Nowa premiera teatru

W sobotę aktorzy zaprezentowali spektakl „Niebezpieczne związki”. Było wiele śmiałych scen, ale… widzów chroni szyba

Męski wytrysk na lustrze łazienki to jedna z pierwszych scen sztuki „Niebezpieczne związki", w reżyserii Michała Siegoczyńskiego, pokazanej w sobotę na scenie kameralnej Teatru Powszechnego. O ile piątkowy „Bóg mordu" zachwycił wszystkich, tutaj już trzeba konesera.

Aktorzy porno
Pryskające na lustro nasienie to nie wszystko. Są tam jeszcze sceny kopulacyjne, wzajemne dotykanie części damsko-męskich, pieszczoty damsko-damskie, odpowiednie dialogi i słownictwo tudzież jeszcze inne zdarzenia z tej sfery ludzkiej działalności. Nie może zresztą być inaczej skoro bohaterami spektaklu są aktorzy porno. Ale spoko! Wszystko dzieje się za szklaną szybą, odgradzającą aktorów od widowni. Za szklaną szybą rzeczywistość jest umowna: tam powstaje film porno. Inspirowany powieścią Pierre’a Choderlos de Laclos, którą uwspółcześnia w swoim spektaklu Michał Siegoczyński.

Porno, lecz nie miłość
Przesłanie spektaklu jest czytelne. Do seksu potrzebna jest miłość. Aktorzy porno są tak sfrustrowani, że zagubili siebie. By się odnaleźć muszą nakręcić jeszcze jeden film. Będą to właśnie XVIII-wieczne „Niebezpieczne związki", których śmiała erotyka ma być dodatkową atrakcją filmowej ekranizacji. Śmiała erotyka za czasów de Laclosa, a śmiała erotyka dziś... Ha, ha. Patrzymy więc(z różnym odczuciem) na smaczki, które wyrabiają porno aktorzy naśladujący Markizę (Katarzyna Dorosińska), Madame de Tourvel (Maria Gudejko), Cecile (Magdalena Placek), hrabiego Valmonta (Konrad Korkosiński) i Kawalera Dauceny (Wojciech Wachuda). Te smaczki filmuje uparcie Operator Kamery (Jakub Kryształ), a wyniki jego pracy oglądamy na ekranie. Zagrany z nerwem i zrobiony bardzo sprawnie spektakl - jest w nim i zabawa z popkulturą, i musical, i kabaret, i nawiązanie do różnych filmów - ma być „próbą świeżego spojrzenia na klasykę literatury."
Dlaczego jednak „Niebezpieczne związki" należało uwspółcześnić poprzez porno? Reżyser chciał wzbudzić litość dla sfrustrowanych młodych, którzy zaprzedają się dla pieniędzy. Mnie nie wzruszył. A tak w ogóle, to zamiast sięgać do klasyki literatury i ją „uwspółcześniać", może lepiej napisać własną?

Barbara Koś
Echo Dnia
15.09.2015

 

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X