O dwóch takich...

Czasem przez całe życie wydaje nam się, że chcielibyśmy żyć trochę inaczej, a może nawet całkowicie inaczej. Jedni biorą byka za rogi, kiedy nadarza się okazja, inni – nie wiedzieć czemu – zwlekają zbyt długo i odchodzą, nie smakując uprzednio prawdziwego życia. Na szczęście jest jeszcze jedna grupa i to właśnie o niej – na deskach radomskiego teatru – opowiedziała Julia Wernio. To historia Rene i Simone.

Warto pamiętać, że „miło szaleć, kiedy czas po temu”, ale jak się często w życiu okazuje, „nigdy na nic nie jest za późno”. Obie bohaterki są idealnym odzwierciedleniem jednego i drugiego stwierdzenia, czyli są… zupełnie różne. Przy dokładniejszym ich poznaniu wydaje się, że obie czerpią z życia, ale każda czyni to inaczej. Chociaż wcześniej nie zdawały sobie sprawy, że można funkcjonować w inny sposób, okazuje się, że ten obecny już ich nie satysfakcjonuje. Zarówno Rene, jak i Simone zamykają dotychczasowy rozdział swojego życia. Choć wiele doświadczyły, nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa, ale coś lub ktoś musi je do tego pchnąć.

Dojrzałe kobiety mają pomysł na życie, ale chcą nim zachęcić siebie nawzajem. Obie są szalone, ale każda inaczej. Pokazują inną drogę, dopełniają się, dając od siebie dokładnie to, czego brakuje tej drugiej. Wydaje się, że moment ich spotkania nie jest przypadkowy. Simone wraca do domu, w którym rodzina jest skonfliktowana. Rene, choć lubi słuchać Bacha w samotności, nie jest szczęśliwa w pustym mieszkaniu.

Szaloną postać kreuje żywiołowa Danuta Dolecka, która, wypowiadając kwestie pełną piersią, nie musiałby już ani machać włosami, ani przygrywać swoimi bransoletkami. Spokojnego tonu nadaje zdecydowanie mniej temperamentna Iwona Pieniążek, przynajmniej w pierwszej części spektaklu, dalej trzeba po prostu to zobaczyć…

Podejmują decyzję o wspólnej wielkiej podróży, ale szybko okazuje się, że los niekoniecznie im sprzyja: tracą bagaż i pieniądze. Sytuacja wydaje się bez wyjścia, ale sprowokowane przez los i siebie nawzajem zaczynają „bawić się” sytuacją, momentami ocierając się o zagrożenie. Kradną walizkę, jak się później okaże, z pistoletem w środku. Aby zarobić trochę pieniędzy, tańczą na ulicy, zażywają niedozwolone środki podtrzymujące ich zadowolenie z życia.

Zastanawiające jest, że mimo kolejnych przeszkód kobiety idą pod prąd, ale z korzyścią dla siebie. Odkrywają coraz to nowe obszary swojej osobowości. Cieszą się każdą chwilą, jakby kolejny dzień mógłby być tym ostatnim. Oczywiście może to wynikać ze świadomości przemijania, a przyjęcie nowego stylu życia – ze strachu związanego z samotnością, starością. Obydwie bawią się jakby chciały zapomnieć o codzienności. Chyba nie mają już siły stawiać czoła problemom, dlatego podejmują ryzyko, które – na swój sposób – sprawia im radość, podnosi adrenalinę.

Zupełnie nie powinno przeszkadzać widzowi to, że na scenie nie ma scenografii, poza metalowym łóżkiem i krzesłami. Uwaga koncentruje się raczej na kontraście osobowościowym, nawet w najmniejszych detalach gestykulacji, mimiki twarzy czy stroju. Zastanawia też ciekawe ujęcie różnego sposobu postrzegania otoczenia, ale jednocześnie bardzo bliskim odczuwaniu wielu spraw. Czy rzeczywiście tak bardzo różnimy się między sobą? Czy człowiek stwarza tylko pozory? Ale po co?

Diana Tomaszewska
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia" nr 130/2015, 12.03.2015



Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X