"Szalone nożyczki" oczarowały

04.01.2012

 

"Szalone nożyczki" oczarowały radomską publiczność. Innowacyjność i niekonwencjonalność tego spektaklu gwarantuje, że chwile spędzone w teatrze pozostaną na długo w pamięci widzów. Kunszt aktorski, inteligentne dialogi i znajoma topografia Radomia to domeny „Szalonych nożyczek" Paula Pörtnera w reżyserii Jerzego Bończaka.

 

Założeniem komedii kryminalnej, jaką bez wątpienia są „Szalone nożyczki", jest wprowadzenie publiczności w śledztwo dotyczące tajemniczego zabójstwa, o którego dokonanie podejrzane są wszystkie postaci. W tym przypadku wątek kryminalny i komediowy przeplata się w sposób proporcjonalny, nie tracą one swoich właściwości, wydźwięk humorystyczny potęgują gagi sytuacyjne, pojawiające się w najmniej oczekiwanym momencie. Według jednego z widzów: -Każdy kto zjawił się w Teatrze Powszechnym w Radomiu mógł sam zdecydować, kto jest zabójcą. Spektakl był dobrym połączeniem fajnej gry aktorskiej z aktywnym udziałem zaciekawionej publiczności. Tym samym każdy mógł poczuć swój udział w widowisku, doskonale współtworząc zabawną sztukę kryminalną.

Główny bohater Antoni Wzięty (Jacek Łuczak) to fryzjer z artystyczną duszą i zarazem właściciel salonu „Szalone nożyczki". Preferuje mężczyzn, czemu daje wyraz przy każdej sposobności. Flirciarz i zarazem mistrz błyskotliwej riposty. Rozbawia publiczność do łez, łącząc pozę, minę i gest w sposób sobie właściwy. Na tym nie koniec intrygujących charakterów. Policjant Dominik Kowalewski - w tę postać wcielił się Jarosław Rabenda, to doświadczony śledczy, któremu nie umknie żaden szczegół i nawet najmniejsza nieścisłość. Prowadzi śledztwo, odtwarza zaistniałe wydarzenia przy cennej pomocy zgromadzonych widzów, których jednocześnie motywuje do czynnego udziału w przedstawieniu. Szczególnym charakterem cechuje się również dama z wyższych sfer - Helena Dąbek (Danuta Dolecka), dla której liczy się dobre pochodzenie i wyrafinowane maniery. Rozmowna i towarzyska, stała bywalczyni Galerii Słonecznej i salonu fryzjerskiego „Szalone nożyczki".


"Szalone nożyczki" stanowią zarówno tytuł spektaklu, jak również nazwę nietypowego salonu fryzjerskiego, w którym rozgrywa się akcja sztuki. Założeniem scenariusza „Szalonych nożyczek" było osadzenie fabuły w realiach miasta, w którym sztuka jest wystawiana. Taki zamysł jest strzałem w dziesiątkę, gdyż podczas przedstawienia wędrujemy przez radomskie ulice i miejsca powszechnie znane. Scenografia i rekwizyty (Marek Chowaniec) idealnie współgrają z tym, co się dzieje na scenie. Wystrój salonu fryzjerskiego sprawia wrażenie, że za chwilę zostaniemy poproszeni na fotel i wyjdziemy z teatru w nowym uczesaniu. Można stwierdzić, że nożyczki są rekwizytem, który gra główną rolę w przedstawieniu, gdyż to one są narzędziem pracy fryzjera i nie tylko...

Nad całokształtem spektaklu i jego tak efektownym wykonaniem czuwał doświadczony reżyser i aktor - Jerzy Bończak. Jak sam stwierdził w wywiadzie dla naszego serwisu: - Bardzo się cieszę, że jest on tak popularny i mam nadzieję, że również zostanie on w podobny sposób przyjęty w Radomiu. A właściwie jestem tego pewien, bo jest to taki tekst, który nie może być inaczej przyjęty, choćby ze względu na to, że publiczność uczestniczy w akcji, decyduje o pewnych rozwiązaniach. To jest zawsze atrakcyjne dla publiczności, jeżeli nie jest tylko biernym obserwatorem tego, co się dzieje na scenie.

Większość z nas w dzieciństwie marzyła o tym, żeby stać się policjantem, detektywem czy też aktorem. Spektakl „Szalone nożyczki" daje możliwość realizacji wszystkich skrywanych pragnień, gdyż publiczność gra w tym przedstawieniu jedną z głównych ról, kieruje tokiem akcji, wpływa na rozwój wydarzeń, a także podczas śledztwa zadaje pytania bezpośrednio oskarżonym o morderstwo. Interakcje, jakie zachodzą pomiędzy widownią a aktorami, budzą niezwykłe emocje, ponieważ każdy z nas może znaleźć się na scenie i odegrać w nim krótką rolę. Jak stwierdziła jedna z uczestniczek przedstawienia, Aleksandra "Szalone nożyczki" to: - Fantastyczna, nowatorska sztuka, szczególnie te partie, gdzie publiczność aktywnie uczestniczy w przedstawieniu i ma wpływ na rozwój akcji. Niesamowite doświadczenie dla widza, wystarczy jedyne przełamać wstyd i świetna zabawa murowana. Podziwiam reżysera za odwagę. Mam tutaj na myśli niecenzuralne wstawki, szczególnie te dotyczące kibiców, rzadko można spotkać tego typu elementy w sztukach, a są one odwzorowaniem naszej codzienności. Bardzo podobało mi się również to, że sztuka odgrywana jest w realiach radomskich, dzięki temu jest bliższa mieszkańcom naszego miasta.

Żadna ze współczesnych polskich komedii nie rozśmieszy i nie zmęczy mięśni twarzy tak, jak uczestnictwo w spektaklu „Szalone nożyczki", który od 30 lat nie schodzi z afiszy w Stanach Zjednoczonych. Teraz już wiemy, w czym tkwi swoistość i oryginalność tego przedstawienia. Każdy powinien doświadczyć „tego" na własnej skórze. Według Przemysława: - Prześmieszne dialogi, rozmowy z publicznością i wciąganie widzów w policyjne śledztwo to bardzo charakterystyczne elementy „Szalonych Nożyczek". Najbardziej jednak do gustu przypadła mi nietuzinkowa rola Antoniego Wziętego (Jacek Łuczak), czyli nieco szalonego fryzjera, który swym charakterystycznym zachowaniem (homoseksualista?) budził nagłe wybuchy śmiechu wśród zgromadzonych widzów.

Dorota Trojanowska-Posłuszna
www.cozadzien.com.pl 3.01.2012