Toksyczni rodzice, nieszczęsne dzieci

Przedstawienie "Romeo i Julia" Wiliama Szekspira jest dobrze zagrane, klarowne, dynamiczne - nie ma w nim ani jednej minuty dłużyzny! i wydobywa całą siłę szekspirowskiego dramatu. Obawiam się tylko, czy bardzo ekspresyjnie poprowadzone role Agnieszki Wilkosz - matka Julii i Izabeli Brejtkop- Frączek - służąca Marta nie zdominują w przyszłości… Romea i Julii.
Julia - Aleksandra Bednarz i Romeo - Maciej Zacharzewski - to niewinne nastolatki dotknięte nagłą miłością. Tak chce Szekspir i zgadza się z tym Katarzyna Deszcz, reżyser radomskiego przedstawienia, którego akcję przenosi w czasy współczesne. Bo gdy się odrzuci historyczny sztafaż, namiętności pozostają te same. Nastolatki przeżywają pierwszą, w przypadku Julii i pierwszą poważną, w przypadku Romea, miłość. I zachowują się tak, jak dyktują im emocje i niedojrzałość.

Aktorska młodzież jest wspaniała
Bardzo ładnie i czytelnie pokazują te emocje młodzi aktorzy. Z miłości do Romea Julia Aleksandry Bednarz gotowa jest natychmiast wypić niesprawdzony napój a potem odebrać sobie życie. Z takiej samej miłości umiera Romeo. Pije truciznę prędko, nie myśląc, nie oglądając się na nic. Tak samo nie myślał, kiedy niepohamowanie tłukł Tybalta (Kamil Woźniak), by zatłuc go na zawsze. Bo tylko wczesna młodość może być tak zachłanna i nie patrząca na skutki. Ale póki co, młodzież bawi nas wspaniale. Kumple Romea: Merkucjo - Juliusz Kubiak i Benvolio- Adam Konowalski, z naturalnym wdziękiem młodych pokpiwają z Romea a potem ze służącej Marty - Izabela Brejtkop- Frączek, która z godną miną odpiera karesy. Póki co, spoglądamy na Martę z politowaniem lecz i sympatią. Podobnie jak na wyfiokowaną matkę Julii - Agnieszka Wilkosz i pantoflarza ojca - bardzo przekonywujący Janusz Łagodziński. Kiedy zginą Merkucjo i Tybalt, owe niewiasty nagle zamieniają się w demony.

Czy reżyserka nie przeholowała?
Mało demony. Pani Capuletti to prawdziwie toksyczna matka. Scena żądania ślubu Julii z Parysem (Adam Młynarczyk) to popis despotyzmu. Ale kiedy matka Julii razem ze służącą Martą piją, śmieją się i ślizgają się po przyszłym katafalku Julii wyrastają wręcz na główne bohaterki spektaklu… Na pierwszym pokazie "Romea i Julii" sala (dorośli!) w tym miejscu pękała ze śmiechu. Aż boję się myśleć, jak zareaguje na te popisy pań młodzież, tylko szukająca okazji do zgrywy. Nie wiem, czy reżyserka nie przesadziła ukazując w takim kształcie te postaci.

Udane role
Przedstawienie ma bardzo udane role. Krzysztof Prałat jako ojciec Laurenty, rozdarty między dobrem i złem, ciężko przeżywa spowodowany przez siebie tragiczny finału. Ciekawy epizod ma Włodzimierz Mancewicz jako aptekarz sprzedający truciznę. W równie epizodycznej roli ojca Romea pojawia się w finale Ryszard Jabłoński. Niepozorny, z teczuszką…Ta teczuszka to wyznacznik jego miernej pozycji społecznej. Jak niebogaty Romeo śmiał sięgać po arystokratkę?...Nad trupem obojga można już pogodzić się z Capulettim.

Ciekawa oprawa muzyczna i plastyczna
Znakomitym pomysłem są wkomponowane w akcję śpiewane sonety Szekspira. Do muzyki Grzegorza Turnaua wykonują je Jaga Wrońska i Wojciech Wachuda a towarzyszą im Jarosław Hanik na fortepianie i Michał Świstak na wiolonczeli. Ciekawa jest scenografia Andrzeja Sadowskiego, wykorzystująca multimedia i umiejętnie łącząca je z elementami plastycznej dekoracji. Dzięki choreografii Joanny Semeńczuk i kostiumom Anna Sekuły z przyjemnością patrzy się na sceny balu. To interesujące i nowatorskie przedstawienie trzeba zobaczyć.

Barbara Koś, "Echo Dnia", 1.10.2010
Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X