"Prawda" to kolejna udana premiera w Teatrze Powszechnym

- Tylko prawda jest ciekawa -uważał Józef Mackiewicz, pisarz wybitny. Czy na pewno? Florian Zeller, francuski autor, stawia nad tą kwestią znak zapytania. Michał ( w oryginale Michael, ale reżyser, Zbigniew Rybka, spolszcza- i słusznie- imiona bohaterów) ma kochąjącą żonę Laurę. Niemniej ucina sobie romans z Alą, żoną Pawła, swego najbliższego przyjaciela. Wszystko co dobre kończy się prędko. Ala ma wyrzuty sumienia i postanawia jednak zawiadomić męża do swojej zdradzie. Lecz okaże się, że i jej mąż też nie jest święty: romansuje z Laurą. reklama Czy jednak naprawdę romansuje? Oto jest pytanie. Cała misterna gra tocząca się między czwórką bohaterów oparta jest o ten jeden pytajnik. Czy aby naprawdę? Ta pełna dowcipu, finezji i pozornej lekkości sztuka nie jest tylko prostą komedią czy farsą. Autor stawia słuszne pytanie: czy gdybyśmy posługiwali się wyłącznie prawdą istotnie byłoby nam lepiej żyć? I nie jest to broń Boże, pochwałą obłudy skoro motto sztuki Zeller zaczerpnął z twórczości samego Voltaire'a: "Kłamstwo jest cnotą, jeśli pozwala uniknąć cierpienia". - Gdyby z dnia na dzień ludzie przestali się okłamywać - mówi w pewnym momencie Michał, nie ostałaby się na ziemi ani jedna para. I w pewnym sensie byłby to koniec cywilizacji. Michał jest głównym motorem sztuki. Wojciech Wachuda świetnie daje sobie z tym radę. Pełen energii wciąż odwraca kota ogonem i kłamie jak z nut lawirując pomiędzy kochanką, żoną i najbliższym przyjacielem. To Michał sprawi, że pętla kłamstw będzie się nakręcać i zacieśniać. Kłamią zresztą wszyscy pozostali: urocza Ala - Maria Gudejko, śliczna Laura- Karolina Winiarek i Paweł. Marek Braun w tej roli jest przeciwieństwem Michała - stonowany, grzeczny, pozornie nieśmiały ale jakby nie patrzeć - ścichapęk. Czy choć on mówi prawdę? Kto go tam wie. Ale skoro na wiadomość o jego wyjeździe Laura płacze, coś tam było na rzeczy. Sztuka jest idealnie skrojona,, dialogi są dowcipne a pointy celne. Akcja toczy się wartko, choć nie ma biegania po scenie i chowania się do cudzych łazienek. Całość przedstawienia ogląda się z zainteresowaniem a ponieważ scenografia Katarzyny Kornelii Kowalczyk jest skromna, uwaga widza kieruje się wyłącznie na grających. Śmiało więc można wybrać się któregoś wieczoru do teatru na ten zgrabnie zrobiony spektakl by zobaczyć prawdę o nas samych.

Barbara Koś
"ECho Dnia", 26.09.2014
Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X