Prasa o spektaklu

Radomskie „Dożywocie” rozpoczyna się interesującą muzyką. Motyw ten przewija się w spektaklu jeszcze kilka razy. Przedstawienie grane jest bez skrótów i reżyserskich pomysłów. Nieco życia i humoru wnosi w jego senny rytm Konrad Fulde. Jego Łatka jest zabawny a nawet sympatyczny. Na uwagę zasługuje także interesująco zagrany epizod Twardosza (Andrzej Redosz) i Filip w wykonaniu Jarosława Rabendy. Małgorzata Rudnicka (Rózia) zrobiła wszystko, żeby przejść przez ten spektakl niezauważona. Jako jedyna kobieta w tej komedii powinna wnieść do przedstawienia przynajmniej trochę wdzięku. Nie uwydatnia ani poczucia nieszczęścia, jakim byłoby małżeństwo z Łatką, ani radości z ostatecznego związku z Leonem. Choć rzeczywiście nie ma się z czego cieszyć, gdyż Birbancki w wykonaniu Zbigniewa Janiszewskiego jest postacią bezbarwną i nieciekawą.

To.Ma., Radomskie „Dożywocie”, „Goniec Teatralny” 1991, nr 13 z dn. 1.04.

 

(…) Nie sztuką jest błysnąć aktorowi na tle słabego zespołu, jeśli ma opanowane rzemiosło, talent i temperament. Konrad Fulde ma te cechy, nie jest jednakże sztukmistrzem w popularnym znaczeniu tego słowa. Nie jest także – co pragnę podkreślić z naciskiem – gwiazdą na szarym firmamencie. Profesor Maria Kaniewska – reżyser radomskiego „Dożywocia” Aleksandra Fredry – nie oszczędza żadnego aktora, szanując intencje autora, który pana Łatkę sknerę, lichwiarza, wydrwigrosza i oszusta matrymonialnego posadowił jako postać centralną.
Koncert gry aktorskiej Konrada Fulde nie odbywa się zatem w próżni scenicznej, jest to koncert orkiestry kameralnej, grającej może nie brawurowo, ale zgodnie i rzetelnie. Mimo iż „Dożywocie” obciążone jest legendą jednej, popisowej roli, w radomskim spektaklu ról interesujących jest kilka.
(…) Orgon Kozyrskiego wyrywa się ze sztampy, budząc nie litość, lecz sympatię. Kapitalnie rozgrywa swą półniemą rolę Andrzej Redosz jako Twardosz. Scena jego „pojedynku” z Łatką jest przeurocza, duet wspaniały, gdyż partnerzy nie tylko się wzajemnie słuchają, ale bacznie obserwują. Jest w tym coś z gombrowiczowskiego pojedynku na miny, ale jest to fredrowskie „robienie gęby”. Ryszard Maria Fischbach (Doktor Hugo) nawiązuje do pięknych tradycji prezentowania na scenie postaci pełnokrwistej, barwnej, stylowej. Trudno byłoby wymagać takiego pełnego wejścia w epokę od aktora młodego, a przecież Zbigniew Janiszewski dzielnie sobie poczyna w roli Birbanckiego. Że trochę przypomina współczesnego birbanta? To i lepiej, jest sobą. O pełnym sukcesie może mówić Małgorzata Rudnicka  (Rózia), mimo iż autor poskąpił tej postaci barw. Podobnie współgrają stylowo z całością przedstawienia Wojciech Ługowski i Bogusław Wiśniewski jako bracia Lagenowie, a Jarosław Rabenda obdarzył Filipa właściwościami prawdziwie komediowymi. Wcale nie drugorzędnie potraktowali swe zadania Wawrzyniec Szuszkiewicz i Igor Polak dając tym świadectwo ambicji i umiejętności.

Stanisław Mijas, Benefis Konrada, „Słowo Ludu” 1991, nr 73 z dn. 27.03. 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X