Dybuk, czyli Duch miłości

W radomskim Teatrze Powszechnym widzowie biorą udział w mrocznym pochodzie w towarzystwie tajemniczego ducha, który wstępuje w ciało żyjącego, aby nawiązać kontakt ze światem rzeczywistym… To pełen tajemnic „Dybuk, czyli Demon z Marianpola” w reżyserii Janusza Wiśniewskiego.

Na scenie Kotłownia pojawia się korowód ludzi poruszających się w monotonnym rytmie, korowód oznaczający odwieczną wędrówkę człowieka. Od wieków mędrcy rozprawiają nad tajemnicą ludzkiej wędrówki, stawiając na szali życie i śmierć, miłość i nienawiść. Atmosfera pochodu wprowadza przygnębiającą prawdę o przemijaniu, której towarzyszy uczucie tęsknoty za dobrem i miłością. Niespełnione uczucie prowadzi do największych poświęceń, a nawet przekraczania pewnych granic – w tym życia.

Sceny cierpienia rozdzielonych kochanków potęguje barwny wizualnie, ale w odczuciu widza przywołujący lęk, pochód zjaw. Poza nimi rabini rozmawiają o tajemnicy istnienia, ale w ich przekonaniu człowiek od zawsze zmierza donikąd. Członkowie korowodu siadają przy stole, palą papierosy i wyrażają swoje opinie (niczym nieróżniące się od poprzednich) na temat kondycji człowieka w świecie. Kiedy nasza egzystencja wydaje się nie mieć sensu, okazuje się, że miłość jest na tyle silna, aby móc pokonać granice nie do pokonania.

W spektaklu daje się zauważyć pewną powtarzalność scen, które nie wyznaczają ani wyraźnego początku, ani końca. Jest to nawiązanie do ludzkiej wędrówki, podczas której człowiek zmierza do tego, co dla niego ważne. Dlatego zjawy ukazują się na scenie, aby nieustannie przypominać o tym, dlaczego i dokąd zmierza każdy z nas. Przekazując prawdy moralne, dotyczące naszego istnienia, na przykładzie nieszczęśliwie rozdzielonych kochanków, udowadniają, że zmagania człowieka nie zawsze dają się racjonalnie wytłumaczyć i często przekraczają granice zdrowego rozsądku.

Spektakl przykuwa uwagę barwnie przeplatającymi się grupami aktorów. Ich różnorodność zaznacza się strojem, fryzurami lub charakterystycznym zachowaniem korowodu oraz rozprawiającego rabina. W odczuciu oglądającego nieistotna okazuje się fabuła przedstawienia, ale przede wszystkim chwilowe wrażenie wejścia pośród uczestników „odwiecznej” wędrówki.

Niewątpliwie stały rytm wyznaczają w spektaklu postaci z zaświatów, które jednak swoim wyglądem w niczym nie przypominają groźnych zjaw. Wręcz przeciwnie, atrakcyjnie ubrane i sensualnie poruszające się kobiety w pewnym sensie oddalają poczucie zagrożenia, by raczej intrygować i mobilizować do właściwego kierunku interpretacji.

Diana Tomaszewska
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia”, nr 144/2015

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X