Sposób na Kochanowskiego

18.06.2015


Chyba nikt nie lubi, kiedy się go do czegoś zmusza. Nakaz sprawia, że w głowie automatycznie pojawia się bunt i myśl "właśnie, że nic nie muszę" - ludzka przekora. Czasem jednak trzeba schować dumę do kieszeni i wykonać zadanie. Dokładnie tak jak w najnowszej sztuce wystawianej na deskach radomskiego teatru - ostatniej już w tym sezonie premierze.
"Niepodobnym obyczajem", bo taki jest tytuł spektaklu, oparty jest na utworach Jana Kochanowskiego. Pomysł oryginalny, zaskakujący, niełatwa kompilacja tekstów, bo choć treści są wciąż aktualne, to forma zdecydowanie archaiczna. Jak się okazuje, ten stary, trudny język stanowi problem nie tylko dla widza, ale także dla postaci.
Scena to bliżej nieokreślona przestrzeń - nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy - science fiction. Postaci - jak cztery żywioły: Bławatek, w tej roli Klaudia Kuchtyk, Terrania, czyli Milena Staszuk, Panpłomyk grany przez Alana Bochnaka i Aquinus w interpretacji Wojciecha Wachudy - spotkali się, by coś razem stworzyć, coś poznać. Okazuje się, że zmierzenie się z XVI-wieczną poezją to nie pierwsze zadanie powierzone tej grupie. Tak jak wcześniej zajmowali się innymi pisarzami, tak i po Kochanowskim przyjdzie kolej na nowych. Jednak my, widzowie, obserwujemy scenę teraz, kiedy pojawiają się na niej dzieła Jana z Czarnolasu.
Reżyser, Andrzej Sadowski, wybrał sprytny sposób na zaprzyjaźnienie się, a może wręcz zbratanie się z widzem: bohaterowie nie starają się przekonać, że Kochanowski wielkim poetą był, ale sami się z nim zmagają - narzekają, wzdychają z poirytowaniem, a w złości rzucają książki gdzie popadnie. Ale, tak jak uczeń w szkole, nie mają wyjścia i muszą czytać Kochanowskiego, muszą go zrozumieć i tu zaczyna się... zabawa. Postaci zaczynają oswajać otrzymany materiał niestandardowymi, jak na takie dzieła, narzędziami: humorem, zabawną inscenizacją, ironią, tańcem nowoczesnym, śpiewem łączącym klasykę z rockiem.
"Niepodobnym obyczajem" to świeże, zabawne i intrygujące spojrzenie na coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się męczące i nieaktualne. Spektakl najzwyczajniej w świecie wciąga i to wciąga widza niełatwego - licealistów. Sztuka ich zaciekawia: słuchają, śmieją się, a nawet dają się wciągnąć w dialog z postaciami. Z pewnością duża w tym zasługa aktorów, którzy wykonali ogromną pracę, by, posługując się trudnym tekstem, zachować naturalność i swobodę. Należą im się gratulacje!
Wprawdzie Sadowski praktycznie nie oparł się na szerzej znanych utworach, więc w tym aspekcie praca na lekcjach polskiego nie została ułatwiona. Myślę jednak, że wartość spektaklu jest większa - młody widz przekonuje się do tego, co do tej pory, mówiąc kolokwialnie, straszyło. Reżyser pokazał, że choć mamy do czynienia z językiem przestarzałym, niejednokrotnie wymagającym pracy ze słownikiem, to jednak da się go zrozumieć, ba, przy umiejętnym ujęciu teksty mogą nawet bawić.
W przypadku tematu, którego realizacji podjął się Andrzej Sadowski, forma spektaklu była niezwykle ważna, ale wybór konwencji science fiction okazał się wyjątkowo trafny. Jednak reżyserowi udało się coś więcej: zachował właściwe proporcje pomiędzy rozrywką, swobodą ujęcia, a treściami uniwersalnymi właściwymi myśli i twórczości Kochanowskiego, które Sadowski i aktorzy umiejętnie przemycają na scenie.
Sezon 2014/2015 kończy się ambitnie - ciekawym, wciągającym, miejscami zabawnym, a przede wszystkim współczesnym spektaklem!

Agnieszka Wojciechowska
"OK!Magazyn"