemiącym w nim anarchii i nihilizmowi. Uparcie powtarza, że nie reprezentuje żadnej grupy pokoleniowej. (...) Po nakręceniu "Głośniej od bomb" chciał mieć kontrolę nad rozpowszechnianiem swojego filmu w kinach, więc założył własną firmę dystrybucyjną Traffic Films. Była to, jak twierdzi, najlepsza decyzja w jego filmowej karierze. Jego film, "W dół malowanym wzgórzem", zdobył Złote Lwy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

"Made in Poland" miał być filmem. Nie udawało się znaleźć pieniędzy na jego realizację. Zamiast bezczynnie czekać, Wojcieszek pojechał do Legnicy i wraz z Jackiem Głombem, dyrektorem Teatru im. Modrzejewskiej, uradzili, że przerobi scenariusz na sceniczny dramat. W teatrze wrocławski filmowiec znalazł się więc niechcący. Nie napraszał się, nie zabiegał, po prostu dostał możliwość powiedzenia w teatrze tego, co chciał naświetlić na celuloid. Sceniczny debiut szybko okazał się sukcesem. Na pierwsze pokazy do Legnicy zjechali stołeczni krytycy i okoliczni dziennikarze, którzy uznali "Made in Poland" za najlepszy spektakl sezonu teatralnego 2004/2005. Sztuka otrzymała też kilka nagród, m.in. na wysoce prestiżowym festiwalu reżyserii w Katowicach.

(...) Wojcieszek nie napomina, nie przynudza, nie kiwa wielkim palcem przed publicznością, by powiedzieć jej: tak nie wolno.Reżyser obserwuje naszą małą apokalipsę, uważnie przyglądając się ludziom z Polski B, C i Z. Spisuje to. A z notatek układa losy swoich bohaterów: życiowych niedołęgów, przegrańców, bandziorów, alkoholików, zagubieńców. Mówi wprost. Tak jak oni. Publiczność to zna. Doskonale wie, o co chodzi. Od razu. Od pierwszej fangi między oczy. Jak to na osiedlu.

Wojcieszek nie zachwyca genialnymi pomysłami konstrukcyjnymi. Nie używa aluzji, nie bawi się formą. To szczery koleś, który jednym spektaklem stworzył arcyciekawy teatr-ring, teatr prawdziwy. W którym nie będą się dobrze czuły panie z lisami obwiązanymi wokół szyj. W teatrze Wojcieszka postaci zrzucają swoje maski, a potem zdejmują je publiczności. Są niebezpiecznie blisko. Ocierają się o widzów, przenikają przez nich. Wywracają do góry nogami rzeczywistość.

Wojcieszek nie jest geniuszem. Może kiedyś nim się stanie. (...) Nie rzucił mnie na kolana. Ale zachwycił swoją autentycznością. To jedna z najciekawszych postaci w polskim teatrze. Niech tylko zostanie w nim najdłużej. I niech nie przenosi się do Warszawy. (...) Żeby nie przesiąknął. Żeby przez zagapienie się nie stracił tego, co ma najlepsze.

"Nokauter, czyli rzecz o Przemysławie Wojcieszku"

Grzegorz Sobaszek "Foyer" nr 7 (9.07.2005)

 

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X