Tak dobrze dawno nie było

26.03.2009

 

Teatr jest przestrzenią, w której "dramat osiąga swoją pełną wartość", ale również miejscem, gdzie widzowie stają się naocznymi świadkami wydarzeń scenicznych. Owe zdarzenia są często odzwierciedleniem współczesnej rzeczywistości pozateatralnej, coraz rzadziej natomiast przeszłości, będącej źródłem historii, wierzeń, obyczajów czy poglądów.

To właśnie takie pojęcia jak tradycja i wartość określają tematykę „Skrzypka na dachu" - spektaklu wystawianego na deskach Teatru Powszechnego w Radomiu.

Czterdziestu aktorów przez ponad trzy godziny odgrywa, ogrywa tudzież zwinnie bawi się swoją rolą, tworząc spójną, integralną wspólnotę sceniczną. Za pomocą śpiewu, tańca i słowa ukazują codzienne, a zarazem zaskakujące życie ludności żydowskiej zamieszkującej Anatewkę. Na historię miasteczka nadbudowane zostały losy pojedynczych osób, które - jak się okazuje - wywierają wpływ na postępowanie innych. I choć są to ludzie z różnych klas społecznych, łączy ich jedna nierozerwalna więź - tradycja. Tradycja, która jest fundamentem postępowania bohaterów oraz przyczyną dylematów wewnętrznych poszczególnych jednostek.

Postacią scalającą cały spektakl jest mleczarz Tewie (Witold Szulc), ojciec pięciu córek, który na początku spektaklu niczym narrator wprowadza widzów w świat Anatewki. Jego hermetyczny punkt widzenia, ukształtowany wedle zasad tradycji, nie pozwala zrozumieć, że wraz z upływem czasu zmieniają się wyznawane wartości. Swoje poglądy - wpojone przez przodków - narzuca młodemu pokoleniu, co w ostateczności prowadzi do konfliktu rodzinnego, którym żyje całe miasto.

Czy punktem zapalnym wprowadzającym nieporozumienia w ramy współczesnego świata może być przeszłość? Czy zderzenie historii i stereotypów ze współczesną kulturą może doprowadzić do bezsilności i niemocy wobec konkretnej sytuacji? Czy wartości trzeba zmieniać i modyfikować? Pytań jest wiele, a odpowiedź tylko jedna.

Maciej Korwin zrobił spektakl, który porusza problemy ocierające się w swojej istocie nie tylko o zagadnienia ontologiczne, ale również porusza kwestie psychologiczne, na których bazują zwyczajne, ludzkie uczucia.

„Skrzypek na dachu" jest spektaklem zdecydowanie konsekwentnym w swojej formie. Reżyser od początku do końca trzyma się założeń charakterystycznych dla widowiska muzycznego, wzbogacając go o sztukę taneczną. Bo to właśnie „popisowe" akrobacje jak np. taniec z butelką na głowie, są dodatkowym mechanizmem podkreślającym dynamizm akcji scenicznej. Dzięki takiemu zespoleniu uwidacznia się warsztat aktorski, będący świadectwem zaangażowania wykonawców w proces kreowania postaci. Na szczególna uwagę zasługuje Agnieszka Wilkosz (Cajtla), która w doskonale czystych partiach wokalnych dowodzi, że słowa wypowiedziane przez Konstantego Stanisławskiego „kochać sztukę w sobie, a nie siebie w sztuce" mają również sens w obecnym stanie teatru.

„Skrzypek na dachu" zrealizowany w Teatrze Powszechnym w Radomiu poprzez steatralizowane monologi wewnętrzne, ciekawe rozwiązania sceniczne - widoczne m.in. w scenie snu, w której widzowie oglądają scenę „z góry", przemyślaną choreografię (Joanna Semeńczuk), oraz funkcjonalną scenografię (Jerzy Rudzki) - jest spektaklem skazanym. Skazanym tylko i wyłącznie na sukces.

    Paweł Wiech
Dziennik Teatralny Łódź
17 marca 2009

 

 "Skrzypek na dachu", Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, reżyseria: Maciej Korwin

 

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X