Prasa o spektaklu

(…) Radomskiego „Kordiana” wystawiono z rozmachem. Rozgrywa się na wielu planach, korzysta z całej przestrzeni sceny i widowni. Pomaga w tym konsekwentna i przemyślana scenografia Jerzego Michalaka i Karola Jabłońskiego. Rzadko mamy do czynienia z tak monumentalnym spektaklem w mniejszych ośrodkach teatralnych. Szkoda jedynie, że kreacja tytułowa Andrzeja Redosza nie w pełni przekonała o Kordianowej sile umysłu i odwadze jego sądów.

Jacek Lutomski, „Kordian” w malignie, „Rzeczpospolita” 1985, nr 181 z dn. 6.08.

 

(…) Widzowi spektaklu czy inscenizacji w radomskim Teatrze Powszechnym nasuwają się pytania – wydaje mi się – zasadnicze: czy ta inscenizacja Zygmunta Wojdana wychodzi poza któryś ze znanych kontekstów? Innymi słowy, czy reżyser Zygmunt Wojdan, dostrzegł nowe wartości filozoficzne, narodowe, patriotyczne w dramacie Słowackiego? Chyba nie! Trudno przecież uznać za rewelację wprowadzenie dwóch czy trzech tekstów lirycznych, które funkcjonują jako przerywniki.
(…) Karol Jabłoński umie świetnie wprowadzić do każdego niemal spektaklu elementy plastyczne zsynchronizowane z całością przedstawienia, współgrające z sytuacją dramatyczną. A to przecież znakomicie integruje zróżnicowane elementy dramatu, zwłaszcza dramatu tak niejednolitego, jak romantyczny „Kordian” J. Słowackiego. Tym razem Karol Jabłoński wraz z Jerzym Michalakiem stworzył oprawę, która w dużej mierze nadaje tej inscenizacji jednolity styl. Utrzymanie całości scenografii w tonacji ciemnej czyni ją nader funkcjonalną zarówno w scenach realistycznych jak i sennych.
Natomiast można mieć pewne wątpliwości co do linii interpretacyjnej dramatu. Zaznaczam, tylko wątpliwości, które w niczym nie umniejszają ani wysiłku reżysera, ani pracy zespołu, rozgrywającego na scenie jedno z bardziej interesujących przedstawień. Więc uczyniwszy powyższe zastrzeżenie, chcę powiedzieć, że ta konwencja realizmu i fantazji (jak w „Dziadach”) jest już zbyt prosta i dla współczesnego czytelnika czy widza trąci komentarzem ze szkolnego podręcznika.

(…) Interesująco skonstruowana została scena „Warty” (akt III, sc. V), bardzo dynamiczna jest również rozmowa cara z Konstantym (akt III, sc. IX). Dzięki aktorstwu Waldemara Walisiaka (car) i Stanisława Kozyrskiego (Konstanty) ten dialog braci przekształcił się w autentyczny rachunek sumienia, w prywatny proces rozliczeniowy między tymi dwiema personami. Stanisław Kozyrski, poprowadzony – sądzę – przez reżysera, gra rzeczywiście „tygrysa”.
(…) Nie jest to więc przedstawienie jednolite stylistycznie, zwłaszcza w linii interpretacyjnej, stąd zwróciłem uwagę na niektóre sceny, wyróżniające się w całości spektaklu. Rozmach (czyżby zamiłowanie do gigantyzmu?) nie prowadzi do tworzenia monumentalnego widowiska, daje jednak wyobrażenie o możliwościach teatru i ambicjach jego kierownictwa. Jest to przedstawienie interesujące.

Stanisław Żak, „Ja wam zapał poety na nici rozprzędę...”, „Przemiany” 1985, nr 6.

 

(…) Jak prezentuje się ona natomiast jako dzieło sztuki? Czy osiąga te szczyty artyzmu, które przywykliśmy łączyć z klasyką narodową? Inscenizacja jest niewątpliwie wielkim sukcesem reżysera i całego zespołu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje świetna kreacja Piotra Bąka jako Szatana, Andrzej Redosz (Kordian) w przenośni i dosłownie pozostaje w jego cieniu. Warto też podkreślić dużą ekspresyjność gry pary demonicznych braci: cara Mikołaja (Waldemar Walisiak) i wielkiego księcia Konstantego (Stanisław Kozyrski), którzy tworzą brutalną przeciwwagę dla swoich młodszych protagonistów. Novum a jednocześnie wielkim osiągnięciem jest jednak i przede wszystkim zasada gry zespołowej, rzeczywiście w pełni zrealizowana. Czuję niedosyt przy roli Władysława Staniszewskiego jako Prezesa i rozczarowanie Wiesławem Ochmańskim w roli Strachu. Tym bardziej, że aktorzy ci ostatnio zaprezentowali interesujące kreacje w innych sztukach. Sądzę, że są tu nietrafnie obsadzeni.
(…) Każdy kto przyjdzie na ten spektakl bez trudu zauważy, że akcja sztuki toczy się wśród nas. Zauważy też, że gdy aktorzy opuszczą już scenę – pali się na niej tylko żałobny znicz. Może być on jednak również płomieniem nadziei, symbolem trwania. To już zależy od nas – widzów.

Edward Smyk, Kordian w mocy Szatana, „Życie Radomskie” 1985, nr 76 z dn. 31.03.

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X