Taki teatr kocham

09.03.2012

 

"Smutny, odstręczający i smrodliwy letni Petersburg pisał Dostojewski - pasuje do mojego nastroju i mógłby mi dać nawet nieco kłamliwego natchnienia dla mojej powieści."

Petersburg w czasach okrutnej rzeczywistości ekonomicznej, w czasach ubóstwa, głodu, brudu i chorób stał się dla Dostojewskiego inspiracją, tłem "Zbrodni i kary."

Ostatnio scena kameralna Teatru Powszechnego zamieniła się w mroczne uliczki tego miasta. Anna Tomczyńska (scenograf) idealnie ubrała ją w tajemnicze ścieżki, kładki i ławki. Nie zobaczysz tu kolorów tęczy, a czerń, szarość i biel.

W ponurym świecie, w którym się znalazłeś panuje nędza. W blasku latarnii dostrzegasz kobietę. To Sonia. (Paulina Dziuba) W ręku trzyma parasol. Prowokująco wodzi wzrokiem za wchodzącymi na widownie mężczyznami. Dwóch ludzi w ciemnych płaszczach i kapeluszach (Kamil Woźniak, Wojciech Ługowski) doskonale uzupełnia ptersburski, mroczny klimat. Spektakl jeszcze się nie zaczął, ale scena tętni życiem. Słyszysz muzykę, odgłosy, które budzą... niepokój. Cokolwiek wydarzy się na tej scenie, nie będzie sielanką.

Grigorij Liftanov - reżyser najnowszego spektaklu teatru radomskiego pt.: Zbrodnia i kara" w perfekcyjny sposób ukazuje prawdę o człowieku, studiuje emocje, które pchają go do najgorszych czynów. W swojej wizji nie odchodzi daleko od charakterystycznej dla Dostojewskiego analizy ludzkiego postępowania.

I oto poznajesz Raskolnikowa - młodego studenta, który w wyniku mylnego postrzegania siebie jako jednostki wybitnej popełnia morderstwo. Swój czyn tłumaczy dobrem ogółu. Mistrzowskia rola Sebastiana Cybulskiego pozwala Ci dokładnie obserwować człowieka, który dopuszcza się zbrodni. Widzisz jak ulega niesłusznej idei, popełnia błąd, a potem zmaga się z wyrzutami sumienia. Obserwujesz jak dojrzewa. Emocjom Raskolnikowa, doskonałej grze aktorskiej Cybulskiego towarzyszą przytłaczające dźwięki przeplatane pięknym muzycznym motywem przewodnim, który stanowi "Waltz nr 2" Dymitra Szostakowicza.

Niezwykłą rolę w spektaklu odgrywa Janusz Łagodziński, który w wyjątkowy sposób wciela się w Porfirego Pietrowicza - sędziego śledczego. Tworzy doskonałą postać. Perfekcyjnie przenika sumienie podejrzanego, kpi z niego i prowokuje by osiągnąć zamierzony cel - ukazać prawdę.

Kobiety, które pojawiają się w tym szaroburym świecie - Sonia (Paulina Dziuba) Anastazja (Joanna Jędrek) ocieplają go i łagodzą. Promieniując swoją delikatnością (Sonia) i zaradnością (Anastazja) dają widzowi poczucie bezpieczeństwa, a dojrzewającemu Raskolnikowi nadzieję na lepsze jutro.

Teatr, który zabiera Cię w odległe miejsce i czas. Myślisz: "Dobrze mi tu. Odpocznę." Tymczasem okazuje się, że wcale tak daleko nie jesteś, że nie o takim odpoczynku myślałeś. Świat za ścianą pędzi, a Ty na moment się zatrzymujesz. Ktoś bez pytania perfekcyjnie obnaża Twoje człowieczeństwo. Sprawia, że przyglądasz się sobie. Teatr, który trzma w napięciu, przeraża, oczyszcza i... budzi nadzieję. Dojrzewasz.

Taki teatr kocham

... i polecam!

Małgorzata Ziewiecka
www.coolturalnyradom.pl
9.03.2012