Prasa o spektaklu

(…) Reżyser i choreograf „Ani”, Wojciech Kępczyński, kocha, jak wiadomo, musicale. I Wojciech Kępczyński zrobił z „Ani” Broadway. Nie zarzut to, broń Boże, lecz pochwała. W tym rozśpiewanym i roztańczonym spektaklu najlepiej wychodzą właśnie sceny zbiorowe. Są one wręcz ozdobą spektaklu.
(…) Rudowłosą Anię gra Katarzyna Krzyszkowska-Sut. Robi to z wdziękiem i nic dziwnego, że zbiera oklaski.

Barbara Koś, Ania na Broadwayu, „Słowo Ludu” 1994, nr 223 z dn. 26.09.

 

 

(…) Premierowa publiczność długo biła brawa. Ten spektakl, mimo niewątpliwych wad, i tak będzie przebojem. (…) Wadą podstawową jest zbyt poszarpana i spłycona adaptacja powieści Lucy Maud Montgomery, dokonana przez Henrykę Królikowską i Macieja Wojtyszkę. Mimo to reżyserowi udało się stworzyć pełne uroku widowisko. Niewątpliwą zaletą jest też scenografia autorstwa Małgorzaty Treutler.
(…) Bardzo pomysłowo, w formie papeterii, wydano program spektaklu.

(sen), Kochamy Anię, „Gazeta Wyborcza” (Radom)  1994, nr 224 z dn. 26.09.

 

(…) Pierwsze chwile spektaklu olśniewają urodą scenografii i muzyki, sprawnością montażu. W kilka minut pokazano nam wszelkie możliwości sceny obrotowej. (…) Kępczyński od razu sprzedaje cały swój pomysł na spektakl. (…) Machina teatralna nie może być jedynym pomysłem na spektakl. Aktorzy, no cóż, grają dla dzieci. Być może jestem niesprawiedliwa, ale nie znoszę tej specyficznej maniery, z jaką część aktorów zwraca się do dzieci. Kreowane w tym stylu postacie nieuchronnie zbliżają się do karykatury. Przerysowane gesty, mimika, ton głosu. Danuta Dolecka jest tego typowym przykładem. Katarzyna Krzyszkowska-Sut jako Ania tworzy wyłącznie zbiór mniej lub bardziej zabawnych póz. Choć trzeba przyznać, że robi to z ogromnym wdziękiem, to jednak Anna Shirley zasłynęła nie tylko tym, że była śmieszna. Do tej galerii zabawnych karykatur wyraźnie nie należy Maryla grana przez Krystynę Rayską. Daje dowód na to, że grać dla dzieci można tak samo jak dla dorosłych. Oszczędnymi środkami buduje postać naprawdę poruszającą.
(…) Przy tym wszystkim jest to spektakl naprawdę ładny. Wiele w nim uroczych scen. Sprawia jednak wrażenie stylowego, bezużytecznego cacka. Jest jak sukienka z bufkami (…) – miło popatrzeć, ale nikt już w tym nie chodzi.

Edyta Biernacka, Sukienka z bufkami, „Gazeta Wyborcza” (Radom) 1994, nr 240 z dn. 14.10.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X