Prasa o spektaklu

(…) Scenografia to ważna i udana rzecz w tym spektaklu. Dyskretnie ukryty jest i katafalk, tkwiący tu od śmierci dziadka, i kołyska dziecięca, choć jej wychowanek, Artur ma dziś 25 lat… (…) Wśród siódemki aktorów bez wątpienia na czoło wysuwają się Danuta Dolecka – Eleonora i Włodzimierz Mancewicz – Wuj Eugeniusz. Dolecka skupia uwagę widowni zarówno kiedy prowadzi dialog i wtedy, kiedy sztywno i nieruchomo siedzi obok Babci Eugenii. Z przyjemnością śledzę coraz lepsze role tej aktorki. Mancewicz idealnie realizuje sobą zamysł Mrożka: „zakurzony i nieśmiały, a równocześnie siwy i dostojny”.
(…) Choć reżyser, Zygmunt Wojdan, wyznaje, że centralną postacią „Tanga” jest dla niego Stomil, mimo wszystko pozostaje nim jednak Artur. Jarosław Rabenda jest jakby nierówny. Przekonujący, kiedy przeprowadza intrygę rodzinną, „aby świat wrócił do normy”, kiedy oświadcza się Ali, kiedy chce zmusić ojca, aby z rewolwerem wpadł do pokoju matki… Ale już pewne kwestie III aktu brzmią w jego ustach nieco rezonersko. (…) Sądzić trzeba, że właśnie młoda widownia przyjmie Artura – Rabendę z zainteresowaniem i sympatią. Podobnie jak pełną wdzięku i… seksu Małgorzatę Jędruszczak – Alę. To dobry „nabytek” radomskiego teatru.

Barbara Koś, „Panie Geniu, zatańczymy…?”, „Słowo Ludu”, 10.01.1992.

 

„Tango” w radomskim teatrze trafiło w swój najlepszy czas, nie powinno to jednak budzić radości czy otuchy, przeciwnie – jest to powód do niepokoju. (…) Zygmunt Wojdan jest reżyserem wrażliwym na tętno czasów, w których żyje i tworzy, ale jest zarazem artystą powściągliwym, czujnym.
(…) Jest tu kilka znakomitych ról, a na szczyty swych talentów aktorskich wznosi się para Włodzimierz Mancewicz (wuj Eugeniusz) i Andrzej Bieniasz (Edek). Akcja rozgrywa się symultanicznie i polifonicznie: wszystkie rodzaje sztuk atakują widza jednocześnie (obraz, słowo, muzyka). To coś zupełnie nowego na tej scenie. Nikt nie szarżuje, wszyscy dbają o autentyzm. Prawdziwy jest zramolały i podatny na wszelkie wpływy Eugeniusz, prawdziwy jest w swej ewolucji Edek, żarliwy Artur – Jarosław Rabenda, o którym wiele dobrego jeszcze usłyszymy – ten aktor nie tylko dobrze się zapowiada, on umie władać swym talentem!
(…) Nie ma tu ról słabych, są dobre i wybitne, jest harmonijne współdziałanie, zrozumienie Mrożka i intencji reżysera, jest zabawa poprzez grozę, jest dramat pomieszany z groteską. To dobrze, że na otwarcie sceny wybrano sztukę mądrą i drapiącą polskie rany.

Stanisław Mijas, Groteska czy upiorna groźba?, „Echo Dnia”, 10.01.1992.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X