Raskolnikowa szkiełko i oko

07.03.2012

 

Teodor Parnicki, krytyk i teoretyk powieści historycznej, znawca literatury rosyjskiej i radzieckiej nazwał Dostojewskiego "ojcem nowoczesnej analizy psychologicznej". Dostojewski dokonał w "Zbrodni i karze" szczegółowej analizy psychiki człowieka, który uważa się za jednostkę wybitną i daje sobie prawo do zbrodni w imię ogólnego dobra społecznego. W "Zbrodni i karze" w reżyserii Grigorija Lifanova znajdziemy to, co u Dostojewskiego najważniejsze, przedstawione z pełnym zrozumieniem tematu i z wyczuciem istoty problemu

W spektaklu Lifanova dużo jest idei i dużo jest walki na argumenty. Zarówno wewnętrznej z sobą i tej zewnętrznej, z otaczającym światem. Najlepszą wykładnią idei głoszonych przez Raskolnikowa, są tezy, które ujawnia w artykule „O zbrodni", opublikowanym na łamach „Słowa Periodycznego". Widać w jego artykule nawiązania do Georga Wilhelma Friedricha Hegla, do Maxa Stirnera, który twierdził, że wybitna indywidualność ma prawo do popełnienia zbrodni, będącej manifestacją absolutnej wolności jednostki. Widać w nim także racjonalizm Kanta, jego koncepcję „czystego rozumu", zdolnego do tworzenia dobra społecznego.

W radomskiej realizacji „Zbrodni i kary" Dostojewskiego widać fascynację reżysera Grigorija Lifanova Dostojewskim i jego twórczością. Lifanov też zawierza rozumowi, sugeruje by zachować prawdę obiektywną. Lifanov podejmuje za Dostojewskim rozważania na temat zbrodni i jej konsekwencji. Nie zmienia nic, nie dodaje nic nowego, jest wierny tradycyjnemu przekazowi.

Raskolnikow (Sebastian Cybulski) u Lifanova jeszcze przed dokonaniem zbrodni jest rozbity wewnętrznie, tłumaczy sobie konieczność jej dokonania poprzez dobro społeczne, dla wyższych celów.

Przeprowadza na sobie swoisty eksperyment z sumieniem, wierzy że jeśli będzie kierował się rozumem, to sumienie się w nim nie odezwie, że nawet popełnienie zbrodni nie wywoła u niego żadnych skutków, bo pojmowane rozumem popełnienie jej jest w pełni uzasadnione.

Nazywa swoją ofiarę wszą ludzką, ale w skutek załamania nerwowego po popełnionym czynie, zaczyna siebie również uważać za taką osobę.

Cierpi, jego czyn pociąga za sobą chorobę. Na zewnątrz dalej pewny swoich racji, wierny swoim ideom, wewnętrznie kruszy się i załamuje.

Dostojewski opisuje Raskolnikowa jako młodziana o wyjątkowo miłej aparycji, o pięknych czarnych oczach, ciemnoblond włosach, wzrostu nieco wyższego niż średni, jest wysmukły i przystojny. Ale rola Sebastiana Cybulskiego zasługuje na uwagę nie tylko przez wzgląd na aparycję i fizyczne podobieństwo. Cybulski wchodzi głęboko w rolę, gra całym sobą, uzewnętrznia wszystkie emocje i rozterki Raskolnikowa. Rozumie jego zagubienie i postępujące szaleństwo, kiedy nie wszystko dzieje się tak, jak dziać się miało. Kiedy biega oszalały po scenie, przez ułamek sekundy zastanawiać się można, czy to na pewno tylko gra, czy aktor znajduje się rzeczywiście w stanie maligny. Mistrzowsko pokazuje skrajne emocje targające Raskolnikowem.

Niezwykłą kreację stworzył Janusz Łagodziński, który gra Porfirego Pietrowicza - sędziego śledczego. Porfiry Łagodzińskiego znajdujący się w opozycji do Raskolnikowa zdaje się przejawiać zaintrygowanie i zainteresowanie ideami Raskolnikowa, chce je poznać. Ich sceniczna dyskusja pozwala na konfrontację antagonistów. Porfiry również kieruje się rozumem, ale tezy, które stawia mają też inne pochodzenie. To bardzo dobra i przemyślana rola, a także interesująca psychologicznie postawa, dzięki której Porfiry Łagodzińskiego może sobie pozwolić na prowokację, kpinę i na stosowanie rozmaitych sztuczek w śledztwie, po to aby zdobyć dowody popełnienia zbrodni. I to on jest tutaj "mistrzem ceremonii". Jego umysł zdaje się świdrować mózg Raskolnikowa i przenikać jego ducha. To gra niezwykle sugestywna i jak się okazuje, dostatecznie efektywna.

Spektakl ma niezwykłą, gęstą atmosferę, którą także zawdzięcza dźwiekowej oprawie Lifanova i scenografii Anny Tomczyńskiej. Muzycznym motywem przewodnim jest tu "Waltz nr 2" Dymitra Szostakowicza. A nieprzerysowana scenografia, utrzymana w trzech dominujących kolorach czerni, bieli i szarości tworzy "klimatyczną", naturalną oprawę. Wpisuje się w podejmowany temat, w trudności oddzielenia dobra od zła, bieli od czerni i w balansowanie pomiędzy odcieniami szarości. Ciekawym pomysłem było zastosowanie przypominających wybiegi dla modelek ścieżek, a także rozsypanie kartek, papieru pomiędzy nimi. Być może na tych kartach spisano idee, ktorymi kierowali się bohaterowie spektaklu. Atmosferę tworzą także latarnie, zapalające się i gasnące w rytm pór dnia, o kształtach jakby wyjętych z epoki. Dopracowany jest również ruch sceniczny, a mimo, że część spektaklu dzieje się poza wzrokiem widzów, mamy również wrażenie uczestniczenia także i w tych scenach.

"Zbrodnia i kara" nie należy do łatwych realizacyjnie dramatów, ale Lifanov dba o swojego widza. Mamy tutaj bowiem Joannę Jędrejek i Michała Górskiego, którzy swoimi rolami wprowadzają choć na krótką chwilę nieco pozytywnych uczuć. Zarysowują tylko swoje postacie, ale w sposób odrywający widza od ogólnego nastroju pozwalając na chwilę oddechu.

Spektakl poddaje w wątpliwość pogląd, że następstwa popełnianych czynów musza być takie jakich oczekujemy i że nie da się zaplanować tego jak, mimo wewnętrznych przekonań, zachowa się nasza psychika. Abstrahując od oczywistego moralnego wydźwięku tego spektaklu, proponuje trudną "rozmowę" i niełatwe rozważania na niełatwe tematy w sposób możliwy do zrozumienia i poruszenia świadomości. Jest bardzo mocny w swoim przekazie, a chociaż zamknięty w półtoragodzinnym przedstawieniu, został dosyć równomiernie rozłożony przy pomocy właściwego rytmu. Nie nudzi ani też nie przytłacza nadmiernymi dawkami psychologicznej i filozoficznej dyskusji. Przeciwnie, każdy ruch dziejący się na scenie, każde słowo i gest bohaterów tego arcydramatu przykuwają uwagę widza i prowokują go do indywidualnych rozważań wynikających z własnych doświadczeń i przeżyć.

Olga Paulina Zielińska
Dziennik Teatralny Radom
07 marca 2012