Prasa o spektaklu

(…) Sprzeczne uczucia rodzi rezultat podjętych przez Wojdana działań adaptacyjnych i reżyserskich.
Najbardziej interesującym, dobrze służącym dziełu Żeromskiego na teatralnej scenie pomysłem jest przeniesienie opowieści o losach Cezarego Baryki w formę pieśni, prezentowanej widzom przez chór, pieśni o wydarzeniach minionych i zamkniętych wiadomym finałem. Ten prosty zabieg kompozycyjny, prosty, lecz w prostocie swej szlachetny, pozwala na zastosowanie retrospekcji znacznie ułatwiającej konstrukcję dramaturgiczną opartą na luźnym montażu szybko następujących po sobie scen. Dzięki temu układają się one w barwną mozaikę zdarzeń i ta mozaikowość jest niewątpliwą zaletą radomskiego przedstawienia, jego oczywistym plusem. Nie równoważy on jednak wyraźnego w tym spektaklu braku jednoczącej je linii, jaką winna być nić rozwijającej się i dojrzewającej psychiki bohatera.
Mimo usiłowań adaptatora – reżysera nić ta rwie się, gubi i plącze, a polityczna dojrzałość scenicznego Cezarego Baryki jawi się w finale niczym „deus ex machina” niespodziewanie, zaskakująco i niemal bez wcześniejszych uzasadnień.

(…) Duch dzieła Żeromskiego jest silny, samo zaś dzieło – wielkie. Świadomość tej wielkości zdaje się przygniatać, a czasem wręcz obezwładniać aktorów radomskiego teatru, którzy z różnym i zmiennym powodzeniem mierzą się z zadaniami postawionymi im przez reżysera. Wojdan całą uwagę skupia na postaci Baryki (interesująca rola Marka Michała Ubysza), co jest wyborem dającym się obronić, ale jednak zubożającym dzieło (…).
Dobra organizacja przestrzeni scenicznej znacznie rozbudowanej podestem sięgającym w głąb widowni każe mi nie wypominać Jerzemu Michalakowi, autorowi scenografii, brzydkich a przede wszystkim „nietrafionych” kostiumów i błękitnego tiulowego nieba, pod którym rozgrywa się ten spektakl gorzki, ale pełen nadziei, artystycznie nierówny a przecież interesujący. Przede wszystkim jako akt ambicji i odwagi.

Ewa Pankiewicz, Ambicja i odwaga, „Rzeczpospolita” 1984, nr 44 z dn. 18.06.

 

(…) Muszę tu na początku tych uwag powiedzieć, że jest to przedstawienie więcej niż dobre dzięki ciekawej kompozycji dramaturgicznej (Z. Wojdan ma duże wyczucie dramaturgii zdarzeń) oraz wykonaniu aktorskiemu.
(…) Adaptator i reżyser wprowadził „rewolucyjne przerywniki” do fabuły powieściowej, złożone z tekstów poetyckich i pieśni śpiewanych przez chór (cały zespół). Ten zabieg funkcjonuje w spektaklu jako czynnik niezwykle dynamizujący, o dużej sile ekspresji, chociaż rozbija nieco zwartość i klarowność całego przedstawienia.
(…) Dla Teatru w Radomiu to przedstawienie jest znaczące, jest to duży sukces reżysera i gdyby adaptator nie bał się tak kurczowo pokalać rewolucji, uwzględnił również sprawę polską (1920) bardziej wyraziście, to można by mówić o wielkim przedstawieniu.

Stanisław Żak, „Był pierwszy dzień przedwiośnia…”, „Przemiany” 1984, nr 6, s. 30-31.

 

(…) Ewentualni zwolennicy wierności wobec powieściowego pierwowzoru mogliby zarzucić Wojdanowi, że dokonuje zbyt dalece posuniętej reinterpretacji. „Przedwiośnie” wszak było w równej mierze wyrazem fascynacji, co i zastrzeżeń wobec rewolucji. (…) To wewnętrzne rozdarcie, podwójna optyka patrzenia na rewolucję w adaptacji Wojdana zostały zminimalizowane. Mimo to sądzę, że interpretacja taka była uprawniona.
(…) Widowisko zostało skomponowane z rozmachem, dbałością o szczegół, ale zarazem przy znacznym udziale poetyckiego skrótu. Reżyser łączy umiejętnie ogień z wodą: sceny liryczne, intymne z narracją typu epickiego, dyskursywne dialogi z partiami śpiewanymi, realistyczne sceny rodzajowe z fragmentami wizyjnymi. Nadaje to adaptacji fakturę dramatu romantycznego.
(…) Powstał (…) spektakl mądry i barwny, który poobserwuje z uwagą młoda publiczność. Rzecz godna pozazdroszczenia, gdy zewsząd słyszy się utyskiwania na ucieczkę młodego widza z teatru.

Tomasz Miłkowski, Cezary z rodu Kordianów, „Trybuna Ludu” 1984, nr 114 z dn. 14.05.

 

(…) Cały spektakl odznaczający się imponującym tempem gry, co jest zwłaszcza zauważalne w scenach zbiorowych, prowadzą postaci narratorów. I właśnie w ich sposobie funkcjonowania można zauważyć słabość adaptacji. Zabrakło w niej bowiem racjonalnego pomysłu na zaistnienie narracji. (…) W inscenizacji Wojdana funkcję narratorów przyjmują postaci sceniczne, zresztą jest ich wiele, nie wyłączając osoby głównego bohatera. Wprowadziło to w akcję niepotrzebny zamęt oraz dodatkowo: deklamacyjność narratorów, pragnących oddzielić „ja” postaci od „ja” komentatora. (…) Niestety, nieuporządkowanie lub też nieczytelność realizatorskiego zamysłu zakłóciły czystość, szlachetność faktury widowiska. Widowiska zresztą wyrosłego z fabuły Żeromskiego, a jakby dalekiego od intencji pisarza. I to nie w detalach, drobiazgach, ale w generalnej wymowie.
(…) Spektakl ten istnieje jako suma ekspresjonistyczno-futurystycznych propozycji formalnych i interpretacyjnych. Widz znajdzie je w kostiumie wielu postaci: skomponowanym z niby błazeńskich kontrastowych barw, a może ukazujących jasne i ciemne strony ludzkiego charakteru? (…) To prawda, że pieśni interpretowane przez grupę artystów, a rzucane widzowi wprost niczym songi mają dużą siłę przekazu. W „Przedwiośniu” jednak sprawiały wrażenie któregoś tam grzybka w barszczu. Nie udało się bowiem inscenizatorowi uzyskać jednolitości i spójności widowiska. A operowość i hieratyczność aktorskich póz predestynuje radomskich aktorów do ubiegania się o udział w festiwalu piosenki organizowanym na północy kraju.
(…) Radomska inscenizacja „Przedwiośnia” nie jest spektaklem wybitnym, choć w jego przygotowanie cały zespół włożył długotrwały i niebagatelny wysiłek. Jest za to na pewno widowiskiem kontrowersyjnym.

Małgorzata Iskra, Czaruś a sprawa polska, „Słowo Ludu” 1984, nr 1287 z dn. 5-6.05.

 

(…) Po okresie dramatycznych napięć, po ciężkiej, niezmiernie trudnej pracy całego zespołu – jest premiera i jest sukces, który nagrodzi wszystko. (…) Walorem podstawowym jego [Z. Wojdana – przyp. AK] adaptacji jest przede wszystkim językowa wierność Żeromskiemu, a także znakomite wykorzystanie powieściowego rytmu. Ekranowe „zbliżenia” Żeromskiego przekształca Wojdan twórczo i plastycznie na dynamiczne sceny, które swą malowniczością, a także wyrazistością tworzą zwarte obrazy urzekające widza. Epizody powieściowe Żeromskiego potraktował Wojdan z ogromnym pietyzmem, z najwyższą troskliwością, dając im godną oprawę sceniczną, czuwając nad ich poetyką.
Przedstawienie zrobione zostało z olbrzymim rozmachem, posiada dobre tempo, świetne sceny zbiorowe. Trudnym zadaniom stawianym przez reżysera dzielnie sprostał zespół aktorski, udowadniając raz jeszcze, że stać go na realizację dzieł ambitnych.

Janusz Pokucki, Przedwiośnie, „Kurier Polski” 1984, nr 100 z dn. 22.05.

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X