Prasa o spektaklu

(…) Po premierze ktoś powiedział, że „Biczysko leci Malajkatem” (gra tytułowego bohatera w warszawskiej realizacji). Uprzejmie się z taką opinią nie zgadzam. Biczysko „leci” sobą. I to dopiero mnie martwi. Nie widzę niestety różnic w prowadzeniu roli Allana i Pidgena, bohatera „Okna na parlament”.
(…) W ogóle sceny „z wyobraźni” wydają się najmocniejszą stroną spektaklu, w czym sporo zasługi reżysera, bo rozbudował je o najróżniejsze cytaty. Ale trudno pominąć wysiłek aktorów, którzy pomysłom usiłowali sprostać na scenie.

Rezoner, Miłość nade wszystko, „Dziennik Radomski” 1994, nr 120 z dn. 23.06.

 

Radomski spektakl „Zagraj to jeszcze raz” Woody Allena jest jak statyczne życie: częściowo udany. Udana jest scenografia i oprawa muzyczna. Udane amerykańskie standardy rewiowe w wykonaniu wybitnie zdatnych dziewcząt. Godne odnotowania są dobre kreacje aktorskie Stanisława Biczysko, Andrzeja Bieniasza, Magdaleny Cwenówny, Zdzisława Sobocińskiego, Małgorzaty Kalamat i Danuty Doleckiej. Czaruje ruch sceniczny i pełna wdzięku choreografia Wojciecha Kępczyńskiego. Jednakże te wszystkie bezsporne atuty tylko z wielką biedą kleją się w jakiś w miarę jednolity przekaz myślowy. To scalanie się i natychmiastowe rozpadanie elementów składowych przedstawienia można byłoby potraktować nawet jako zamierzony efekt artystyczny, gdyby nie zbyt wielka jednak porcja nudy, jaka dosyć często wręcz zieje ze sceny.

Lornetka, Widzowie mają już dosyć sztuk rodem z Ameryki?, „Życie Radomskie” 1994, nr 115 z dn. 18.05.

 

Na sobotniej premierze ze słynnego poczucia humoru W. Allena pozostało bardzo niewiele, pojawiło się natomiast mnóstwo wyreżyserowanych gagów.
(…) Termin sobotnia premiera zasługuje tu na szczególne podkreślenie, gdyż spektakl A. Hanuszkiewicza jest wciąż dziełem nie skończonym. (…) Nawet między próbą generalną a premierą tekst ulegał przeróbkom. Aktorzy nie bardzo wiedzieli, co mają grać, a co już w międzyczasie „wypadło”. Widzowie, którzy wykupili w ciemno niemal wszystkie bilety na cały tydzień, mają więc szansę oglądać dzieło coraz bardziej doskonałe, może nawet bez dłużyzn.

/ZB/, Wielka improwizacja, „Echo Dnia” 1994, nr 92 z dn. 16.05.

 

(…) Właściwie nie zostaje po obejrzeniu tego spektaklu jeden mocny obraz, jedno wrażenie czy myśl. Zostaje w pamięci wiele kolorowych stop-klatek – jak po obejrzeniu filmu z wartką akcją. (…) Gorzej jest natomiast z grą aktorów. Widać to już od pierwszej sceny. I choć potem nie razi tak bardzo dzięki rosnącemu tempu przedstawienia, trudno ukryć fakt, że każda z trzech głównych ról jest z innej bajki.
(…) W sumie jest to naprawdę dobry spektakl, sprawnie zrealizowany, trochę do śmiechu, a trochę do podumania nad ludzkim życiem. Jeśli tylko aktorzy staną się na siebie nieco bardziej wrażliwi, będzie to na pewno najbardziej warta polecenia premiera mijającego sezonu.

Edyta Biernacka, Historia jak w Casablance, „Gazeta Wyborcza” (Radom) 1994, nr 127 z dn. 3.06.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X