Prasa o spektaklu

(…) Pociechą dla Wojciecha Kępczyńskiego, który odważnie, wręcz z ułańską fantazją, spróbował amerykański sławny musical „The Fantasticks” przenieść do naszego miasta, może być fakt, że radomskim przedsiębiorcom też czasem biznes nie wychodzi. Reżyser za bardzo zaufał swojej rutynie i wykonawcom. Tymczasem zaledwie jeden January Brunclow spełnił surowe wymagania prawdziwego musicalu. Reszcie, dosyć dobrej aktorsko, zabrakło głosu i dynamiki.

Lornetka, „The Fantasics” z fantazją do nas przeniesiony, „Życie Radomskie” 1992, nr 222 z dn.17.09.

 

(…) Spójrzmy teraz, co udało się osiągnąć twórcom radomskiej inscenizacji „The Fantasticks”.
Muzyka. Właściwie poza piosenką „Hallo…” (…) kompozycje Harvey’a Schmidta nie od razu wpadają w ucho. Sądzę jednak, iż „urodę” zyskują dzięki ich opracowaniu Konstantina Ivleva (rozpisanie melodii na harfę, instrument rzadko spotykany w teatralnej aranżacji) oraz mistrzowskiemu wykonaniu fortepianowych solówek przez p. Ivleva – nowego kierownika muzycznego naszego teatru.
Inscenizacja. Nie tyle wystawna, co pomysłowa. Kostiumy Małgorzaty Treutler cieszą oczy grą barw, a niektóre rozwiązania – pomysłowością (…).

Aktorzy. (…) Moim zdaniem aktorstwo jest najsłabszą stroną tego spektaklu. Para głównych bohaterów nie sprostała zadaniu. Śliczna Małgorzata Jędruszczak (Luiza) prezentuje się wspaniale, szczególnie ubrana w „hiszpańską” kreację. Niestety zupełnie nie daje sobie rady z trudnymi partiami wokalnymi. Tomasz Bartlewicz (Matt) ma wprawdzie mocny głos, ale śpiew nie zawsze mu wychodzi, a – poza tym – jego wygląd zupełnie nie przystaje do mojego wyobrażenia scenicznych amantów. Nieźle radzi sobie January Brunclow (Ell Gallo) – głos ma matowy, niezbyt silny, ale w wokalnych partiach radzi sobie, znakomicie „gospodarując” oddechem. (…) Niestety, cała trójka mówi zbyt cicho, a w niektórych chwilach także niewyraźnie.
Zwycięsko wychodzi z musicalowej próby „stara gwardia”. Od „rodzicielskiego tandemu” młodzi mogliby się jeszcze wiele nauczyć: dykcji, mimiki, emisji głosu – i od Stanisława Biczysko, i od Andrzeja Bieniasza. Od tego drugiego – dodatkowo – godnej pozazdroszczenia kociej miękkości ruchów. Warto zauważyć rolę Konrada Fulde, któremu – w chwili obchodzenia 30-lecia własnej pracy – powierzono rolę starego aktora: niepotrzebnego już, ale wciąż mającego o sobie wysokie mniemanie.

Na szczególne zaś wyróżnienie zasługuje, według mnie, rola Mortimera. To, co z epizodu scenicznego zrobił Jarosław Rabenda, stało się majstersztykiem scenicznym: i ruchowym, i mimicznym.
Z czystym sumieniem zatem piszę: mimo kilku dobrych momentów, mnie spektakl nie zachwycił, lecz życzę, by zdobył uznanie widzów w myśl zasady: de gustibus non disputandu
m…

Krystyna Kasińska, Drogi gwałt I klasy, „Dziennik Radomski” 1992, nr 194 z dn. 2-4.10.

 

(…) Nie wierzymy oczom. Ani uszom, co chyba w musicalu gorsze. Drżymy wręcz o głos Małgorzaty Jędruszczak (Luiza), zwłaszcza, kiedy bierze wyższe tony. Nie potrafi wzbudzić naszych uczuć Tomasz Bartlewicz (Matt). Jak z innej sztuki są Konrad Fulde (…) i Jarosław Rabenda (…). Jeśli dodać, że ze sceny wieje nudą, akcja za nic nie nabiera tempa, a o „fantazji inscenizacyjnej” można jedynie marzyć, dalsze rozpisywanie się na temat radomskiego „The Fantasticks” można uznać za zbędne. Należy tylko współczuć Włodzimierzowi Mancewiczowi, bo publiczność oglądała go już w nieco lepszych rolach, oraz Lilianie Brzezińskiej i Danucie Doleckiej. A dla podtrzymania ducha – przeczytać wspaniały program.

Barbara Koś, Fantastyczny kiks, „Słowo Ludu” 1992, nr 218 z dn. 17.09.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X