Rewelacyjny "Cabaret" w Teatrze Powszechnym w Radomiu!

30.03.2015

 

 

Izabela Brejtkop jako pani Schneider i Łukasz Mazurek jako Konferansjer to dwa brylanty musicalu "Cabaret" Johna Kandera, Joe Masteroffa i Fred Ebba, najnowszej premiery Teatru Powszechnego, pokazanej w piątek, 27 marca, czyli w Międzynarodowy Dzień Teatru.

Pozostałe role przedstawienia reżyserowanego przez Waldemara Zawodzińskiego to diamenty. Cały zaś "Cabaret" śmieszy, tumani, wzrusza i przestrasza. Ach, jak bardzo przestrasza.

Oto międzywojenny Berlin. Ludzie bawią się w kabaretach, szaleją, walczą o pieniądze, jak pani Schneider, pilnują swoich interesów jak pan Schultz i chodzą na wiece partii narodowosocjalistycznej. W ten buzujący kocioł wpada naiwny, młody Amerykanin, który nie tylko przeżyje nieszczęśliwą miłość do kabaretowej artystki ale pozna co to nazizm. Ucieknie z Berlina. A inni?

(...) Debiutujący w Radomiu Marek Nędza jako Cliff jest w istocie nie znającym życia amerykańskim chłopcem, który wręcz prosi, by roztoczyć na nim opiekę. Chce mu ją zapewnić homoerotyczny Ernst (Piotr Kondrat) i wysyła go do pensjonatu pani Schneider.

(...) Popijająca pani Schneider, nie wiadomo właściwie, panna czy wdowa, trochę przyjazna ludziom, trochę burdelmama, to postać jakiej Izabela Brejtkop nie miała jeszcze w swoim dorobku. Jeśli jeszcze dodać do tego trójkę pensjonariuszek- starych Niemek, w które wcielają się Włodzimierz Mancewicz, Wojciech Ługowski i Ryszard Mróz zabawa widza jest przednia.

Romans pomiędzy Cliffem a Sally (pełna wdzięku Magdalena Placek bardziej eksponuje ten wdzięk niż drapieżność) zaczyna się lirycznie. Sally prowadzi Cliffa do kabaretu, w którym występuje.

(...) Łukasz Mazurek jako Konferansjer to poemat. Ta fryzura, ten demoniczny wygląd, ta maska błazna, ukrywająca zło czające się za oknem kabaretu. Zatroskany o swoje sceniczne dzieci, których liczba powiększa się w miarę spektaklu, nie dopuści do kiksu na estradzie.

A tańczą na niej nie tylko kabaretowe gwiazdy ale girlsy, szansonistki, dziwki, fordanserzy i fordanserki, żigolaki a już w finale esesmanki i esesmani.

Obok pary młodych rośnie miłość pary starszej. Jarosław Rabenda jako pan Schultz i Izabela Brejtkop jako pani Schneider tworzą parę więcej niż wspaniałą. Ten ich romantyczny taniec na początku... Zaręczyny to jedna ze znakomitych scen przestawienia. A potem oficer SS Ernst nie pozwoli Fraulein Schneider wyjść za Żyda.
I już wieje grozą.

Piotr Kondrat nie mówi wiele. Ubrany w strój SS-mana żegna Cliffa na dworu. Cliff wyjedzie ale wszyscy pozostaną.

Grozą faszyzmu wieje scenie finałowej, w której razem ze starszymi podnoszą rączki hitlerowskim gestem niewinne dzieci. Co będzie niebawem? Wiemy.

A co może zdarzyć się dzisiaj? Też wiemy. Mimo swej groteskowej, wręcz idiotycznej czasem formy, "Cabaret" ostrzega.

Przedstawienie jest rewelacyjne. Te kostiumy Marii Balcerek!... Zawodziński wykorzystał do cna możliwości radomskiej sceny. Orkiestra gra na scenie. (...) Przecież to kabaret.

A cudowna Fraulein Kost w wykonaniu Joanny Jędrejek i jej trzech Marynarzy? Czyż nie mieści się także w jego granicach?

Wszystkim ponad 60 wykonawcom i licznym twórcom tego naprawdę znakomitego przedstawienia należy się głęboki ukłon.

 

Barbara Koś
"Echo Dnia"
29 marca 2015