Sam jestem tej historii bardzo ciekaw...

21.04.2010

 

Kolejną premierę przygotowuje Teatr Powszechny. W piątek na scenie kameralnej "Królowe Brytanii". Autorem scenariusza i reżyserem jest Przemysław Wojcieszek

 

Czy to pierwsza tak długa wizyta w Radomiu? Jak podoba się Panu miasto?

Przemysław Wojcieszek: - Radom jest podobny do kilku miast, w których robiłem swoje spektakle. Bardzo przypomina Legnicę, do pewnego stopnia Wałbrzych. Bliskość Warszawy sprawia, że miasto ma dużą dynamikę. Radom to świetne miejsce do robienia dobrego teatru.

Ma Pan na swoim koncie kilka filmów, prestiżowe nagrody, ale ostatnio chyba poświęcił się pisaniu i reżyserowaniu spektakli. Stawia Pan teraz na teatr?

- Miałem kilkuletnią przerwę od kina. Głównie dlatego, że bardzo dużo pisałem i wystawiałem w teatrze. Ale język kina jest mi najbliższy, zawsze będzie. W ubiegłym roku zrealizowałem swój najnowszy film "Made in Poland", który za miesiąc pokażę na festiwalu w Gdyni. Można powiedzieć, że na dobre wracam do kina, próbując łączyć je z pracą w teatrze, który kocham równie mocno.

Ostatnio Katarzyna Figura w jednym z wywiadów stwierdziła, że ego reżyserów teatralnych wychodzi na pierwszy plan - "jak chcesz to oglądaj, jak nie chcesz to mam cię gdzieś". Zgadza się Pan z tym?

- Teatr jest dziś w Polsce jedyną przestrzenią wolności artystycznej. Nie jest nią, niestety, kino, w którym istnieje silne obyczajowe tabu i na wiele projektów zwyczajnie nie zbierze się pieniędzy. Dlatego polskie kino jest prowincjonalne i słabe, a teatr jest europejski. Dlatego nie dziwię się twórcom teatralnym, że korzystają z wolności teatru, często kosztem szerszej widowni.

W Radomiu pracuje Pan nad przedstawieniem "Królowe Brytanii". Ma to być współczesna i uniwersalna historia...

- Tak, to historia o dziewczynie, która po trzech lat wraca z Wysp i postanawia zrealizować swoją obsesję - zabić człowieka, który kilka lat wcześniej, w wypadku samochodowym, spowodował śmierć jej córki. Poszukiwanie zemsty staje się drogą do prawdy o niej samej. Dziewczyna wraca do świata, w którym nie ma już dla niej miejsca, i próbuje go rozsadzić. To mroczna, wielowątkowa historia opowiedziana jak film noir. Sam jestem jej bardzo ciekaw.

Kim jest główna bohaterka?

- Ela jest impulsywna, gniewna, trochę neurotyczna. To zwyczajna młoda dziewczyna, ale z dramatyczną przeszłością, która ją bez przerwy dogania. To ciekawa, niejednoznaczna postać. W polskim teatrze czy kinie jest niezmiernie mało wiarygodnych postaci kobiecych. Może dlatego piszę teraz więcej dla dziewczyn niż dla chłopaków.

Chyba osadza Pan zwykle bohaterów swoich filmów i przedstawień w konkretnej rzeczywistości, czy i tym razem tak będzie?

- Rzecz dzieje się gdzieś w Polsce. W takim mieście jak Radom, na przykład. Ale równie dobrze mogłyby to być przedmieścia Warszawy. Za każdym razem portretuję ten sam mały, zamknięty świat pełen ludzi, którzy wszystko o sobie wiedzą i przechowują na swój temat różne okropne tajemnice. Z jednej strony to bardzo lynchowskie, ale z drugiej bardzo też teatralne. Cały spektakl rozgrywa się między pięcioma, sześcioma bohaterami, wchodzącymi ze sobą w nieustanny konflikt.

Czy to prawda, że kultura anglosaska jest Panu bliska i stąd "Królowe Brytanii"?

- Królowe Brytanii to demony, które siedzą w głowie tej młodej dziewczyny. To reprezentantki świata, o który się otarła, ale do którego nie miała wstępu. A kultura anglosaska rzeczywiście jest mi bliska. Zwłaszcza angloamerykański dramat, który kocham i który jest, niestety, obcy polskiemu teatrowi. W naszej teatralnej hierarchii wartości - dramat i dramaturg są od lat na ostatnim miejscu. Współczesny polski dramat jest dziś w zasadzie martwy.

Tytuł przedstawienia jest trochę ironiczny, czy taki będzie też spektakl?

- Spektakl jest klimatyczny i mroczny, ale posługuje się często wyrazistym, okrutnym humorem. Nie wiem, czy widzowie będą w stanie się śmiać. Uwielbiam czarny humor i w tym tekście jest go sporo. Mam nadzieję, że będzie on czytelny.

Czego należy życzyć reżyserowi?

- Aby spektakl był grany. Tylko to ma znaczenie.

rozmawiała Karolina Stasiak

"Gazeta Wyborcza" 21.04.2010 r.

 

"Królowe Brytanii" - premiera w piątek (23 kwietnia), godz. 18, Sala Kameralna, w niedzielę (25 kwietnia), godz. 18 premiera studencka. W spektaklu zagrają: Aleksandra Bednarz, Małgorzata Zawadzka, Ewa Trochim, Iwona Pieniążek, Agnieszka Wilkosz, Krzysztof Czeczot, Wojciech Wachuda, Janusz Łagodziński, Piotr Kondrat

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X