Prasa o spektaklu

(…) Satyra w stylu Urbana, aluzje personalne, nachalna aktualizacja i dosłowność zupełnie do Stanisława Ignacego Witkiewicza nie pasują. Drastycznie obniżają jego rangę jako filozofa i wizjonera psychospołecznej degrengolady ludzkości XX wieku. I to jest moim zarzutem pod adresem reżysera tego spektaklu. Dlaczego imputuje genialnie niepowtarzalnemu autorowi wątki i motywacje całkowicie mu obce? Płaskie w dodatku.
(…) Reżyser albo nie rozumie przesłania albo je lekceważy. Spektakl można by z czystym sumieniem uznać za żenującą klapę, gdyby nie wspaniałe kobiety. (…) Witkacy rozumiał je i kochał. Z wzajemnością. Halina Chmielarz (Spika Tremendosa) stworzyła wspaniałą kreację, prawdziwie witkacowską. Dzielnie sekundowała jej Małgorzata Jędruszczak (Rosika Prangier), a także Maria Chruścielówna, Anna Ramza i Danuta Dolecka. Z ról męskich w stylu sztuki utrzymali się jedynie Włodzimierz Mancewicz (Melchior Abłaputo) i Jarosław Rabenda (Seraskier Banga Tefuan). Całkowitym natomiast nieporozumieniem była wodewilowa rola Stanisława Biczysko (Bałandaszek).
Radomski teatr przez szereg lat za dyrekcji Zygmunta Wojdana kultywował tradycje sceny politycznej. Obok pozycji przeciętnych odnotował też wówczas kilka wartościowych dokonań, jak chociażby refleksyjne „Przedwiośnie” i diabolicznego „Kordiana” w pierwszej połowie lat 80. Aktualnie inscenizacja zdaje się nawiązywać do tamtego okresu. Chce też być głosem w dyskusji o przyszłości naszego narodu i państwa. Szkoda, że głosem mało przemyślanym.

Lornetka, Gwałciciele czystego powietrza, „Życie Radomskie” 1992, nr 259 z dn. 30.09.

 

(…) „Oni” w reżyserii Jacka Zembrzuskiego to przedstawienie kontrowersyjne. Pojedynek z trudną materią Witkacowskiego dramatu zakończył się bowiem po części porażką, a po części zwycięstwem. Reżyser, chcąc podkreślić aktualność „Onych”, wzbogacił swą inscenizację dość dyskusyjną symboliką. (…) Wymowa polityczna spektaklu była aż nazbyt oczywista. (…) Symbole rażą publicystyczną dosłownością. W ten sposób, niewątpliwie szlachetny zapał polemiczny reżysera spłycił wielowarstwową wymowę dramatu Witkacego. To, że nie przytłumił jej zupełnie, jest zasługą radomskich aktorów. Stanisław W. Biczysko grający Kaliksta Bałandaszka, przekonująco połączył wyrafinowane przeestetyzowanie tej postaci z jej zamiłowaniem do uciech świata tego. Halinie Chmielarz udało się wydobyć z postaci Spiki zarówno jej żałosny demonizm, jak i bezradną, spragnioną zwykłej czułości kobiecość. Świetną kreację intelektualisty, rozdartego między zależnością od rządzących ideologów, a świadomością siły swojego rozumu, stworzył Jarosław Rabenda (Seraskier Tefuan). (…) Mimo wszystkich zastrzeżeń warto „Onych” zobaczyć.

Tomasz Tyczyński, Teatr żyje. Było kontrowersyjnie, „Gazeta Wyborcza” (Radom) 1992, nr 291 z dn. 11.12.

 

(…) Radomski spektakl jest niezwykle czytelny i klarowny. To oczywiście zasługa i reżysera, i aktorów. Tym razem wszyscy stanęli na wysokości zadania. Jakże wzruszający, przejmujący i bezbronny jest Stanisław Biczysko w scenie niszczenia galerii (…). Można, naturalnie, czepiać się pewnych zbyt „satyrycznych”, jak na Witkacego, gierek. Ale po co? Nie one świadczą przecież o tym, naprawdę, udanym przedstawieniu.

Barbara Koś, „Oni” już są, „Słowo Ludu” 1992, nr 252 z dn. 27.10.

 

(…) Parę rzeczy trudno mi zrozumieć. Choćby pewną jarmarczność kostiumów, choćby wymowę niektórych gestów. (…) Do interpretacji ról wnosiłabym najmniej zastrzeżeń. Na pewno spektakl „niesie” postrach Bałandaszka. Czasem śmieszy, ale nie wywołuje irytacji. To zasługa Stanisława W. Biczysko i aż żal, że akurat podczas tego przedstawienia ta sceniczna postać umknęła uwadze widzów. Nie najgorzej radzi sobie z trudną rolą Spiki – Halina Chmielarz, choć momentami „rysuje” postać zbyt grubą kreską. Cieszy, że Jarosław Rabenda potrafi znakomicie sprostać różnorodnym zadaniom aktorskim. I tym razem trudno nie zauważyć jego Banga Tefuana (…).
Urokowi teatralnej magii (…) ulegamy w różnym stopniu. Ja tym razem w ogóle się jej nie poddałam.

Krystyna Kasińska, Blaga nienasyconych oberwańców, „Dziennik Radomski” 1992, nr 233 z dn. 27-29.11.

 

 (…) Przestrzeń Sceny Kameralnej jest zakomponowana tak różnorodnie i bogato, że nawet gdyby się nic nie działo, jest o co oko zaczepić, jest się czym zabawić w skojarzenia. Ale dzieje się, i to w niezłym tempie, bo tekst został mocno okrojony z Witkacowskich makaronicznych epitetów. Kostiumy Onych są mieszanką mód pop-kulturowych z „biznesowym” stylem dzisiejszych nowobogackich. (…)

Hanna Baltyn, Czy oni to czasem nie my?, „Teatr” 1992, nr 12, s. 29.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X