Teatr Radom w pierwszej lidze

04.05.2010

 

I kto by pomyślał, że będziemy mogli pomylić TR i Teatr Radom. To na spektakle Jarzyny, Wojcieszka, Urbańskiego, nie mówiąc o Warlikowskim, od lat wybieraliśmy się do Teatru Rozmaitości w Warszawie jak na święto. I oto mamy najnowsze dzieło Przemysława Wojcieszka w Radomiu.

Historie "Królowych Brytanii" nie są zmyślone, nawet jeżeli są fikcyjne. To prawdopodobieństwo i język czynią bohaterów postaciami z rzeczywistości współczesnej. Tym razem w tworzonej przez autora społecznej panoramie wolnej Polski znajdujemy się nie na Ziemiach Odzyskanych (jak w "Osobistym Jezusie"), ale gdzieś w kraju (może w Radomiu), w środowisku nadużywających życia kombinatorów, drobnych przestępców i ćpunów zwykle określanych jako ludzie z marginesu. Taki często spotykany w każdym mieście splot biznesu i podejrzanych typków. Szykują się właśnie do grubszej transakcji z narkotykowymi bossami, a chodzi o prochy dla dzieci. Robert, szef grupy, ma jeszcze jakieś skrupuły, jego siostra Natasza, a także Marcin są za rozwinięciem interesu. Jest jeszcze jedna sprawa do załatwienia: Robertowi grozi śmiercią jego była partnerka za zabicie córki Natalki w wypadku samochodowym.

Postać Elżbiety łączy różne wątki sztuki i jej historia rozplątywana jest na oczach widzów w tragiczny sposób. Wracając z Anglii, bohaterka planuje zemstę na dawnym kochanku. Tylko to trzymało ją przy życiu przez lata ciułania kilkudziesięciu tysięcy funtów w "hotelarstwie". Była to wyjątkowo silna motywacja dla ćpunki po detoksie. Wojcieszek nie byłby sobą, gdyby nie wplątał w fabułę wątku księdza. Tomasz (nomen omen), ksiądz zaplątany w historię miłosną z Elżbietą, dostaje od niej propozycję zabicia Roberta i wyjazdu do Wielkiej Brytanii. Po stanowczej odmowie Tomasza Elżbieta angażuje do roboty Annę, ukształtowaną na grach komputerowych "killerkę".

Cała sytuacja młodej kobiety jest beznadziejna. Śmierć dziecka i przeżyty wstrząs czynią z niej psychicznie potworny automat dążący do destrukcji. Mimo wszystko budzi ona litość i jesteśmy skłonni zrozumieć jej sytuację głęboko zranionej matki. Autor sztuki uczynił z Elżbiety, a dopełniła to swoją kreacją Aleksandra Bednarz, postać zasługującą mimo wszystko na miłosierdzie, jak Frieda z powieści Bułhakowa. Chusteczkę zastąpiły dwie królowe - zamieszkujące w jej głowie demony. Co jakiś czas objawiają się Eli jako podsuwające proste rozwiązania współtowarzyszki w cierpieniu.

Tym bardziej jesteśmy skłonni wybaczyć młodej ćpunce, im dłużej przebywamy z jej "rodziną". Matka z konkubentem, czyli Wiktoria i Rafał, to przedstawiciele pokolenia rodziców. Widząc ich, rozumiemy, co skłoniło córkę do wyjazdu. Telewizor z kilkuset kanałami jak okno na świat i jeszcze seks wystarczą im za wszystko. To wygląda na rodzaj narkotycznego uzależnienia od telewizji i płynącego z odbiornika bełkotu. Pełen słów uznania jestem dla pary aktorskiej, Iwony Pieniążek i Janusza Łagodzińskiego, za wiarygodne oddanie tej mentalności podstarzałych "dzieci-kwiatów".

Mroczny klimat psychodramy włożonej w ramy kryminalnej opowieści razi swoją banalnością - bohaterowie emanują prymitywnymi instynktami, a ich życie upływa w pogoni za kasą. Tak straconego życia nikt nie będzie żałował i to jest przerażający obraz świata dany nam przez Przemysława Wojcieszka. Nie wystarczy momentami czarny humor, aby rozświetlić te mroki, bo od wentylatora wieje straszliwym pesymizmem. Należą się brawa Małgorzacie Bulandzie za scenografię i kostiumy do przedstawienia, wszystko tu tworzy klimat banalnego wnętrza, brudnego jak dusze nieczyste, z wielką atrapą telewizora wyświetlającego prymitywne animacje. Narracja "Królowych " jest w istocie swojej filmowa, scena za sceną następuje po charakterystycznym ściemnieniu obrazu. Ten rodzaj opowiadania narzuca niezwykłe tempo akcji, a aktorzy trzymają formę do końca, objawiając przy okazji różne akrobatyczne umiejętności. Do filmowej klasyki nawiązuje finałowa scena umierania Roberta (Piotr Kondrat), tak właśnie na tym śmietniku popkultury w biało-czerwonych barwach dogorywa bohater kapitalistycznych przemian rynkowych. To niejedna ofiara tych czasów.

Przemysław Wojcieszek nawiedził Radom! Chciałbym, aby jego pobyt stał się istotnym zaczynem dyskusji o współczesnej Polsce. Potrzebujemy tego jak powietrza! Do tego służy TR.

 

"Teatr Radom w pierwszej lidze"

Zbigniew Wieczorek

"Gazeta Wyborcza" 5.05.2010

Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X