I śmieszni, i straszni

Twórczość Freda Apkego bez Marty Klubowicz byłaby w Polsce całkowicie nieznana. O tym, że ich artystyczny mariaż ma sens, przekonuje "Zimny prysznic" - wspólna produkcja radomskiego Teatru Kochanowskiego i warszawskiej Komedii.

Nie wiem, jak zaczęła się znajomość niemieckiego reżysera, aktora i dramaturga oraz polskiej aktorki. Pamiętam za to ich pierwsze spotkanie na scenie - w koszalińskim "Fauście" Apke obsadził Klubowicz w roli Mefistofelesa. Pomysł ryzykowny, ale frapujący, a przy okazji niezbity dowód wiary w niepoślednie możliwości zapomnianej przez rodzimych reżyserów artystki. A jednak efekt okazał się dość kuriozalny. Potem już przyszedł czas na małoobsadowe sztuki Niemca, zawsze tłumaczone przez Klubowicz i z nią samą w rolach głównych. "Kura na plecach" wciąż utrzymuje się na afiszu warszawskiego Teatru Na Woli.

 

"Zimny prysznic" przynosi nowy ton w twórczości duetu. Apke napisał bowiem regularną komedię, w wielu momentach zdecydowanie zmierzającą w stronę niezbyt wyszukanej farsy. Dowcipy, jak to w farsie bywa, obracają się często wokół spraw łóżkowych, tematem wielu żartów stają się niesnaski pary bohaterów. Klubowicz z Piotrem Cyrwusem grają małżeństwo, które za wszelką cenę chce się rozstać, ale za cholerę im to nie wychodzi. Są w separacji, spędzają jedną noc w obskurnym hoteliku gdzieś na francuskiej prowincji, będąc w podróży do Hiszpaniii, dokąd jadą, by sfinalizować sprzedaż wspólnego domu. Pełna niespodziewanych przygód noc stanie się z jednej strony pretekstem do zabawy w zadawanie sobie bólu i obnażanie wstydliwie ukrywanych słabości, a z drugiej da okazję, by zacząć wszystko od nowa.

Choć happy end wisi w powietrzu i łatwo go przewidzieć, Apke i Klubowicz nie odbierają widzom zabawy. Postaci grane przez Cyrwusa i Klubowicz nie zabiegają bowiem o ich sympatię. Bywają śmieszni, ale nie ma w tym niczego ujmującego. Reżyser i aktorzy świadomie pozbawiają bohaterów "Zimnego prysznica" komediowego wdzięku. Cyrwus z absurdalną blond fryzurą podkreśla rozmemłanie i małostkowość swego bohatera. Klubowicz zaś tworzy przekonujący portret kobiety decydującej się na podwójne życie. Jedna twarz jest dla opinii publicznej, która ma ją za specjalistkę od terapii małżeńskiej. Ciemniejsze, zatrute kompleksami oblicze, pokazuje tylko w czterech ścianach swego domu. W celowo przerysowanych epizodach towarzyszą im aktorzy z Radomia: Ewa Trochim, Jarosław Rabenda i znany głownie z małego ekra Marcin Rój. Najbardziej podobała mi się Trochim. W roli pełnej energii seksoholiczki jest brawurowa.

Sztuka Apkego to komedia daleka od stereotypów. Wywołuje śmiech, ale i poczucie winy. Bo śmiejemy się z postaci, które rzadko zasługują na współczucie. Częściej budzą irytację, nie dają bezkrytycznie się polubić. Wydaje się zatem, że niemiecki artysta wciela w życie maksymę Gogola "Z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!". Wypada to riieźle, choć przedstawieniu brakuje czasem tempa, przydałyby się skróty. Znać, że reżyser i autor to jedna osoba, i strasznie nawzajem się cenią. Jednak tak czy inaczej "Zimny prysznic" bywa orzeźwiający. Rachunek wypada na plus.»

"I śmieszni, i straszni"
Jacek Wakar
Dziennik nr 226 dodatek - Kultura
26.09.2008
Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X