Prasa o spektaklu

(…) Wdzięczny to materiał dla aktorów, reżysera i inscenizatora. Odnoszę wrażenie, że te szanse wszyscy twórcy spektaklu radomskiego wykorzystali, chociaż każdy w ramach własnych możliwości.
(…) Mówiąc o szansie dla aktorów, mam na myśli ciekawie, kontrastowo i indywidualnie zarysowane postacie. I tak Andrzej Iwiński – ambasador króla Franzuzów – jest od początku do końca i konsekwentnie postacią operetkową, bawi i śmieszy widownię zgodnie ze swoim emploi. Inaczej Wiesław Ochmański – angielski gentleman w każdym calu, flegmatyczny, zdecydowany i skryty. „Austriak” Władysław Staniszewski prezentuje godny monarchy sposób bycia i myślenia. Natomiast Włodzimierz Mancewicz, strzelający seriami ze szpicruty, jako Prusak nie uznaje myślenia w ogóle, tylko pokrzykiwanie i groźby. To bardzo krwista postać (…). Tak zagrać wyrafinowaną tępotę i prostactwo, groźne w skutkach, przemyślane w każdym geście i słowie, potrafi tylko Mancewicz. Na podobne uznanie zasługuje Stanisław Kozyrski, ambasador cesarza Rosji – rozlewny i rubaszny, kiedy trzeba. Słowianin z duszą satrapy, łagodzący konflikty, czujący przewagę nad partnerami.

(…) Mamy więc zabawę, ale przyprawioną mądrą refleksją, w niczym nie kamuflowaną, nie naciąganą, uniwersalną, więc godną teatru.

Stanisław Mijas, Europa, dyplomaci i kurtyzana, „Słowo Ludu” 1987, nr 140 z dn. 17-18.06.

 

(…) „Obiad dyplomatyczny” w swym założeniu miał wszelkie cechy, by stać się wspaniałą farsą. Gagi, zabawne dialogi, absurdalne rozwiązania i karykaturalne skreślenie postaci, atrakcyjną scenerię pałacyku pod Neapolem. Wszystko to powinno sprawić, by widzowie przez cały spektakl płakali ze śmiechu. Ale tak się nie dzieje.
(…) Dlaczego na widowni radomskiego teatru widzowie śmieją się cichutko? Prawdopodobnie dlatego, że aktorzy sami bawią się zbyt dobrze. Opowiadają kawały, ale dla siebie. I tylko uważny widz może w tym dostrzec zamysł reżysera.
Jednak mimo tych drobnych niedociągnięć przedstawienie jest ciekawie przygotowane i ogląda się dobrze. Zasługa to oprawy plastycznej i rozbierającej się na scenie aktorki. W sumie spektakl Teatru Powszechnego mile mnie rozczarował. I choć zespół nie może się równać z krakowskim Teatrem Starym czy warszawskim „Ateneum”, to jednak ma wierną widownię, która chętnie przychodzi na nowe spektakle.

Bożena Wiktorowska, Teatr, „Razem” 1987, nr 44 z dn. 1.11.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X