Prasa o spektaklu

(…) Iredyński żył i tworzył między rozpaczą a nadzieją. Czego w nim było więcej? Z radomskiego „Okna” wynika, że rozpaczy i niewiary. Przez ponad godzinę obcujemy z postaciami odrażającymi, cynicznymi i zwyrodniałymi. Jeżeli możemy do nich żywić jakieś uczucia, to odrazy, a nitkę sympatii tym łatwiej zdobywa Starsza Pani (Renata Kossobudzka) i bohater główny – Krzysztof (Jerzy Stępkowski).
(…) Przepiękna, tajemnicza i pobudzająca wyobraźnię poetyka słuchowiska, w którym bohater wypatruje godzinami czy nawet dniami i nocami ognika z mieszkania naprzeciwko, snując w tym czasie monolog wewnętrzny, tu przestaje istnieć, wszystko zostało zbanalizowane i sprowadzone do „draki”, „rozróby” i rodzajowych scenek.
(…) Jerzy Wasiuczyński, mając do dyspozycji opisane wyżej tworzywo i dobrawszy sobie takich a nie innych wykonawców, poniósł konsekwencje za wszystkich. Jako doświadczony reżyser i aktor powinien był przecież zdawać sobie sprawę z ryzyka rozdymania kameralnego wydarzenia w spektakl.

(…) Należy żałować, że tym razem teatr daje nam tylko namiastkę satysfakcji, a przecież z bogatego dorobku Iredyńskiego można było wybrać coś i godniejszego, i atrakcyjniejszego, stawiającego jakieś ambitniejsze zadania przed aktorami. Widok z tego „Okna” zamyka ściana. Płaczu.

Stanisław Mijas, „Okno” po remoncie, „Słowo Ludu” 1986, nr 1424 z dn. 5.12.

 

(…) Muszę (…) powiedzieć, że wychodziłem z teatru z poczuciem zawodu, niedosytu, jakiejś niepełności, czegoś bardzo powierzchownego. (…) Zachodziłem w głowę, gdzie przyczyna owego „nienasycenia”, bo przecież reżyserii nie można – tak się przynajmniej zdaje – nic zarzucić. Więc co z tym fantem zrobić?
Myślę, że odkryłem tajemnicę tego przedstawienia: ono jeszcze nie było gotowe do publicznego wystawienia, choćby dlatego, że aktorzy nie znali tekstu na pamięć i najpierw słychać było na widowni suflera, a potem aktora. Konsekwencją tego stanu rzeczy była określona postawa bohaterów (aktorów), którzy poruszają się niepewnie, mówią niewyraźnie. Cała ich uwaga skupiona jest na słuchaniu.
(…) To dobrze, że radomski teatr dorobił się już video i uznał za stosowne pochwalić się w tym przedstawieniu aż trzema ekranami, na których pojawiają się te same obrazy zsynchronizowane ze sobą. Zastanawiam się tylko nad funkcją sprzętu video w tym spektaklu. Jedyne wytłumaczenie, jakie znalazłem dla tego zabiegu: aktorzy wstydzili się śpiewać na scenie, więc robią to na ekranie. (…) Przedstawienie „Okna” na skutek wprowadzenia video utraciło przejrzystość oraz jednolitość stylistyczną, robi wrażenie fragmentarycznego, składającego się z epizodów. (…) Samą sztukę odczytano zbyt powierzchownie, sprowadzając jej problemy do wymiarów ekscesu towarzyskiego. Konsekwencją takiego odczytania tekstu jest wspomniane „puszczenie” sztuki, aby grała się sama.

(…) Na zakończenie trzeba stwierdzić, że nie jest to błyskotliwe otwarcie sezonu w Radomiu.

Stanisław Żak, „Okna” Iredyńskiego w Radomiu, „Przemiany” 1986, nr 11, s. 38.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X